Bierz zwierzaka ze schroniska od razu albo spadaj
12.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 17:49
Tak w opinii gdańszczanki działa katowickie schronisko dla zwierząt. Edycie Górskiej, której strasznie zależało na adopcji czteroletniego Xaviego, nie przeszkadzało, że po wypatrzonego pupila musi przejechać ponad 450 km.
ZOBACZ TAKŻE
- Schronisko pęka w szwach przez modę na duże psy (13-04-12, 08:30)
- Czesi wypuścili rzadkiego orła, a Polacy go zabili (23-02-12, 12:42)
- Cmentarze dla zwierząt żywią schroniska (08-06-11, 23:51)
GALERIA ZDJĘĆ
- Dzień otwarty w schronisku dla zwierząt [ZDJĘCIA] (04-12-11, 07:40)
Zdjęcie czarnego, włochatego pieska (w typie cairn terriera) pani Edyta znalazła w lokalnej gazecie. - To był zwykły kundelek, żaden tam wzbudzający zachwyt pies. Ale jakoś zapadł mi w pamięć - wspomina z uśmiechem.
Pod zdjęciem czteroletniego Xaviego widniał numer telefonu komórkowego wolontariuszki odpowiedzialnej za adopcję. Pani Edyta zadzwoniła do Katowic. - Chciałam dowiedzieć się czegoś o Xavim. Czy jest łagodny, zdrowy, czy był szczepiony. Trzeba to wiedzieć, by zdecydować się na przygarnięcie zwierzaka. Nie bierze się psa pod wpływem impulsu. To żywe stworzenie, nie mebel - uważa.
Telefonicznie i mailowo wolontariuszka opisywała psa, załączała jego zdjęcia, zaręczała, że będzie czekał w Katowicach na panią Edytę, która w grudniu przyjechała służbowo do Katowic. Znalazła wtedy chwilę na wizytę w schronisku przy ul. Milowickiej. - Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę Xaviego - wspomina gdańszczanka. Dodaje, że piesek w rzeczywistości okazał się jeszcze ładniejszy niż na zdjęciach.
Zanim pani Edyta wsiadła do pociągu, zostawiła jeszcze w schronisku trochę jedzenia dla Xaviego i innych czworonogów. Obiecała też załatwić dużą paczkę jednorazowych rękawiczek, których brakowało pracownikom, ale co dla niej najważniejsze - uzgodniła, że w drugim tygodniu stycznia odbierze psa.
- Wszystko przygotowałam: kupiłam legowisko, obrożę ze smyczą, miski, zabawki. Kupiłam też bilety na pociąg, a w pracy wzięłam tygodniowy urlop. Dwa dni przed przyjazdem do Katowic zadzwoniłam jeszcze do schroniska. Profilaktycznie, by się przypomnieć - opowiada gdańszczanka.
Wtedy jednak okazało się, że Xaviego przy ul. Milowickiej już nie ma. - Byłam zrozpaczona i zdziwiona. Wydawało mi się, że sprawę adopcji dopięłam na ostatni guzik - mówi. Rozżalona jest tym bardziej, że piesek trafił do nowej rodziny dzień przed Wigilią. - Został zwykłym prezentem pod choinkę! - uważa.
O oddaniu psa nie wiedziała nawet opiekująca się nim wolontariuszka z fundacji SOS dla Zwierząt. - To nie moja wina, chciałam jak najlepiej - mówi.
Pracownicy schroniska nie mają sobie nic do zarzucenia. - My nie rezerwujemy psów, zależy nam, by oddać zwierzęta w nowe ręce jak najszybciej - mówi Tomasz Molnar z biura katowickiego schroniska. Wyjaśnia, że sprawę adopcji można załatwić nawet jednego dnia. Trzeba mieć tylko dowód tożsamości, obrożę, smycz i pieniądze, bo przygarnięcie psa kosztuje od 40 do 70 zł.
- Na stronie internetowej wypisują górnolotne hasła o tym, że nowy właściciel musi być przygotowany na przyjęcie zwierzaka i zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności za niego. Tymczasem wydają je byle komu - uważa gdańszczanka.
Jarosław Motak, prezes fundacji SOS dla Zwierząt, uważa, że doszło do nieporozumienia. - Być może zawiódł kontakt między wolontariuszem a schroniskiem - mówi. Dodaje jednocześnie, że współpraca z kierownictwem przytuliska układa się bardzo dobrze, zaś szybki system wydawania zwierząt powoduje, że wyniki działalności placówki są wzorcowe. - W zeszłym roku z 300 psów, które trafiły do schroniska, dla 200 szybko znaleźliśmy nowych właścicieli. Jeśli ktoś obawia się, że pies może trafić w nieodpowiednie ręce, zawsze pozostaje jeszcze możliwość tzw. wizyty poadopcyjnej - mówi Motak.
- Czuję się potraktowana z buta. To tak, jakby ktoś powiedział: bierz psa od razu albo spadaj - podsumowuje pani Edyta.
Pod zdjęciem czteroletniego Xaviego widniał numer telefonu komórkowego wolontariuszki odpowiedzialnej za adopcję. Pani Edyta zadzwoniła do Katowic. - Chciałam dowiedzieć się czegoś o Xavim. Czy jest łagodny, zdrowy, czy był szczepiony. Trzeba to wiedzieć, by zdecydować się na przygarnięcie zwierzaka. Nie bierze się psa pod wpływem impulsu. To żywe stworzenie, nie mebel - uważa.
Telefonicznie i mailowo wolontariuszka opisywała psa, załączała jego zdjęcia, zaręczała, że będzie czekał w Katowicach na panią Edytę, która w grudniu przyjechała służbowo do Katowic. Znalazła wtedy chwilę na wizytę w schronisku przy ul. Milowickiej. - Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę Xaviego - wspomina gdańszczanka. Dodaje, że piesek w rzeczywistości okazał się jeszcze ładniejszy niż na zdjęciach.
Zanim pani Edyta wsiadła do pociągu, zostawiła jeszcze w schronisku trochę jedzenia dla Xaviego i innych czworonogów. Obiecała też załatwić dużą paczkę jednorazowych rękawiczek, których brakowało pracownikom, ale co dla niej najważniejsze - uzgodniła, że w drugim tygodniu stycznia odbierze psa.
- Wszystko przygotowałam: kupiłam legowisko, obrożę ze smyczą, miski, zabawki. Kupiłam też bilety na pociąg, a w pracy wzięłam tygodniowy urlop. Dwa dni przed przyjazdem do Katowic zadzwoniłam jeszcze do schroniska. Profilaktycznie, by się przypomnieć - opowiada gdańszczanka.
Wtedy jednak okazało się, że Xaviego przy ul. Milowickiej już nie ma. - Byłam zrozpaczona i zdziwiona. Wydawało mi się, że sprawę adopcji dopięłam na ostatni guzik - mówi. Rozżalona jest tym bardziej, że piesek trafił do nowej rodziny dzień przed Wigilią. - Został zwykłym prezentem pod choinkę! - uważa.
O oddaniu psa nie wiedziała nawet opiekująca się nim wolontariuszka z fundacji SOS dla Zwierząt. - To nie moja wina, chciałam jak najlepiej - mówi.
Pracownicy schroniska nie mają sobie nic do zarzucenia. - My nie rezerwujemy psów, zależy nam, by oddać zwierzęta w nowe ręce jak najszybciej - mówi Tomasz Molnar z biura katowickiego schroniska. Wyjaśnia, że sprawę adopcji można załatwić nawet jednego dnia. Trzeba mieć tylko dowód tożsamości, obrożę, smycz i pieniądze, bo przygarnięcie psa kosztuje od 40 do 70 zł.
- Na stronie internetowej wypisują górnolotne hasła o tym, że nowy właściciel musi być przygotowany na przyjęcie zwierzaka i zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności za niego. Tymczasem wydają je byle komu - uważa gdańszczanka.
Jarosław Motak, prezes fundacji SOS dla Zwierząt, uważa, że doszło do nieporozumienia. - Być może zawiódł kontakt między wolontariuszem a schroniskiem - mówi. Dodaje jednocześnie, że współpraca z kierownictwem przytuliska układa się bardzo dobrze, zaś szybki system wydawania zwierząt powoduje, że wyniki działalności placówki są wzorcowe. - W zeszłym roku z 300 psów, które trafiły do schroniska, dla 200 szybko znaleźliśmy nowych właścicieli. Jeśli ktoś obawia się, że pies może trafić w nieodpowiednie ręce, zawsze pozostaje jeszcze możliwość tzw. wizyty poadopcyjnej - mówi Motak.
- Czuję się potraktowana z buta. To tak, jakby ktoś powiedział: bierz psa od razu albo spadaj - podsumowuje pani Edyta.
- 20 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Bierz zwierzaka ze schroniska od razu albo spadaj
r1111111
12.02.12, 18:20
Ta Pani mieszka w Gdańsku (mieście Pana DT i Naszego Dobra Narodowego LW), więc POwinna być przyczajona do takiego traktowania. »
-
Bierz zwierzaka ze schroniska od razu albo spadaj
ez-ia
12.02.12, 19:13
Do przedmówców: @r1111111 i @RB.Po pierwsze - trochę grzeczniej.Niech się wam nie wydaje,że jesteście anonimowi do końca, a nawet gdyby, to dość chamstwa na forach!!!Po drugie - żaden z»
-
Bierz zwierzaka ze schroniska od razu albo spadaj
ederlezi1981
12.02.12, 19:58
Po pierwsze, tytuł jest mylący- myślałam, że z tego schroniska wyganiają, jesli po kwadransie nie podejmie się decyzji.Intencje pani szlachetne, nie wątpię. Tylko, że z punktu widzenia »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


