Gminy: rodzice za wcześnie odbierają dzieci z przedszkoli

Magdalena Warchala, Ewa Furtak
17.02.2012 , aktualizacja: 17.02.2012 07:51
A A A Drukuj
Dzieci w Przedszkolu im. Janoscha w Zabrzu Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Dzieci w Przedszkolu im. Janoscha w Zabrzu
Zniesienie opłat za pięciogodzinny pobyt dziecka w przedszkolu wpędziło gminy w kłopoty. Aby zrekompensować straty, preferują dzieci, które rodzice zapiszą na co najmniej sześć godzin
Według niedawno wprowadzonych przepisów rodzic płaci tylko za te godziny pobytu dziecka w przedszkolu, które wykraczają poza darmową podstawę programową. Takie rozwiązanie miało pozwolić samodzielnie decydować o wydatkach rodzicom, którzy skracając czas korzystania z usług placówki, mogą oszczędzić nawet kilkaset złotych miesięcznie. Nic dziwnego, że korzystają z tej możliwości. - Wcześniej, gdy do przedszkola chodziła moja starsza córka Julka, obowiązywała opłata stała w wysokości 60 zł miesięcznie. Spokojnie wracałam z pracy i odbierałam małą po dziewięciu godzinach. Gdybym teraz pozwoliła sobie na to samo, gdy płacić trzeba 1,7 zł za godzinę, moje wydatki potroiłyby się - mówi Marta Kubica z Będzina.

Dlatego jej czteroletni syn Kuba spędza w przedszkolu zaledwie pięć godzin, po których odbiera go babcia, a pani Marta płaci przedszkolu tylko za posiłki. - Całe szczęście, że teściowa przeszła na emeryturę i może zaopiekować się Kubą po godz. 13, gdy kończy się pula bezpłatnych godzin - cieszy się mama.

Z zaradności rodziców mniej zadowolone są gminy, które na wszelkie sposoby usiłują zrekompensować sobie straty. Niektóre przewrotnie próbowały wyciągnąć pieniądze na utrzymanie "darmowych" przedszkolaków od rodziców pozostawiających dzieci w przedszkolach na dłużej. Taką strategię powzięły w zeszłym roku szkolnym Katowice, wprowadzając stawkę 2,68 zł za każdą dodatkową godzinę, co niemal podwoiło wydatki rodzin posyłających dzieci do placówek na dziesięć godzin dziennie. W efekcie większość mam i ojców zaczęła odbierać dzieci wcześniej, a wpływy do budżetu miasta zmalały o 30 proc. - Ludzie zaczęli racjonalizować długość pobytu dziecka w przedszkolu, by zapłacić jak najmniej - wyjaśnia Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji. Katowice już po miesiącu wycofały się z podwyżki.

Inne pomysły gmin to dyskryminowanie podczas rekrutacji dzieci, których rodzice chcą korzystać tylko z bezpłatnego pakietu. - U nas takie rozwiązanie oficjalnie nie obowiązuje, ale znajoma nauczycielka podpowiedziała mi, bym zadeklarowała chociaż sześć-siedem godzin, bo dyrektorka krzywo patrzy na tych, którzy decydują się na minimum. Wprawdzie nie może nic im narzucić, ale docieka, że skoro tak krótko, to pewnie są niepracujący i przedszkole nie jest koniecznością. Nie chcę takich kłopotów - mówi pani Agnieszka z Jaworzna.

Wyłącznie na bezpłatne pięć godzin przyprowadza dzieci do przedszkoli wielu mieszkańców gminy Gilowice na Żywiecczyźnie. - Zrobił się ogromny problem, bo na prowadzenie przedszkoli nie dostajemy żadnej subwencji. A musimy mieć na pensje, remonty itd. - mówi wójt Leszek Frasunek.

Burmistrz Żywca Antoni Szlagor zauważa też inne problemy, np. z ułożeniem harmonogramu zajęć dodatkowych, takich jak rytmika, żeby wszystkie odbywały się w darmowym czasie. - Potem dzieciom, które nie biorą udziału w tych zajęciach, jest przykro - mówi burmistrz.

Dodaje, że na pewno nie uda się utrzymać zatrudnienia w miejskich przedszkolach na obecnym poziomie, bo po piątej darmowej godzinie nauczyciele często siedzą w pustych salach. - Będziemy musieli zredukować zatrudnienia, proponując np. przejście na mniejszy wymiar etatu - tłumaczy Szlagor.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy