Opowieść o starszej pani i niedobrym lekarzu

Judyta Watoła
2009-09-07 , aktualizacja: 07.09.2009 21:38
A A A Drukuj
To historia starszej pani, która tak szanuje swojego lekarza, że nie pozwoli powiedzieć o nim złego słowa, niemal jak zapatrzona w synka jedynaka matka. Dlatego nie napiszę nawet, jak starsza pani ma na imię i jak nazywa się pan doktor. Opiszę tylko, jak postąpił i mam nadzieję, że zrobi mu się wstyd.
ZOBACZ TAKŻE
Starsza pani ma 85 lat i od kilku nie wstaje już z łóżka. Dotąd jednak potrafiła sama o siebie zadbać, umyć się siedząc na łóżku, podłożyć sobie basen. Gotuje jej i pomaga siostrzeniec, więc poradnia rodzinna pana doktora nie miała ze starszą panią żadnego kłopotu. Kiedy pan doktor przychodził z wizytą domową, zawsze dawała mu za to pieniądze. On zawsze brał, choć taka wizyta jest darmowa. Wiadomo, starszy człowiek może się w takiej sytuacji nawet poczuć obrażony, może mu być przykro.

Pewnego dnia siostrzeniec starszej pani sobie popił. Przyszedł i usiadł na łóżku, a dokładnie na jej nodze. Krucha kość pękła. I oto starsza pani ma nogę w gipsie, nie może już siedzieć, musi mieć pampers, trzeba ją myć, przewracać. Zrobił się wielki kłopot.

Koleżanka starszej pani zgłosiła w poradni, że potrzeba jej pielęgniarki do pomocy. W poradni oburzenie: Pan doktor powiedział, że pielęgniarka należy się tylko, jak ktoś ma odleżyny!

Koleżanka sprawdziła: guzik prawda z tymi odleżynami. Poszła do poradni się wykłócić i pielęgniarka, choć starsza pani odleżyn nie ma, zaczęła raz na dzień przychodzić.

Minęły tygodnie i starszą panią trzeba było zawieźć do szpitala, żeby zrobić prześwietlenie i zdjąć gips. Pan doktor wydał zlecenie na transport w pozycji leżącej. Karetka miała być między 7 a 11 godziną.

Starsza pani już dzień wcześniej nie chciała nawet pić, żeby nie zabrudzić rano pampersa i czyściutka jechać do szpitala. Czekała, czekała i nic. W końcu koleżanka zadzwoniła do poradni. - Tak, karetka będzie, ale czy starsza pani wie od pana doktora, że musi sobie sama za nią zapłacić? To jest 40 zł za godzinę plus 2 zł za każdy przejechany kilometr.

Starszej pani aż słabo się zrobiło. Do szpitala kilkanaście kilometrów, ale wiadomo, że tam zanim do rentgena, zanim do doktora, to kilka godzin minie. A ona nie ma pieniędzy.

Karetka w końcu nie przyjechała, bo w poradni uznali, że godzina 11 to jednak za późno na wożenie do szpitala. Starsza pani nie pojechała, ale jej koleżanka i tak postanowiła sprawdzić to płacenie. I znów okazało się, że to guzik prawda, że za karetkę ma zapłacić poradnia, skoro to pan doktor wydał zlecenie.

Starsza pani nie zapłaci za karetkę, ale i dla innych staruszek kilkaset złotych za transport do szpitala to połowa emerytury! I to niesłusznie wydarte.

Pan doktor pewnie powie, że poradnia musi oszczędzać. I pewnie nieraz już pan tak "oszczędzał". Ale dla mnie niewiele się to różni od napadnięcia staruszki na ulicy. Takim "oszczędzaniem" też się je okrada.

Przeczytaj: Na Śląsku kształcą podologów



Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

  • Opowieść o starszej pani i niedobrym lekarzu marianna-morawska 08.09.09, 07:22

    Lekarka mojej Matki identycznie postępowała,dopiero zmiana lekarza i moja 85letnia bez odleżyn ma pielęgniarkę.Używała dokładnie tych samych argumentów.»