Protest, który ma rozpocząć się w sobotę, organizuje zakładowa "Solidarność". Główny postulat to podwyżki - 1000 zł miesięcznie dla każdego pracownika. Popierający akcję mają odmawiać pracy w godzinach nadliczbowych, tłumacząc się względami zdrowotnymi. Od kilku dni ludzie noszą na kombinezonach niebieskie wstążeczki. - W ten sposób jednoczymy załogę, by nie dała się zastraszyć - tłumaczy Wanda Stróżyk, szefowa "S" Fiata Auto Poland.
Konflikt rozpoczął się, gdy Fiat chciał wprowadzić w Tychach nowy system pracy od poniedziałku do soboty oraz w niektóre niedziele (tzw. system 18- i 20-zmianowy). W zamian zaproponowano załodze 310 zł podwyżki. Gdy "Solidarność" jako jedyna nie podpisała porozumienia, Fiat nie wprowadził nowego systemu, a nawet zagroził, że przeniesie produkcję fiata 500 do Włoch. Ostatecznie koncern wycofał się z tych zapowiedzi, ale sprawy podwyżek nie udało się załatwić. - Pracownik z czteroletnim stażem zarabia w Oplu 3 tys. zł brutto. U nas nawet doświadczeni ludzie, którzy przepracowali w fabryce ponad 20 lat, nie mają takich pensji - mówi Stróżyk.
Bogusław Cieślar, rzecznik Fiata Auto Poland, nie chce komentować ani zapowiadanego strajku włoskiego, ani postulatów o podwyżkach. Zapewnia jednak, że zarząd koncernu będzie negocjował ze związkowcami. - Chcemy i będziemy rozmawiać - mówi Cieślar.
Fiat jest w trudnej sytuacji. Musi dogadać się z pracownikami, bo fabryka nie nadąża z produkcją aut. Z opublikowanych właśnie danych wynika, że w 2007 roku fabryka w Tychach wyprodukowała 361 tys. samochodów, czyli o ponad 50 tys. więcej niż rok wcześniej. Niewykluczone, że w tym roku przekroczy magiczną liczę 500 tys. sztuk. W połowie roku w Tychach ruszy bowiem produkcja nowego forda ka. Wspólne przedsięwzięcie Fiata i Forda według nieoficjalnych informacji ma pochłonąć 800 mln euro. W Tychach, które będą jedyną fabryką na świecie produkująca nowego forda ka, wybudowano już m.in. nową lakiernię i spawalnię.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice