Ekologia? Owszem, chętnie, jeśli za darmo

Tomasz Głogowski
2009-09-04 , aktualizacja: 05.09.2009 03:31
A A A Drukuj
Elektrownia wiatrowa w Darłówku Fot. MARTA BLAZEJOWSKA / AG Elektrownia wiatrowa w Darłówku
Zaledwie 500 klientów firmy Vattenfall zdecydowało się na kupno droższej energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Choć to dwa razy więcej niż w momencie pojawienia się oferty na rynku, to wciąż jeszcze o ekologii wolimy mówić, niż za nią płacić.
Klienci Vattenfalla, którzy do końca sierpnia zamówili "zieloną" energię, oprócz specjalnego certyfikatu otrzymali też bezpłatną półroczną prenumeratę magazynu "National Geographic". Mimo takiej zachęty do tej pory zaledwie 500 osób z miliona wszystkich odbiorców prądu na Śląsku, których obsługuje Vattenfall, zdecydowało się na kupno droższej energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Czy to porażka "zielonego" produktu? Firma przekonuje, że nie. - Zainteresowanie przez cały czas rośnie - przekonuje Grzegorz Lot, dyrektor sprzedaży i marketingu Vatttenfall Sales Poland.

Jak to działa? Aby kupić "ekologiczny" prąd, trzeba zapłacić za niego średnio o 60 zł więcej niż za standardowy rachunek (przy zużyciu ok. 2 MWh rocznie). Ale w zamian otrzymujemy pewność, że to, co nadpłaciliśmy, firma przekaże na kupno energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych, czyli elektrowni wiatrowych. To wpływa na ochronę środowiska naturalnego. - Wśród tych, którzy zdecydowali się na ekologiczną energię, przeważają klienci indywidualni. Firm jest mniej, choć i te się zdarzają - przyznaje dyrektor Lot.

Ekologiczny prąd pojawił się w ofercie Vattenfalla w 2007 roku i początkowo kupowało go zaledwie kilka osób. Choć z biegiem czasu ich liczba wzrosła do pół tysiąca, to Vattenfall przyznaje, że "zielona" energia nigdy nie będzie produktem masowym. - Docelowo chcielibyśmy, aby 10 proc. naszych klientów, czyli 100 tys. osób, kupowało energię ze źródeł odnawialnych. Ale mamy świadomość, że to musi potrwać. Może kilka, może kilkanaście lat - mówi Lot i wskazuje na kraje Skandynawskie i Niemcy. Tam popularność "zielonej" energii rośnie z roku na rok.

Jacek Winiarski z Greenpeacu potwierdza, że wciąż jeszcze wolimy o ekologii mówić, niż za nią płacić. Jego zdaniem dobitnie pokazała to sprawa z wymianą żarówek 100 watowych na energooszczędne. - Gdy tylko okazało się, że przestarzałe, ale tanie żarówki muszą zniknąć ze sklepów, Polacy rzucili się do wykupowania zapasów - przypomina Winiarski i dodaje, że często nie zdajemy sobie sprawy, że stać nas na niewielki ekologiczny wydatek w miesiącu, który mógłby przyczynić się do zahamowania zmian klimatycznych - Nie jesteśmy już tacy biedni jak nam się wydaje. Zrozumiałem to po powrocie z Ukrainy czy Nepalu. Nawet polubiłem nasze drogi - uśmiecha się Winiarski.

Polecamy: Katowice przestaną truć i pojadą na prądzie?



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów