Na onkologii też jest życie. Dzieci z Iskierki to pokazały
22.02.2012
, aktualizacja: 22.02.2012 22:42
Klaudia, 12 lat: Najbardziej w szpitalu brakuje mi mojego pieska Niko. To sznaucer miniaturka. W domu daję mu jeść i przytulam. Jak wracam, to nie może się nacieszyć
Zaczęła Kasia z Mikołowa, lat 10: "Jako dwuletnia dziewczynka zachorowałam na raka. Dzięki fundacji Iskierka pokochałam konie i przeżyłam wiele przygód. Śpiewałam z Feelem. Piszę, bo chcę wam pokazać, że nie warto się poddawać". A potem była lawina wpisów

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Marcel, 4 lata: Uwielbiam filmy o Scooby'm! To w szpitalu najfajniejsze!

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Dzieciaki na oddziale onkologicznym w Chorzowie

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Rafał, tata trzyletniego Tobiasza: Cierpienie ojca, który nie może ochronić własnej rodziny, który nie zna odpowiedzi na podstawowe pytania. Cierpienie matki, która wciąż musi wybierać między dziećmi, która nie może zwyczajnie realizować swego matczynego powołania, która nie ma możliwości tworzenia ciepła domowego ogniska.

Fot. materiały fundacji Iskierka
Tata czteroletniego Aleksandra: Od dwóch lat jesteśmy pacjentami Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Na tak specyficznym oddziale trzeba dużo siły i cierpliwości, a nagrodą za to wszystko jest uśmiech naszych dzieci. PS Damy radę!!!!

Fot. materiały fundacji Iskierka
Jestem mamą Kubusia, który w wieku czterech lat zachorował na białaczkę. Dziś Kuba ma niespełna osiem lat, chodzi do szkoły, trenuje piłkę i cieszy się życiem jak każde inne dziecko. To okrutna choroba, ale uwierzcie, że można ją pokonać. Potrzeba sporo siły, wytrwałości i wiary. Wiara czyni cuda, nam się udało i Wam się uda!!
PS. Kuba dla dzieci w szpitalu zrobił rysunek z życzeniami powrotu do zdrowia, by jak on mogły pojeździć na karuzeli i zjeść ulubione lody.
PS. Kuba dla dzieci w szpitalu zrobił rysunek z życzeniami powrotu do zdrowia, by jak on mogły pojeździć na karuzeli i zjeść ulubione lody.

Fot. materiały fundacji Iskierka
Zuzia, lat 10 z okazji naszej akcji Zuzia zrobiła pięknego kota z kółkowego origami. I z jego pomocą chce wszystkich pozdrowić, w szczególności wszystkich miłośników kotów. Zuzia ze szpitala lubi najbardziej świetlicę i zajęcia, które się na niej odbywają.

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sandra w szpitalu w Chorzowie
ZOBACZ TAKŻE
- Kolorowe zwierzaki rozweselą chore dzieci (22-04-12, 11:30)
- Maluchy mają dżunglę przy szpitalnym łóżku (14-04-12, 11:50)
- Dzieci napisały, co czują, a Raz, dwa, trzy nagra piosenkę (09-04-12, 14:58)
- Alarm w szpitalach: nie ma leków dla chorych na raka (22-03-12, 11:54)
- Firmy dla Iskierki (24-02-12, 00:29)
Czy o raku mówić otwarcie, czy milczeć? Wciąż przekonywać ludzi zdrowych, żeby się od chorych nie odwracali? A może nawet nie próbować? W fundacji Iskierka są przekonani, że trzeba mówić, bo nowotwór może dotknąć każdego z nas. Dlatego zaproponowaliśmy dzieciom, ich rodzicom, lekarzom, pielęgniarkom i terapeutom skupionym wokół Iskierki, by pokazali nam jeden dzień swoich zmagań z rakiem. Umowa była jasna: to oni piszą, my tylko dajemy miejsce. Chętnie przystali na tę propozycję.
Zaczęliśmy od wizyty w chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii. - Tu jest bardzo fajnie, ciągle się bawimy i mamy superzabawki - wyznali nam mali pacjenci. Chłopcy pokazali nam figurki dinozaurów i zamiast z nami pogadać, woleli stoczyć bitwę. - Wrrr, whaa, brzdęk! - słychać było na szpitalnym korytarzu. Na oddziałach onkologicznych w Zabrzu i Katowicach podobna atmosfera. Gry i zabawy.
- Dzieci nie rozmawiają o śmierci, wypierają ją. Wolą pokazać laurki, które namalowały na zajęciach, czy opowiadać o ulubionych bohaterach kreskówek. Staramy się im tworzyć chociaż namiastkę normalności - mówi dr Grażyna Sobol, ordynator onkologii w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka.
Więc o chorobie zdawkowo. - Jestem śpiący po chemii. Nie chce mi się jeść, i tak będzie przez cały tydzień - mówił 16-letni Dawid z Chocianowic. Chętniej o marzeniach i tęsknotach. - Obejrzeć na żywo mecz Barcelony z Arsenalem Londyn - rzucił 13-letni Maciek z Rudy Śląskiej.
Adrian z Bytomia, lat 16: - Pobiegać z kolegami po podwórku! Na szczęście podpięli mi kroplówkę, z którą mogę swobodnie chodzić po szpitalu. Co za ulga! Najgorsze jest leżenie w łóżku.
Klaudia z Jaworzna, lat 12: - Brakuje mi Niko, mojego sznaucera. Jak wracam ze szpitala, nie może się mną nacieszyć.
Najgorsze rutyna i nuda. Rano leki albo badania, śniadanie, gry i zabawy, u starszych lekcje, oglądanie filmów w laptopach, posiłki, spanie.
Rodzice przy dzieciach. - Pięć dni spędzam bez przerwy w szpitalu, później zmienia mnie żona. Musieliśmy przestać pracować, nasze życie wywróciło się do góry nogami - mówi Rafał Jasiński, tata trzyletniego Tobiasza. - Chciałbym opowiedzieć, jak ojciec przeżywa chorobę i że tak naprawdę choruje cała nasza rodzina.
To prawda, bo rodzice o swoich dzieciach mówią nie inaczej jak: mieliśmy chemię, czekamy na badania, chorujemy od roku, doszło u nas do nawrotu...
Od rana na fan page'u "Gazety" na Facebooku wpisy. Co słychać na oddziale, co na obiad, kto się bawi. Krótko, żeby nie zanudzać. Po co? Żeby się ludzie nie bali, nie odsuwali.
Na oddziałach onkologicznych sporo osób przy monitorach komputerów. Niespokojni, jak to ludzie odbiorą, jak skomentują? Ulga. - Patrzcie, to niezwykłe, że obcy ludzie, siedząc wygodnie w domach czy biurach, chcieli zainteresować się tym niełatwym tematem i podesłać chociażby uśmiech czy zapewnienie, że wszystko się uda - cieszyli się pacjenci, ich rodzice, pielęgniarki i lekarze.
- Ta internetowa akcja to jeden ze sposobów odczarowania stereotypów - mówi Aneta Klimek-Jędryka z fundacji Iskierka. - Niektórzy w ogóle boją się wejść na taki oddział. Wyobrażają sobie umierające dzieci przykute do łóżek. A tu tymczasem toczy się normalne życie - podkreśla.
Co z tego zostanie? Adam Nowak z zespołu Raz, Dwa, Trzy już wcześniej obiecał, że z wpisów ułoży tekst piosenki. Jakie cytaty wykorzysta? I czy mu się uda? Być może efekt będziemy mogli usłyszeć już na grudniowym koncercie orkiestry onkologicznej, organizowanym przez fundację Iskierka.
Doktor Maria Wieczorek, ordynator oddziału hematologii i onkologii w Chorzowie, opowiada nam o chłopaku, którego leczyła. - Powiedział mi, że białaczka to najlepsze, co go w życiu spotkało, bo dopiero w szpitalu ludzie zaczęli z nim rozmawiać, interesować się tym, czego chce. Tu dowiedział się, że ludzie mają wielkie serca.
Każdy może pomóc fundacji Iskierka. Wystarczy w zeznaniu podatkowym przekazać procent. Numer KRS: 0000248546
Zaczęliśmy od wizyty w chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii. - Tu jest bardzo fajnie, ciągle się bawimy i mamy superzabawki - wyznali nam mali pacjenci. Chłopcy pokazali nam figurki dinozaurów i zamiast z nami pogadać, woleli stoczyć bitwę. - Wrrr, whaa, brzdęk! - słychać było na szpitalnym korytarzu. Na oddziałach onkologicznych w Zabrzu i Katowicach podobna atmosfera. Gry i zabawy.
- Dzieci nie rozmawiają o śmierci, wypierają ją. Wolą pokazać laurki, które namalowały na zajęciach, czy opowiadać o ulubionych bohaterach kreskówek. Staramy się im tworzyć chociaż namiastkę normalności - mówi dr Grażyna Sobol, ordynator onkologii w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka.
Więc o chorobie zdawkowo. - Jestem śpiący po chemii. Nie chce mi się jeść, i tak będzie przez cały tydzień - mówił 16-letni Dawid z Chocianowic. Chętniej o marzeniach i tęsknotach. - Obejrzeć na żywo mecz Barcelony z Arsenalem Londyn - rzucił 13-letni Maciek z Rudy Śląskiej.
Adrian z Bytomia, lat 16: - Pobiegać z kolegami po podwórku! Na szczęście podpięli mi kroplówkę, z którą mogę swobodnie chodzić po szpitalu. Co za ulga! Najgorsze jest leżenie w łóżku.
Klaudia z Jaworzna, lat 12: - Brakuje mi Niko, mojego sznaucera. Jak wracam ze szpitala, nie może się mną nacieszyć.
Najgorsze rutyna i nuda. Rano leki albo badania, śniadanie, gry i zabawy, u starszych lekcje, oglądanie filmów w laptopach, posiłki, spanie.
Rodzice przy dzieciach. - Pięć dni spędzam bez przerwy w szpitalu, później zmienia mnie żona. Musieliśmy przestać pracować, nasze życie wywróciło się do góry nogami - mówi Rafał Jasiński, tata trzyletniego Tobiasza. - Chciałbym opowiedzieć, jak ojciec przeżywa chorobę i że tak naprawdę choruje cała nasza rodzina.
To prawda, bo rodzice o swoich dzieciach mówią nie inaczej jak: mieliśmy chemię, czekamy na badania, chorujemy od roku, doszło u nas do nawrotu...
Od rana na fan page'u "Gazety" na Facebooku wpisy. Co słychać na oddziale, co na obiad, kto się bawi. Krótko, żeby nie zanudzać. Po co? Żeby się ludzie nie bali, nie odsuwali.
Na oddziałach onkologicznych sporo osób przy monitorach komputerów. Niespokojni, jak to ludzie odbiorą, jak skomentują? Ulga. - Patrzcie, to niezwykłe, że obcy ludzie, siedząc wygodnie w domach czy biurach, chcieli zainteresować się tym niełatwym tematem i podesłać chociażby uśmiech czy zapewnienie, że wszystko się uda - cieszyli się pacjenci, ich rodzice, pielęgniarki i lekarze.
- Ta internetowa akcja to jeden ze sposobów odczarowania stereotypów - mówi Aneta Klimek-Jędryka z fundacji Iskierka. - Niektórzy w ogóle boją się wejść na taki oddział. Wyobrażają sobie umierające dzieci przykute do łóżek. A tu tymczasem toczy się normalne życie - podkreśla.
Co z tego zostanie? Adam Nowak z zespołu Raz, Dwa, Trzy już wcześniej obiecał, że z wpisów ułoży tekst piosenki. Jakie cytaty wykorzysta? I czy mu się uda? Być może efekt będziemy mogli usłyszeć już na grudniowym koncercie orkiestry onkologicznej, organizowanym przez fundację Iskierka.
Doktor Maria Wieczorek, ordynator oddziału hematologii i onkologii w Chorzowie, opowiada nam o chłopaku, którego leczyła. - Powiedział mi, że białaczka to najlepsze, co go w życiu spotkało, bo dopiero w szpitalu ludzie zaczęli z nim rozmawiać, interesować się tym, czego chce. Tu dowiedział się, że ludzie mają wielkie serca.
Każdy może pomóc fundacji Iskierka. Wystarczy w zeznaniu podatkowym przekazać procent. Numer KRS: 0000248546
- 2 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


więcej zdjęć