Wesołe Miasteczko świętuje i wciąż się psuje
2009-09-05
, aktualizacja: 05.09.2009 04:15
Historia Śląskiego Wesołego Miasteczka jest długa i nie wiadomo, dokąd zmierza. Jak samoloty duże, które w tym roku przestały latać.

Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Osiedle Tysiąclecia w Katowicach. Widok na Wesołe Miasteczko w Chorzowie

Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
Pierwsza jazda na rollercoasterze

Fot. Marta Błażejowska / AG
Gwiazda Duża, która od 1985 roku góruje nad lunaparkiem

Fot. Krzysztof Szewczyk/Agencja Gazeta
Wieża swobodnego spadania
ZOBACZ TAKŻE
- WPKiW chce odkupić karuzele za 6 mln złotych (29-09-09, 12:40)
- Co nowego odkrył klient wesołego miasteczka? (07-09-09, 21:12)
- Nowe atrakcje WPKiW: baseny, kolejka, hotele (30-07-09, 20:58)
- Pawie straciły głowy, Ewie posypała się twarz (05-05-09, 12:00)
- WPKiW: ziemia to łakomy kąsek dla deweloperów (17-04-09, 12:57)
"Ponad pół miliona osób bawi się beztrosko w Śląskim Wesołym Miasteczku, które co roku odwiedzają liczne wycieczki z najodleglejszych zakątków kraju" - pisano w latach 70. w materiałach propagandowych o Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku. Wcześniej podawano nawet 1,7 mln osób. Liczby były szacunkowe, jeśli nie brane z księżyca. Wesołe miasteczko dopiero od trzech lat ma system elektroniczny, który pozwala dokładnie monitorować frekwencję. Tegoroczna liczba gości to zaledwie 209 tysięcy.
Kiedyś nie było nowocześnie, a musiało być pięknie. Społeczeństwo korzystające z usług parkowych, wywodzące się w głównej mierze ze środowiska robotniczego miało mieć szerokie możliwości wypoczynku biernego i czynnego. Czynny przewidywał rozwój kultury i oświaty, popularyzację nauki i wiedzy poprzez seanse w planetarium, dydaktykę poprzez ekspozycję zwierząt rodzimych i egzotycznych, działalność społeczno-wychowawczą wśród młodzieży w ośrodku harcerskim, sport i kulturę fizyczną na stadionie i kąpielisku, wreszcie rozrywkę masową. To ostatnie miało zapewniać wesołe miasteczko. Rosło od 1957 roku, gdy w parku działały już planetarium, stadion i zoo. W 1959 oddano pierwszą część, ale budowa trwała jeszcze 16 lat.
40 ha ze stawem, po którym pływała Arizona, kawiarnia w kształcie UFO, z dansingami w czasie rejsów. Karuzele wykonane systemem chałupniczym, ale aż 70! Zresztą to jedyny lunapark w Polsce, jeden z największych w Europie, jak zachwalano w materiałach. Możliwe więc, że ściągały do niego pielgrzymki znad morza. Stałych bywalców przestał kusić od 1991 roku. Przez kolejne 14 lat nie pojawiła się tutaj żadna nowa atrakcja.
Najczarniejszy okres przyszedł w 2001 roku, gdy lunapark został oddany w ręce prywatne. Wiązane z tym nadzieje były tak ogromne, że zapowiedź zmiany miała wydźwięk niemal propagandowy. Dzierżawca z Holandii obiecał zainwestować prawie 30 mln zł. Remonty starych atrakcji i 11 nowych prosto z fabryki, która produkuje urządzenia dla Disneylandu, między innymi Rollercoaster! 30-letni kontrakt został zerwany po dwóch sezonach i przyniósł straty. Na szczęście nie doszło do kolejnej dzierżawy, gdy w przetargu wystartowali producenci kaset wideo i urządzeń klimatyzacyjnych.
Wesołe miasteczko przeszło z powrotem pod zarząd województwa. Diabelski Młyn, zwany też Dużą Gwiazdą, pomalowały dzieci w czynie społecznym. W gabinecie krzywych luster wyżyli się grafficiarze, spraye dał prywatny inwestor w zamian za to, że mógł wysypać gruz. Lunapark zyskał więc podwójnie, pozbył się dziury. Była jeszcze jedna zmiana - karuzela łańcuchowa poszła na złom. Z zachowanych dokumentów wynika, że frekwencja sięgała wtedy 265 tysięcy i z roku na rok była coraz niższa. Mimo że dwa lata później zawitał tu właściciel objazdowego wesołego miasteczka z pięcioma nowymi atrakcjami. Lunapark dawno nie dostarczał takiej dawki adrenaliny. Rainbow na ławce powieszonej na wahadle kołysał pasażerów do przodu i do tyłu na 23 m w górę, a Polyp Monster, przypominający ośmiornicę, kręcił się wokół własnej osi, ruszając mackami w górę i w dół i obracając gondolami na prawo i lewo. Niestety, atrakcje gościły tylko jeden sezon.
W 2007 bilety zastąpiono karnetami i zakupiono długo oczekiwany rollercoaster. 19-letni, ale wysoki na siedem pięter (21 m) z podwójną pętlą i czasem przejazdu niespełna półtorej minuty. Najbliższy taki jest w Wiedniu. Frekwencja znów zaczęła rosnąć. Rok później kolejny poważny zakup - Silesia Tower. Karuzela tym razem nowiutka, z fabryki zbrojeniowej na Ukrainie. Wynosi pasażerów 50 m nad ziemię i kreci się albo spada swobodnie. Prototyp, nie ma na świecie drugiej karuzeli, która łączy dwie atrakcje. W tym roku stoi w remoncie.
Kolejka górska do dziś jest największą atrakcją lunaparku. Zaraz po niej goście wybierają River Splash - spływ wodny gondolami z wysokości 12 m. Z trzeciego miejsca nie ustępuje Gwiazda Duża, która od 1985 roku góruje nad lunaparkiem. Nigdy tylko nie doczekała się podświetlenia. Instalację zamontowano, ale nie starczyło na specjalne żarówki.
W chwili otwarcia lunaparku największą atrakcją były Samoloty Duże. Latały na wieży wysokiej na 40 m z prędkością 70 km/godz. W materiałach propagandowych podawano nawet, że wieża jest wyższa o 6 m, a prędkość szybsza o 20 km/godz.! Trwały przez pół wieku! Dopiero w tegorocznym sezonie zostały zamknięte. Władze parku zapewniają, że zostaną wyremontowane.
Kiedyś nie było nowocześnie, a musiało być pięknie. Społeczeństwo korzystające z usług parkowych, wywodzące się w głównej mierze ze środowiska robotniczego miało mieć szerokie możliwości wypoczynku biernego i czynnego. Czynny przewidywał rozwój kultury i oświaty, popularyzację nauki i wiedzy poprzez seanse w planetarium, dydaktykę poprzez ekspozycję zwierząt rodzimych i egzotycznych, działalność społeczno-wychowawczą wśród młodzieży w ośrodku harcerskim, sport i kulturę fizyczną na stadionie i kąpielisku, wreszcie rozrywkę masową. To ostatnie miało zapewniać wesołe miasteczko. Rosło od 1957 roku, gdy w parku działały już planetarium, stadion i zoo. W 1959 oddano pierwszą część, ale budowa trwała jeszcze 16 lat.
40 ha ze stawem, po którym pływała Arizona, kawiarnia w kształcie UFO, z dansingami w czasie rejsów. Karuzele wykonane systemem chałupniczym, ale aż 70! Zresztą to jedyny lunapark w Polsce, jeden z największych w Europie, jak zachwalano w materiałach. Możliwe więc, że ściągały do niego pielgrzymki znad morza. Stałych bywalców przestał kusić od 1991 roku. Przez kolejne 14 lat nie pojawiła się tutaj żadna nowa atrakcja.
Najczarniejszy okres przyszedł w 2001 roku, gdy lunapark został oddany w ręce prywatne. Wiązane z tym nadzieje były tak ogromne, że zapowiedź zmiany miała wydźwięk niemal propagandowy. Dzierżawca z Holandii obiecał zainwestować prawie 30 mln zł. Remonty starych atrakcji i 11 nowych prosto z fabryki, która produkuje urządzenia dla Disneylandu, między innymi Rollercoaster! 30-letni kontrakt został zerwany po dwóch sezonach i przyniósł straty. Na szczęście nie doszło do kolejnej dzierżawy, gdy w przetargu wystartowali producenci kaset wideo i urządzeń klimatyzacyjnych.
Wesołe miasteczko przeszło z powrotem pod zarząd województwa. Diabelski Młyn, zwany też Dużą Gwiazdą, pomalowały dzieci w czynie społecznym. W gabinecie krzywych luster wyżyli się grafficiarze, spraye dał prywatny inwestor w zamian za to, że mógł wysypać gruz. Lunapark zyskał więc podwójnie, pozbył się dziury. Była jeszcze jedna zmiana - karuzela łańcuchowa poszła na złom. Z zachowanych dokumentów wynika, że frekwencja sięgała wtedy 265 tysięcy i z roku na rok była coraz niższa. Mimo że dwa lata później zawitał tu właściciel objazdowego wesołego miasteczka z pięcioma nowymi atrakcjami. Lunapark dawno nie dostarczał takiej dawki adrenaliny. Rainbow na ławce powieszonej na wahadle kołysał pasażerów do przodu i do tyłu na 23 m w górę, a Polyp Monster, przypominający ośmiornicę, kręcił się wokół własnej osi, ruszając mackami w górę i w dół i obracając gondolami na prawo i lewo. Niestety, atrakcje gościły tylko jeden sezon.
W 2007 bilety zastąpiono karnetami i zakupiono długo oczekiwany rollercoaster. 19-letni, ale wysoki na siedem pięter (21 m) z podwójną pętlą i czasem przejazdu niespełna półtorej minuty. Najbliższy taki jest w Wiedniu. Frekwencja znów zaczęła rosnąć. Rok później kolejny poważny zakup - Silesia Tower. Karuzela tym razem nowiutka, z fabryki zbrojeniowej na Ukrainie. Wynosi pasażerów 50 m nad ziemię i kreci się albo spada swobodnie. Prototyp, nie ma na świecie drugiej karuzeli, która łączy dwie atrakcje. W tym roku stoi w remoncie.
Kolejka górska do dziś jest największą atrakcją lunaparku. Zaraz po niej goście wybierają River Splash - spływ wodny gondolami z wysokości 12 m. Z trzeciego miejsca nie ustępuje Gwiazda Duża, która od 1985 roku góruje nad lunaparkiem. Nigdy tylko nie doczekała się podświetlenia. Instalację zamontowano, ale nie starczyło na specjalne żarówki.
W chwili otwarcia lunaparku największą atrakcją były Samoloty Duże. Latały na wieży wysokiej na 40 m z prędkością 70 km/godz. W materiałach propagandowych podawano nawet, że wieża jest wyższa o 6 m, a prędkość szybsza o 20 km/godz.! Trwały przez pół wieku! Dopiero w tegorocznym sezonie zostały zamknięte. Władze parku zapewniają, że zostaną wyremontowane.
Polecamy: Nowe atrakcje WPKiW: baseny, kolejka, hotele
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Wesołe Miasteczko obchodzi Abrahama
wilhelm4
04.09.09, 22:28
A ten ukrainski Tower z 2008 i juz stoi do naprawy ?????»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



