Łatwiej na wycieczkę do Paryża niż w Beskidy

Ewa Furtak
2009-09-27 , aktualizacja: 27.09.2009 23:32
A A A Drukuj
Nauczyciele coraz częściej stoją przed wyborem: krajowa wycieczka dla wszystkich uczniów, czy zagraniczna dla najbogatszych Fot. Łukasz Cynalewski / AG Nauczyciele coraz częściej stoją przed wyborem: krajowa wycieczka dla wszystkich uczniów, czy zagraniczna dla najbogatszych
Znalezienie tanich noclegów zaczyna graniczyć z cudem. Dojazd do Wisły zajmuje więcej czasu niż lot do Paryża. Zorganizowanie taniej wycieczki szkolnej to nie lada wyzwanie.
GALERIA ZDJĘĆ
Wrzesień i październik to czas szkolnych wycieczek. W ich organizowaniu specjalizuje się coraz więcej biur podróży. Czego to nie ma w katalogach? Od Wiednia, przez Paryż i zamki nad Loarą, po Skandynawię. Ceny - nawet grubo ponad tysiąc złotych od osoby. Ale biura dokładają gratisy, np. darmowe miejsca dla opiekunów. Załatwiają wszystko: od ubezpieczenia, przez noclegi i wyżywienie, po przewodników. Oczywiście podjadą autokarem po uczniów w dowolne miejsce Polski. O nic nie trzeba się martwić.

Z pomocy biur podróży korzysta coraz więcej szkół. W niemal każdej klasie znajdzie się kilkoro rodziców, którzy forsują takie rozwiązanie. Przekonują, że najlepiej wysłać dzieci do Włoch czy do Francji. Byleby wycieczka była za granicę. Jak nie do Francji, to przynajmniej do Wiednia. Rodzice w jednej z bielskich szkół wpadli na pomysł, żeby nie brać noclegu, wtedy będzie trochę taniej. Noc w autobusie, zwiedzanie Wiednia i kolejna noc w autobusie spędzona na powrocie do Polski.

Nauczyciele godzą się na pomysły rodziców. Biuro załatwia wszystkie sprawy, nie muszą brać na głowę dodatkowych obowiązków, więc mają święty spokój.

Znajomy nauczyciel opowiada, że efekt jest taki: wiadomo z góry, że z powodu braku pieniędzy przynajmniej kilkoro uczniów nie pojedzie na wycieczkę. Kolejna nieliczna grupa rodziców to ci, dla których zapłacenie za wycieczkę nawet na koniec świata nie jest żadnym problemem, bo mają dość pieniędzy. Oni zwykle najgłośniej krzyczą na zebraniach i forsują takie pomysły. Najwięcej jest jednak takich rodziców, których nie stać, ale nigdy w życiu tego nie powiedzą głośno, bo się wstydzą. Będą zaciskali pasa albo wezmą kredyt, byleby ich dziecko pojechało na wycieczkę, byleby nie być gorszym od tych najbogatszych.

Znajomy nauczyciel ma twardą zasadę: z pośrednictwa biur podróży nie korzysta i nie daje się zakrzyczeć rodzicom. Na początku roku zawsze ich prosi, by przemyśleli, jaką kwotę mogą przeznaczyć na szkolną wycieczkę. Średnia zadeklarowanych kwot wystarcza akurat na noclegi w beskidzkich schroniskach, dlatego co roku jeździ z kolejnymi klasami na kilka dni w góry.

Nie inaczej było w tym roku. Wybrał się z klasą do Wisły. Okazało się jednak, że teraz zorganizowanie wycieczki w Beskidy jest o wiele bardziej skomplikowane niż wykupienie w biurze podróży wyjazdu do Paryża. Na wycieczkę - bo tania - zapisała się prawie cała klasa. Nauczyciel przez kilkanaście dni miał pełne ręce roboty w związku z jej organizacją. Konieczne jest ubezpieczenie, stosy dokumentów dla kuratorium i tysiące innych formalności, które trzeba załatwić.

Jest poza sezonem, więc noclegi udało się zarezerwować w jednym z beskidzkich schronisk. Już nie takie tanie, jak to bywało w zeszłych latach, bo po 35 zł. Dlatego nauczyciel zdecydował się tylko na jeden nocleg. Ale znalezienie kwatery to nic w porównaniu ze zorganizowaniem dojazdu w góry. Przy takiej liczbie osób nie sposób dojechać do Wisły autobusem PKS-u, w grę wchodzi tylko pociąg. A wiadomo, że od kiedy PKP pocięło rozkład jazdy, pociągi w tamtym kierunku niemal nie jeżdżą. Wycieczka dotarła tam bardzo okrężną drogą - przez Goczałkowice. Dojazd do Wisły zajął im więcej czasu niż lot samolotem do Paryża. Z powrotem też były kłopoty. Wracali do Bielska-Białej przez Pszczynę.

Ale uczniowie i tak są zadowoleni. Już planują wiosenną wycieczkę. Oczywiście też taką, na którą będą mogli pojechać w komplecie.

Nauczyciel zapowiada, że mimo kłopotów zdania nie zmieni - będzie jeździł z uczniami na wycieczki, na które stać całą klasę. Choć obawia się, że jeśli będzie tak dalej, to w przyszłym roku możliwa do zorganizowania będzie tylko jednodniowa wycieczka na któryś z podbielskich szczytów. Ale alternatywą jest skorzystanie z oferty biura podróży i przymknięcie oczu na to, że część uczniów po wycieczce do końca miesiąca będzie przynosić na drugie śniadanie tylko chleb z masłem, a tym, którzy w ogóle nie pojechali, będzie przykro, gdy zobaczą zdjęcia kolegów z Paryża czy Rzymu. To już lepiej, jak cała klasa będzie na zdjęciach z Szyndzielni.

Polecamy: Nie chcę góralskiej ciupagi "Made in China"



Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

  • łatwiej pojechać do Paryża niż w Beskidy ania.mania76 06.10.09, 13:58

    Pani Ewa Furtak mogłaby się lepiej przygotować pisząc artykuły na określony temat w Gazecie Wyborczej. Jakież to "stosy papierów" do kuratorium musi przygotować nauczyciel jadąc na wycieczkę»