Ekologia? Owszem, chętnie, jeśli za darmo
2009-09-04
, aktualizacja: 05.09.2009 03:31
Zaledwie 500 klientów firmy Vattenfall zdecydowało się na kupno droższej energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Choć to dwa razy więcej niż w momencie pojawienia się oferty na rynku, to wciąż jeszcze o ekologii wolimy mówić, niż za nią płacić.
ZOBACZ TAKŻE
- Vattenfall nie pieści nas prądem. W lutym podnosi ceny (12-01-10, 19:44)
- W Katowicach zatankujesz auto za darmo, ale prądem (20-11-09, 21:16)
Klienci Vattenfalla, którzy do końca sierpnia zamówili "zieloną" energię, oprócz specjalnego certyfikatu otrzymali też bezpłatną półroczną prenumeratę magazynu "National Geographic". Mimo takiej zachęty do tej pory zaledwie 500 osób z miliona wszystkich odbiorców prądu na Śląsku, których obsługuje Vattenfall, zdecydowało się na kupno droższej energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Czy to porażka "zielonego" produktu? Firma przekonuje, że nie. - Zainteresowanie przez cały czas rośnie - przekonuje Grzegorz Lot, dyrektor sprzedaży i marketingu Vatttenfall Sales Poland.
Jak to działa? Aby kupić "ekologiczny" prąd, trzeba zapłacić za niego średnio o 60 zł więcej niż za standardowy rachunek (przy zużyciu ok. 2 MWh rocznie). Ale w zamian otrzymujemy pewność, że to, co nadpłaciliśmy, firma przekaże na kupno energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych, czyli elektrowni wiatrowych. To wpływa na ochronę środowiska naturalnego. - Wśród tych, którzy zdecydowali się na ekologiczną energię, przeważają klienci indywidualni. Firm jest mniej, choć i te się zdarzają - przyznaje dyrektor Lot.
Ekologiczny prąd pojawił się w ofercie Vattenfalla w 2007 roku i początkowo kupowało go zaledwie kilka osób. Choć z biegiem czasu ich liczba wzrosła do pół tysiąca, to Vattenfall przyznaje, że "zielona" energia nigdy nie będzie produktem masowym. - Docelowo chcielibyśmy, aby 10 proc. naszych klientów, czyli 100 tys. osób, kupowało energię ze źródeł odnawialnych. Ale mamy świadomość, że to musi potrwać. Może kilka, może kilkanaście lat - mówi Lot i wskazuje na kraje Skandynawskie i Niemcy. Tam popularność "zielonej" energii rośnie z roku na rok.
Jacek Winiarski z Greenpeacu potwierdza, że wciąż jeszcze wolimy o ekologii mówić, niż za nią płacić. Jego zdaniem dobitnie pokazała to sprawa z wymianą żarówek 100 watowych na energooszczędne. - Gdy tylko okazało się, że przestarzałe, ale tanie żarówki muszą zniknąć ze sklepów, Polacy rzucili się do wykupowania zapasów - przypomina Winiarski i dodaje, że często nie zdajemy sobie sprawy, że stać nas na niewielki ekologiczny wydatek w miesiącu, który mógłby przyczynić się do zahamowania zmian klimatycznych - Nie jesteśmy już tacy biedni jak nam się wydaje. Zrozumiałem to po powrocie z Ukrainy czy Nepalu. Nawet polubiłem nasze drogi - uśmiecha się Winiarski.
Jak to działa? Aby kupić "ekologiczny" prąd, trzeba zapłacić za niego średnio o 60 zł więcej niż za standardowy rachunek (przy zużyciu ok. 2 MWh rocznie). Ale w zamian otrzymujemy pewność, że to, co nadpłaciliśmy, firma przekaże na kupno energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych, czyli elektrowni wiatrowych. To wpływa na ochronę środowiska naturalnego. - Wśród tych, którzy zdecydowali się na ekologiczną energię, przeważają klienci indywidualni. Firm jest mniej, choć i te się zdarzają - przyznaje dyrektor Lot.
Ekologiczny prąd pojawił się w ofercie Vattenfalla w 2007 roku i początkowo kupowało go zaledwie kilka osób. Choć z biegiem czasu ich liczba wzrosła do pół tysiąca, to Vattenfall przyznaje, że "zielona" energia nigdy nie będzie produktem masowym. - Docelowo chcielibyśmy, aby 10 proc. naszych klientów, czyli 100 tys. osób, kupowało energię ze źródeł odnawialnych. Ale mamy świadomość, że to musi potrwać. Może kilka, może kilkanaście lat - mówi Lot i wskazuje na kraje Skandynawskie i Niemcy. Tam popularność "zielonej" energii rośnie z roku na rok.
Jacek Winiarski z Greenpeacu potwierdza, że wciąż jeszcze wolimy o ekologii mówić, niż za nią płacić. Jego zdaniem dobitnie pokazała to sprawa z wymianą żarówek 100 watowych na energooszczędne. - Gdy tylko okazało się, że przestarzałe, ale tanie żarówki muszą zniknąć ze sklepów, Polacy rzucili się do wykupowania zapasów - przypomina Winiarski i dodaje, że często nie zdajemy sobie sprawy, że stać nas na niewielki ekologiczny wydatek w miesiącu, który mógłby przyczynić się do zahamowania zmian klimatycznych - Nie jesteśmy już tacy biedni jak nam się wydaje. Zrozumiałem to po powrocie z Ukrainy czy Nepalu. Nawet polubiłem nasze drogi - uśmiecha się Winiarski.
Polecamy: Katowice przestaną truć i pojadą na prądzie?
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Re: Ekologia? Tak, jeśli za darmo
darious
05.09.09, 09:10
Tylko idioci tak myślą...»
-
Ekologia? Owszem, chętnie, jeśli za darmo
lord_destroyer
05.09.09, 10:45
To tak, jak z sortowaniem odpadów. Mieszkam w domku jednorodzinnym i MPGK owszem - postawi mi pojemniki na rzeczy odnawialne... ale za opłatą. Oni takie np. butelki PET sprzedają firmie »
-
Ekologia? Owszem, chętnie, jeśli za darmo
rojberek
05.09.09, 16:42
"Przy zużyciu 2MWh rocznie"? To chyba pomyłka!»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


