Ogórek wyjechał, ale się zepsuł
04.06.2009
, aktualizacja: 05.06.2009 09:03
Ogórek, jak to w PRL-u, musiał się zepsuć. Natychmiast podstawiono jednak nowy autobus, który cały dzień woził pasażerów "Trasą wolności" w Katowicach.
Na dzień dobry okazało się, że stary autobus, zwany ogórkiem, odmówił posłuszeństwa. - Padł. Wyciekł cały płyn hamulcowy. Normalka. Proszę wsiadać do nowego autobusu - zarządził Dariusz Botkowski, kierowca.
Wypełniony po brzegi, bo w końcu w PRL-u tak się jeździło, autobus dotarł najpierw do Muzeum Pacyfikacji Kopalni Wujek. Krzysztof Pluszczyk, jeden z założycieli muzeum, szczegółowo zrelacjonował, jak wyglądało życie na początku lat 80. - Dwa i pół kilograma mięsa na miesiąc. Papierosy, buty, wszystko na kartki - opowiadał, a młodzi słuchacze uśmiechali się z niedowierzaniem.
Wszyscy spoważnieli, gdy Pluszczyk opowiadał o wydarzeniach na Wujku. - Trudno to zrozumieć. Idzie człowiek do pracy i ginie. Oczywiście uczymy się o tym w szkole, wiemy co i dlaczego, ale jak ogląda się fotografie tych ludzi, wszystko staje się takie realne - mówił Paweł Kiliański, rocznik 1992.
Kolejny przystanek zaplanowano przy muzeum IPN. Tu zwiedzający mogli przekonać się, jakie techniki operacyjne stosowała bezpieka. - Pokazujemy, jak śledzono, podglądano i podsłuchiwano, jaki stosowano kamuflaż - mówił Robert Ciupa, autor wystawy. Korytarzyk i cele aresztu wypełniają plansze. Jedna z nich przedstawia kod, jakim posługiwali się tajniacy, śledząc figuranta. Wyciągnięcie łokcia w lewą stronę - figurant skręca w lewo, strzepnięcie pyłka z ubrania - figurant zatrzymał się, bo kogoś spotkał. Kolejne zdjęcia to pomysły na przebranie się: agent staje się kobietą, a agentka ubogą wieśniaczką.
W gablotkach umieszczono eksponaty: magnetofony ukryte w konarze drzewa czy termosie. - Matko Boska, wiedziałam, że jest inwigilacja, ale nie sądziłam, że mieli aż takie pomysły - mówi Janina Brol z Siemianowic Śląskich.
Na wycieczkę przyszli starsi i młodsi. - Chcemy poczuć klimat. Może niektóre rzeczy będzie nam łatwiej zrozumieć - mówili młodzi. Starsi chcieli powspominać. - W 1982 r. jako element wywrotowy spędziłem kilka godzin na dołku przy ul. Kilińskiego. Dziś IPN urządziło w areszcie ekspozycję. Po zatrzymaniu nigdy nie byłem w tym miejscu. Chciałem zobaczyć, jak bardzo się tu zmieniło - mówił Witold Terlecki, nauczyciel historii z katowickiego liceum im. Kopernika.
Wypełniony po brzegi, bo w końcu w PRL-u tak się jeździło, autobus dotarł najpierw do Muzeum Pacyfikacji Kopalni Wujek. Krzysztof Pluszczyk, jeden z założycieli muzeum, szczegółowo zrelacjonował, jak wyglądało życie na początku lat 80. - Dwa i pół kilograma mięsa na miesiąc. Papierosy, buty, wszystko na kartki - opowiadał, a młodzi słuchacze uśmiechali się z niedowierzaniem.
Wszyscy spoważnieli, gdy Pluszczyk opowiadał o wydarzeniach na Wujku. - Trudno to zrozumieć. Idzie człowiek do pracy i ginie. Oczywiście uczymy się o tym w szkole, wiemy co i dlaczego, ale jak ogląda się fotografie tych ludzi, wszystko staje się takie realne - mówił Paweł Kiliański, rocznik 1992.
Kolejny przystanek zaplanowano przy muzeum IPN. Tu zwiedzający mogli przekonać się, jakie techniki operacyjne stosowała bezpieka. - Pokazujemy, jak śledzono, podglądano i podsłuchiwano, jaki stosowano kamuflaż - mówił Robert Ciupa, autor wystawy. Korytarzyk i cele aresztu wypełniają plansze. Jedna z nich przedstawia kod, jakim posługiwali się tajniacy, śledząc figuranta. Wyciągnięcie łokcia w lewą stronę - figurant skręca w lewo, strzepnięcie pyłka z ubrania - figurant zatrzymał się, bo kogoś spotkał. Kolejne zdjęcia to pomysły na przebranie się: agent staje się kobietą, a agentka ubogą wieśniaczką.
W gablotkach umieszczono eksponaty: magnetofony ukryte w konarze drzewa czy termosie. - Matko Boska, wiedziałam, że jest inwigilacja, ale nie sądziłam, że mieli aż takie pomysły - mówi Janina Brol z Siemianowic Śląskich.
Na wycieczkę przyszli starsi i młodsi. - Chcemy poczuć klimat. Może niektóre rzeczy będzie nam łatwiej zrozumieć - mówili młodzi. Starsi chcieli powspominać. - W 1982 r. jako element wywrotowy spędziłem kilka godzin na dołku przy ul. Kilińskiego. Dziś IPN urządziło w areszcie ekspozycję. Po zatrzymaniu nigdy nie byłem w tym miejscu. Chciałem zobaczyć, jak bardzo się tu zmieniło - mówił Witold Terlecki, nauczyciel historii z katowickiego liceum im. Kopernika.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Ogórek wyjechał, ale się zepsuł
polsz
05.06.09, 08:52
wszyscy to dostrzegli. Cóż, teraz dzięki Uszokom, Koplom i Frankiewiczompodróżujemy w luksusowych warunkach wożeni przez klimatyzowane limuzyny KZK GOP»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

