http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Katowice >  Wiadomości Katowice >  Archiwum

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Katowice - Gazeta.pl

Klinkier i styropian zabijają śląski dizajn

Tomasz Malkowski
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-07 00:00

Metalowe żaluzje, które pojawiły pod koniec lat 70. na nadbudowanej części Wydziału filologicznego UŚ przy pl. Sejmu Śląskiego w Katowicach mają zniknąć, bo cały budynek ma przybrać jednolitą formę
Metalowe żaluzje, które pojawiły pod koniec lat 70. na nadbudowanej części Wydziału filologicznego UŚ przy pl. Sejmu Śląskiego w Katowicach mają zniknąć, bo cały budynek ma przybrać jednolitą formę
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Zaniedbane architektoniczne cacka z czasów PRL-u wreszcie doczekały się remontu. Ale przy okazji niszczy się wiele cennych detali. Architekci mówią, że to tak, jakby z ferrari robić bryczkę i wieszczą śmierć śląskiego dizajnu.

SERWISY
Przykładów aż nadto: szklana rotunda biblioteki przy pl. Sobieskiego w Bytomiu ma zostać pokryta styropianem, z wierzchu płytkami klinkierowymi, a metalowe żaluzje z budynku Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego zostaną wyrzucone na złom. Nikt poza garstką architektów nie widzi w tym niczego zdrożnego. Dariusz Kot, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bytomiu, zapewnia, że zmiana była niezbędna, bo budynek był już w fatalnym stanie, a jego ściany ocieplono z użyciem azbestu. Teraz zaś rotunda z pl. Sobieskiego lepiej wpisze się w otoczenie - z lekkiej i lewitującej bryły zamieni się w ciężki barbakan. Co prawda wzniesiony w 1974 r. budynek początkowo szokował niektórych swoją nowoczesną formą, ale z czasem wiele osób doceniło urok szklanej, ażurowej ściany, a także kompozycję z pasów barwionego na niebiesko i granatowego szkła.

Metalowe żaluzje, które pojawiły pod koniec lat 70. na nadbudowanej części Wydziału filologicznego UŚ przy pl. Sejmu Śląskiego w Katowicach, gdzie znajduje się sala Rady Wydziału, mają zniknąć, bo cały budynek ma przybrać jednolitą formę. Szkło zastąpi piaskowiec, a żaluzje pójdą na złom. - Te łamacze światła nadają nadbudowie charakteru. Mimo że nowa cześć zaburzyła różnicę brył pierwotnego gmachu, to jest interesującym dziełem późnego modernizmu. Unifikowanie wszystkiego i nadawanie mu cech historycznych będzie nieszczere - przestrzega dr Ryszard Nakonieczny, znawca architektury współczesnej z Politechniki Śląskiej.

Takich nieudanych modernizacji obiektów z lat 60. i 70. w Katowicach jest więcej. Przy przebudowie kina Kosmos na Centrum Sztuki Filmowej "Silesia" szklany pawilon ustąpił miejsca nieco przysadzistej bryle. Nie uszanowano nawet mozaiki przedstawiającej Pana Twardowskiego w kosmosie. Jedną nogę tej bajkowej postaci ucięła nowa ściana.

Jurand Jarecki, autor domu handlowego Skarbek, opowiada z kolei o ciągu pawilonów przy Chorzowskiej w pobliżu skrzyżowania z Sokolską. - To był jednolity obiekt, miał olbrzymie okna, a dziś każdy właściciel inaczej maluje swój fragment, zamurowuje okna, daje fatalne liternictwo - mówi Jarecki. Jak się okazuje, wkrótce charakterystyczny wygląd zmieni również Skarbek. Z jego elewacji znikną aluminiowe panele z mnóstwem wytłoczonych oczu, bo PSS Społem, gospodarz budynku, uznał, że ma zbyt dużo kłopotów z ich czyszczeniem.

Lata 60. i 70. niszczy się też w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Zniszczono dach hali Kapelusz, który miał łuski niczym grzbiet ryby, a płynny pawilon wejściowy do wesołego miasteczka obklejono elementami stylizującymi go na zamek. - To tak, jakby ferrari przerabiać na konną bryczkę - zwraca uwagę jeden ze śląskich architektów.

Nad zmianami boleje m.in. Stanisław Ruksza, dyrektor artystyczny galerii Kronika w Bytomiu. Jak mówi, w chorzowskim parku jest wiele świetnych dzieł śląskiego modernizmu. - Ich awangardowość nie odstawała od ówczesnej światowej architektury - podkreśla Ruksza. Jego zdaniem winę za niektóre przeróbki ponoszą osoby, które nie potrafią oddzielić swojego krytycznego stosunku do PRL-owskiej polityki od uznania dla osiągnięć tworzących wówczas architektów.

Starej architektury broni Jarecki: - Myśmy wtedy więcej chcieli niż technicznie mogliśmy, ale mieliśmy odwagę. Dziś architekci mają lepsze technologie, ale bardziej ograniczają ich inwestorzy, którzy wiecznie na wszystkim oszczędzają - opowiada architekt.

Czy więc jesteśmy skazani na śmierć śląskiego dizajnu z lat 60. i 70.? Według Rukszy wiele na to wskazuje, bo ludzie nie mają poczucia jego wartości. Na silę dostosowuje się budynki do starych gmachów, myśli się tylko o elewacjach, a nie o całych budynkach. - No i te wiecznie powracające hasła o budowie rynku w Katowicach. Mamy chyba kompleks Krakowa, a powinniśmy być dumni z tego, że w Katowicach stworzono najlepszy modernizm w Polsce - dodaje Ruksza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów