Gminy: rodzice za wcześnie odbierają dzieci z przedszkoli
17.02.2012
, aktualizacja: 17.02.2012 07:51
Zniesienie opłat za pięciogodzinny pobyt dziecka w przedszkolu wpędziło gminy w kłopoty. Aby zrekompensować straty, preferują dzieci, które rodzice zapiszą na co najmniej sześć godzin
ZOBACZ TAKŻE
- Czasy się zmieniły i przedszkolanka uczy też sikania do nocnika (02-05-12, 09:14)
- Chcą przenieść przedszkole do gimnazjum. Rodzice są na nie (11-03-12, 14:39)
- Znów będzie tłok w przedszkolach (06-03-12, 07:40)
- Chcesz posłać dziecko do przedszkola? Pokaż PIT (16-02-12, 18:19)
- Przedszkole e-mailuje, bo rodzice ignorują kartki (04-02-12, 08:15)
- Przedszkola staniały, ale już drożeją. Jak to możliwe? (11-01-12, 11:08)
- Przedszkole, jak zakład pracy, na kartę (27-11-11, 06:07)
Według niedawno wprowadzonych przepisów rodzic płaci tylko za te godziny pobytu dziecka w przedszkolu, które wykraczają poza darmową podstawę programową. Takie rozwiązanie miało pozwolić samodzielnie decydować o wydatkach rodzicom, którzy skracając czas korzystania z usług placówki, mogą oszczędzić nawet kilkaset złotych miesięcznie. Nic dziwnego, że korzystają z tej możliwości. - Wcześniej, gdy do przedszkola chodziła moja starsza córka Julka, obowiązywała opłata stała w wysokości 60 zł miesięcznie. Spokojnie wracałam z pracy i odbierałam małą po dziewięciu godzinach. Gdybym teraz pozwoliła sobie na to samo, gdy płacić trzeba 1,7 zł za godzinę, moje wydatki potroiłyby się - mówi Marta Kubica z Będzina.
Dlatego jej czteroletni syn Kuba spędza w przedszkolu zaledwie pięć godzin, po których odbiera go babcia, a pani Marta płaci przedszkolu tylko za posiłki. - Całe szczęście, że teściowa przeszła na emeryturę i może zaopiekować się Kubą po godz. 13, gdy kończy się pula bezpłatnych godzin - cieszy się mama.
Z zaradności rodziców mniej zadowolone są gminy, które na wszelkie sposoby usiłują zrekompensować sobie straty. Niektóre przewrotnie próbowały wyciągnąć pieniądze na utrzymanie "darmowych" przedszkolaków od rodziców pozostawiających dzieci w przedszkolach na dłużej. Taką strategię powzięły w zeszłym roku szkolnym Katowice, wprowadzając stawkę 2,68 zł za każdą dodatkową godzinę, co niemal podwoiło wydatki rodzin posyłających dzieci do placówek na dziesięć godzin dziennie. W efekcie większość mam i ojców zaczęła odbierać dzieci wcześniej, a wpływy do budżetu miasta zmalały o 30 proc. - Ludzie zaczęli racjonalizować długość pobytu dziecka w przedszkolu, by zapłacić jak najmniej - wyjaśnia Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji. Katowice już po miesiącu wycofały się z podwyżki.
Inne pomysły gmin to dyskryminowanie podczas rekrutacji dzieci, których rodzice chcą korzystać tylko z bezpłatnego pakietu. - U nas takie rozwiązanie oficjalnie nie obowiązuje, ale znajoma nauczycielka podpowiedziała mi, bym zadeklarowała chociaż sześć-siedem godzin, bo dyrektorka krzywo patrzy na tych, którzy decydują się na minimum. Wprawdzie nie może nic im narzucić, ale docieka, że skoro tak krótko, to pewnie są niepracujący i przedszkole nie jest koniecznością. Nie chcę takich kłopotów - mówi pani Agnieszka z Jaworzna.
Wyłącznie na bezpłatne pięć godzin przyprowadza dzieci do przedszkoli wielu mieszkańców gminy Gilowice na Żywiecczyźnie. - Zrobił się ogromny problem, bo na prowadzenie przedszkoli nie dostajemy żadnej subwencji. A musimy mieć na pensje, remonty itd. - mówi wójt Leszek Frasunek.
Burmistrz Żywca Antoni Szlagor zauważa też inne problemy, np. z ułożeniem harmonogramu zajęć dodatkowych, takich jak rytmika, żeby wszystkie odbywały się w darmowym czasie. - Potem dzieciom, które nie biorą udziału w tych zajęciach, jest przykro - mówi burmistrz.
Dodaje, że na pewno nie uda się utrzymać zatrudnienia w miejskich przedszkolach na obecnym poziomie, bo po piątej darmowej godzinie nauczyciele często siedzą w pustych salach. - Będziemy musieli zredukować zatrudnienia, proponując np. przejście na mniejszy wymiar etatu - tłumaczy Szlagor.
Dlatego jej czteroletni syn Kuba spędza w przedszkolu zaledwie pięć godzin, po których odbiera go babcia, a pani Marta płaci przedszkolu tylko za posiłki. - Całe szczęście, że teściowa przeszła na emeryturę i może zaopiekować się Kubą po godz. 13, gdy kończy się pula bezpłatnych godzin - cieszy się mama.
Z zaradności rodziców mniej zadowolone są gminy, które na wszelkie sposoby usiłują zrekompensować sobie straty. Niektóre przewrotnie próbowały wyciągnąć pieniądze na utrzymanie "darmowych" przedszkolaków od rodziców pozostawiających dzieci w przedszkolach na dłużej. Taką strategię powzięły w zeszłym roku szkolnym Katowice, wprowadzając stawkę 2,68 zł za każdą dodatkową godzinę, co niemal podwoiło wydatki rodzin posyłających dzieci do placówek na dziesięć godzin dziennie. W efekcie większość mam i ojców zaczęła odbierać dzieci wcześniej, a wpływy do budżetu miasta zmalały o 30 proc. - Ludzie zaczęli racjonalizować długość pobytu dziecka w przedszkolu, by zapłacić jak najmniej - wyjaśnia Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji. Katowice już po miesiącu wycofały się z podwyżki.
Inne pomysły gmin to dyskryminowanie podczas rekrutacji dzieci, których rodzice chcą korzystać tylko z bezpłatnego pakietu. - U nas takie rozwiązanie oficjalnie nie obowiązuje, ale znajoma nauczycielka podpowiedziała mi, bym zadeklarowała chociaż sześć-siedem godzin, bo dyrektorka krzywo patrzy na tych, którzy decydują się na minimum. Wprawdzie nie może nic im narzucić, ale docieka, że skoro tak krótko, to pewnie są niepracujący i przedszkole nie jest koniecznością. Nie chcę takich kłopotów - mówi pani Agnieszka z Jaworzna.
Wyłącznie na bezpłatne pięć godzin przyprowadza dzieci do przedszkoli wielu mieszkańców gminy Gilowice na Żywiecczyźnie. - Zrobił się ogromny problem, bo na prowadzenie przedszkoli nie dostajemy żadnej subwencji. A musimy mieć na pensje, remonty itd. - mówi wójt Leszek Frasunek.
Burmistrz Żywca Antoni Szlagor zauważa też inne problemy, np. z ułożeniem harmonogramu zajęć dodatkowych, takich jak rytmika, żeby wszystkie odbywały się w darmowym czasie. - Potem dzieciom, które nie biorą udziału w tych zajęciach, jest przykro - mówi burmistrz.
Dodaje, że na pewno nie uda się utrzymać zatrudnienia w miejskich przedszkolach na obecnym poziomie, bo po piątej darmowej godzinie nauczyciele często siedzą w pustych salach. - Będziemy musieli zredukować zatrudnienia, proponując np. przejście na mniejszy wymiar etatu - tłumaczy Szlagor.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Gminy: rodzice za wcześnie odbierają dzieci z p...
polsz
17.02.12, 08:42
Pani Kubicazamiast 60 płaciłaby pani 140 a to nie jest potrojenie. Jak widzę z matematyką u Pani wyjątkowo kiepsko»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


