Badania były częścią programu uruchomionego w tym roku w Katowicach. Jego cel to wykrycie wśród nastolatków osób, które za 30, 40 i 50 lat mogą mieć największe problemy z sercem, nadciśnieniem czy cukrzycą.
Za pieniądze miasta w 15 katowickich gimnazjach mieli być zbadani wszyscy uczniowie drugich klas, ale nie wszyscy rodzice zgodzili się na badania. W sumie przebadano 563 dziewczęta i 446 chłopców. Mierzono ich, ważono, badano ciśnienie krwi, poziom cholesterolu, tłuszczów i cukru we krwi.
Okazało się, że tylko co trzecie dziecko jest aktywne fizycznie. Co dziesiąte ma nadwagę, a 2 proc. uczniów jest otyłych. U 6 proc. dzieci wykryto podwyższony poziom cholesterolu i tłuszczów. Wyniki nie zaskoczyły specjalistów. O tym, że grozi nam epidemia otyłości, a wraz z nią cukrzyca, zawały serca czy choroby przeciążonych stawów, lekarze alarmują od dawna.
Szokiem jest to, że aż 10,6 proc. badanych gimnazjalistów jest niedożywionych! Prof. Jan Duława, wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób wewnętrznych, nie kryje zaskoczenia. - Nawet w tzw. Trzecim Świecie nadwaga dzieci zaczyna być większym problemem niż niedożywienie - mówi.
Gdy lekarze zaczęli badać istotę problemu, okazało się, że przyczyną niedożywienia wcale nie jest bieda. Powodem są głównie problemy psychiczne, brak zainteresowania ze strony rodziców, problemy dojrzewania związane z postrzeganiem własnej osoby i panująca moda. Szczególnie dziewczęta zwracają uwagę na szczupłą sylwetkę. I nie jedzą!
Prof. Barbara Zahorska-Markiewicz, kierowniczka Katedry i Zakładu Patofizjologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, przestrzega: - W tym wieku organizm się rozwija. Zła dieta spowoduje, że układ kostno-mięśniowy słabo się rozwinie. Oznacza to ryzyko zachorowania w późniejszym wieku, np. na osteoporozę. Niedożywienie prowadzi też do poważnych zaburzeń hormonalnych. Dziewczęta ryzykują, że będą miały problemy z zajściem w ciążę i donoszeniem dziecka - wyjaśnia prof. Zahorska-Markiewicz.
Co można zrobić? - Powtarzać do znudzenia, że najlepszy jest złoty środek - radzi dr Anna Brytek, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, która bada zaburzenia w odżywianiu. Im więcej mówi się o zagrożeniu otyłością, tym bardziej wzrasta odsetek niedożywionych. Padamy ofiarą przekazu mediów. Jedne reklamy mówią: zjedz batonik, będziesz szczęśliwy. Inne to samo mówią o jogurcie bez tłuszczu. Tak tworzą się dwa bieguny: na jednym są otyli, na drugim - niedożywieni. Groźne jest i jedno, i drugie. Najzdrowiej jest pośrodku.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice