Pod dworcem stoi auto pełne gnijącego jedzenia

Małgorzata Goślińska
2009-08-18 , aktualizacja: 18.08.2009 15:40
A A A Drukuj
Pod estakadą, po cichu, znów rozkwitł nielegalny handel. Miasto wydaje się być bezradne Fot. Dawid Chalimoniuk / AG Pod estakadą, po cichu, znów rozkwitł nielegalny handel. Miasto wydaje się być bezradne
Pod dworcową estakadą w Katowicach od miesięcy stoi mercedes dostawczy pełen gnijących owoców i warzyw. Straż miejska rozkłada ręce, a kolej przymyka oczy
Handel owocami i warzywami pod katowickim dworcem kłuje w oczy i kręci w nosie. Nie sposób przejść obok obojętnie. Obskurne kramy z plastikowych skrzynek i kartonów rozciągają się na placu Szewczyka wzdłuż ul. 3 Maja i rozlewają na ul. Stawową. Trudno się dziwić handlarzom, to najlepsze miejsce do interesów. Największy ruch w mieście, zawsze znajdą klienta, chociaż towar podejrzanie wygląda, pachnie i kosztuje - jest niewiarygodnie tani.

Pamiętacie, jak długo włodarze miasta i kolej walczyli z handlem na estakadzie? Dodajmy, że pod naciskiem mediów. A potem u stóp schodów pojawiały się pojedyncze handlarki z bukiecikami kwiatów w ręku. Włodarze uśpieni sukcesem nie zauważyli, że handel nieśmiało rozkwita na powrót, aż rozpanoszył się na dobre. Teraz znów muszą stoczyć bój, znów dopiero na alarm mediów. I znów są bezsilni.

Przy estakadzie od strony Młyńskiej, mniej więcej w połowie mostu, na asfaltowej wysepce między uliczkami dla prywatnych busów stoi biały dostawczy mercedes. Szybko można zgadnąć, że do jeżdżenia nie służy. Kabina kierowcy zawalona, oberwany przedni błotnik, z kół uszło powietrze, w prawym tylnym kompletny flak. Z tyłu nie ma chłodni, chociaż przez rozsunięte drzwi widać skrzynki pomidorów ustawione pod sufit. Puste skrzynki albo z zepsutymi cuchnącymi brzoskwiniami piętrzą się też pod schodami estakady, stoją tam także wózki do rozwożenia towaru. To magazyn handlarzy z placu Szewczyka i Stawowej. Biorą towar skoro świt i chowają przed zmrokiem. Nie chcą o tym rozmawiać, nie reagują, gdy kręcę się wokół mercedesa i spisuję rejestrację. Samochód wydaje się bezpański. - Tu jest od miesiąca. Wcześniej stał po drugiej stronie estakady. Holują go z miejsca na miejsce - mówią kierowcy prywatnych busów.

Taki wóz Drzymały, można powiedzieć, tyle że właściciel nie stara się tak jak legendarny chłop z Poznańskiego. Drzymała przesuwał swój wóz co dobę, uciekając przed restrykcyjnym prawem pruskim. Właściciela mercedesa niespecjalnie ktoś goni.

Józef Barański, kierownik Referatu Śródmieście z katowickiej straży miejskiej dawno wypatrzył też duży biały wóz. - Dwa lata temu jeszcze dowoził towar. Od paru miesięcy tylko stoi. Jest na numerach jaworznickich. Ale ekipa, która handluje towarem z mercedesa, to mieszkańcy Katowic, kilka osób - mówi Barański.

Strażnicy nie mogą ruszyć magazynu na kółkach, bo parkuje na terenie prywatnym. Zwalczają więc proceder od końca, czyli kramy na miejskim kawałku placu i Stawowej.

- Zaczęliśmy w zeszłym tygodniu. Czekaliśmy na asystę policjanta i ciężarówkę - mówi Barański.

- Niemożliwe! Byłam pod dworcem wczoraj - mówię - i mogłam kupić z kramu jabłka, śliwki, fasolkę szparagową...

Barański: - Bo wczoraj była niedziela! Kto pracuje w niedzielę, musi mieć wolne w poniedziałek. Mamy za mało pracowników, dlatego w niedziele i święta odpuszczamy. Tylko wtedy jest handel pod dworcem. Dzisiaj już zarekwirowaliśmy trzy kramy pomidorów.

Straż nie ma do tego uprawnień tak jak policja. - Sami możemy tylko wypisywać mandaty albo kierować wnioski o ukaranie do sądu grodzkiego, ale to jest mało skuteczne - przyznaje Barański. - Rekwirujemy więc towar z powodu niewiadomego pochodzenia. Handlowcy nie mają dowodów zakupu, prawdopodobnie biorą owoce i warzywa z giełdy, tam gdzie składuje się odpady. Przewozimy je na badanie do sanepidu. Handlowcy mogą odebrać towar wieczorem. Najczęściej tego nie robią, bo i tak nie nadaje do spożycia. Sanepid znajduje w nim pleśń.

W sprawie mercedesa straż napisała do rejonu Dworce Kolejowe w Katowicach, bo to PKP jest właścicielem i zarządcą terenu, na którym powstał dziki magazyn. - Podpowiedzieliśmy, żeby sprawdzili, czy auto ma tam prawo parkować i zażądali opłaty - mówi Barański.

Zarządca dworca jednak prawdopodobnie nie czyta uważnie pism, nie chodzi wokół estakady i nie wie, co do niego należy. Dopiero po naszej interwencji zamierza interweniować. - W piśmie od straży nie ma słowa o mercedesie - twierdzi Barbara Leszczyńska z biura prasowego PKP. - Sprawdzimy, czy stoi na naszej działce, czy płaci za parkowanie i czy wokół jest brudno i śmierdzi. Podejmiemy odpowiednie kroki. Mandatów nie możemy nakładać, szkoda, że straż miejska nie może tego robić na prywatnym terenie, bardzo by to nam ułatwiło sprawę. Zwrócimy się do pracowników firmy, która pobiera opłaty za parkowanie pod dworcem, oraz do ochrony dworca, żeby nękali właściciela mercedesa, aż się stamtąd nie wyniesie.

Drzymała, nękany przez Prusaków za drobne uchybienia, ostatecznie wyniósł się do zaboru austriackiego. Handlarze, jak wcześniej kloszardzi z katowickiego dworca, może przeniosą się do Gliwic? Gliwice już sobie nie poradzą, tam na dworcu nie ma ochroniarzy.

Na cześć Drzymały jego wieś w Poznańskiem przechrzczono na Drzymałowo. Jak można inaczej nazwać katowicki dworzec? Najlepiej pasuje zgnilizna. Legenda, jak ta o Drzymale, rozniesie się po świecie. Po drugiej stronie dzikiego magazynu przy estakadzie znajduje się przystanek autobusowy na lotnisko w Pyrzowicach.

Polecamy: Katowicki dworzec - najtańszy w Polsce kibel



Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów