Potrzebna wizja lokalna w sprawie Madzi
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 09:45
Policjanci muszą poczekać z wizją lokalną do czasu, aż ludzie przestaną palić znicze w miejscu, gdzie znaleziono ciało dziewczynki
Prokuratura chce przeprowadzić wizję lokalną w miejscu odnalezienia ciała półrocznej Madzi. Śledczy czekają, aż ludzie przestaną tam przynosić znicze i maskotki. A policja będzie musiała zrobić wszystko, aby nie dopuścić do linczu na matce dziewczynki
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Matka Madzi odmówiła udziału w eksperymencie procesowym? Dementi prokuratury (21-02-12, 13:57)
- Sąd: matka Madzi wychodzi na wolność (15-02-12, 13:18)
- Matka Madzi chce na pogrzeb. Prokuratura się nie zgodzi (13-02-12, 16:53)
- Czemu nam umarłaś, Magdo (13-02-12, 12:13)
- Matka Madzi zostaje w areszcie. Wniosek oddalony (10-02-12, 14:57)
- Kiedy zginęła Madzia? Prokuratura szuka biegłych (09-02-12, 23:08)
- Policja cztery razy oferowała pomoc psychologów. Rutkowski kłamie? (09-02-12, 16:13)
- Prokuratura wydaje ciało Madzi. Rodzina szykuje pogrzeb (09-02-12, 14:27)
- Matka mogła sama ukryć ciało małej Madzi (08-02-12, 07:22)
- Rodzina półrocznej Madzi atakuje policję. "Nie było pomocy" (07-02-12, 20:10)
- Śmierć półrocznej Madzi: Śledczy mają ręce pełne roboty (06-02-12, 21:49)
Wizja lokalna jest potrzebna, bo prokuratorzy chcą w ten sposób potwierdzić wersję 22-letniej Katarzyny W., matki Magdy, która twierdzi, że sama ukryła zwłoki dziecka. Przypomnijmy: 24 stycznia kobieta zgłosiła policji, że została napadnięta w centrum Sosnowca, a jakiś mężczyzna porwał jej córkę z wózka. Dziecka przez półtora tygodnia szukała cała śląska policja. W końcu zamarznięte ciało Madzi znaleziono w opuszczonym budynku w zdewastowanym parku Żeromskiego.
Podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci córki Katarzyna W. przyznała śledczym, że w dniu tragedii wyszła z Madzią do swojej matki, ale musiała wrócić do mieszkania, by przewinąć dziewczynkę i wziąć dodatkowe pieluszki. To wtedy córka miała jej wypaść z rąk i uderzyć głową o podłogę. Katarzyna W. wywiozła więc ciało do parku, a potem wymyśliła wersję o porwaniu.
Z wizją trzeba poczekać
Od kilku dni prokuratura sprawdza, czy ktoś pomagał kobiecie ukryć zwłoki dziecka. Śledczy powoli skłaniają się ku temu, że nie miała wspólników, bo w chwili tragedii w parku nie logował się telefon komórkowy żadnego z jej bliskich i znajomych. Jednak żeby potwierdzić wersję matki Madzi, prokuratura chce przeprowadzić wizję lokalną. Śledczy będą chcieli, żeby przeszła z wózkiem trasę z mieszkania do miejsca ukrycia ciała.
- Chodzi nam o zmierzenie czasu, jaki jej to zajmie, oraz sprawdzenie, czy kobieta faktycznie mogła poruszać się wózkiem po tych wertepach - mówi osoba znająca kulisy sprawy.
Prokuratorzy z decyzją o wizji lokalnej zwlekają jednak do czasu, aż mieszkańcy Sosnowca przestaną przynosić w miejsce znalezienia ciała Madzi znicze i maskotki. Dodatkowo policja w dniu eksperymentu będzie musiała zabezpieczyć park, aby nie doszło do linczu na Katarzynie W.
Katarzyna W. wyjdzie na wolność?
Tymczasem do prokuratury trafiło już zażalenie na dwumiesięczny areszt matki Madzi. Śledczy przesłali je do sądu, który zdecyduje o tym, czy Katarzyna W. wyjdzie na wolność.
Prokuratura zapowiedziała w środę, że nie będzie badała okoliczności incydentu, do jakiego doszło w areszcie w Katowicach. W poniedziałek ujawniliśmy, że matka Madzi wypiła w celi detergent do mycia naczyń i zostawiła list. Służba więzienna przez kilka godzin temu zaprzeczała, w końcu przyznała jednak, że do aresztu wezwano pogotowie, a kobiecie nic nie dolega. Śledczy poprosili dyrekcję placówki o pisemne wyjaśnienia.
- Wynika z nich, że ten incydent nie stanowił zagrożenia dla życia podejrzanej i nie doszło do naruszenia przepisów związanych z zapewnieniem jej bezpieczeństwa - powiedziała wczoraj prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Śledczy mają już pozostawiony przez Katarzynę W. list. Nie ujawniają jednak jego treści.
Rutkowski chce pieniędzy
Detektyw Krzysztof Rutkowski, który nakłonił matkę do wyjawienia, że nie było żadnego porwania, zapowiedział w środę w Radiu ZET, że nie wyklucza, iż pozwie policję, aby ta wypłaciła mu ufundowaną nagrodę. - W końcu to my przyczyniliśmy się do rozwiązania sprawy - wyjaśniał Rutkowski.
Tymczasem prokuratura w Gliwicach zwróciła się w środę do MSW oraz komendy w Sosnowcu o dokumenty dotyczące działalności detektywistycznej Rutkowskiego oraz informacje, czy zgłosił on swój udział w poszukiwaniach Madzi. Prokuratorzy prowadzą śledztwo w sprawie utrudniania przez niego poszukiwań dziewczynki.
Katarzyna W. zeznała bowiem, że kiedy wyjawiła Rutkowskiemu prawdę o losach córki i jechała pokazać mu, gdzie ukryła zwłoki, detektyw z samochodu wydzwaniał do dziennikarzy, chwaląc się, że ma ciało. Kobieta wystraszyła się, że na miejscu będą czekały na nią kamery, i wskazała mu złe miejsce. Potem policja przez kilka godzin przekopywała je centymetr po centymetrze. Dopiero po kilkunastu godzinach matka zabrała policjantów do parku Żeromskiego i pokazała, gdzie schowała zwłoki.
Podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci córki Katarzyna W. przyznała śledczym, że w dniu tragedii wyszła z Madzią do swojej matki, ale musiała wrócić do mieszkania, by przewinąć dziewczynkę i wziąć dodatkowe pieluszki. To wtedy córka miała jej wypaść z rąk i uderzyć głową o podłogę. Katarzyna W. wywiozła więc ciało do parku, a potem wymyśliła wersję o porwaniu.
Z wizją trzeba poczekać
Od kilku dni prokuratura sprawdza, czy ktoś pomagał kobiecie ukryć zwłoki dziecka. Śledczy powoli skłaniają się ku temu, że nie miała wspólników, bo w chwili tragedii w parku nie logował się telefon komórkowy żadnego z jej bliskich i znajomych. Jednak żeby potwierdzić wersję matki Madzi, prokuratura chce przeprowadzić wizję lokalną. Śledczy będą chcieli, żeby przeszła z wózkiem trasę z mieszkania do miejsca ukrycia ciała.
- Chodzi nam o zmierzenie czasu, jaki jej to zajmie, oraz sprawdzenie, czy kobieta faktycznie mogła poruszać się wózkiem po tych wertepach - mówi osoba znająca kulisy sprawy.
Prokuratorzy z decyzją o wizji lokalnej zwlekają jednak do czasu, aż mieszkańcy Sosnowca przestaną przynosić w miejsce znalezienia ciała Madzi znicze i maskotki. Dodatkowo policja w dniu eksperymentu będzie musiała zabezpieczyć park, aby nie doszło do linczu na Katarzynie W.
Katarzyna W. wyjdzie na wolność?
Tymczasem do prokuratury trafiło już zażalenie na dwumiesięczny areszt matki Madzi. Śledczy przesłali je do sądu, który zdecyduje o tym, czy Katarzyna W. wyjdzie na wolność.
Prokuratura zapowiedziała w środę, że nie będzie badała okoliczności incydentu, do jakiego doszło w areszcie w Katowicach. W poniedziałek ujawniliśmy, że matka Madzi wypiła w celi detergent do mycia naczyń i zostawiła list. Służba więzienna przez kilka godzin temu zaprzeczała, w końcu przyznała jednak, że do aresztu wezwano pogotowie, a kobiecie nic nie dolega. Śledczy poprosili dyrekcję placówki o pisemne wyjaśnienia.
- Wynika z nich, że ten incydent nie stanowił zagrożenia dla życia podejrzanej i nie doszło do naruszenia przepisów związanych z zapewnieniem jej bezpieczeństwa - powiedziała wczoraj prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Śledczy mają już pozostawiony przez Katarzynę W. list. Nie ujawniają jednak jego treści.
Rutkowski chce pieniędzy
Detektyw Krzysztof Rutkowski, który nakłonił matkę do wyjawienia, że nie było żadnego porwania, zapowiedział w środę w Radiu ZET, że nie wyklucza, iż pozwie policję, aby ta wypłaciła mu ufundowaną nagrodę. - W końcu to my przyczyniliśmy się do rozwiązania sprawy - wyjaśniał Rutkowski.
Tymczasem prokuratura w Gliwicach zwróciła się w środę do MSW oraz komendy w Sosnowcu o dokumenty dotyczące działalności detektywistycznej Rutkowskiego oraz informacje, czy zgłosił on swój udział w poszukiwaniach Madzi. Prokuratorzy prowadzą śledztwo w sprawie utrudniania przez niego poszukiwań dziewczynki.
Katarzyna W. zeznała bowiem, że kiedy wyjawiła Rutkowskiemu prawdę o losach córki i jechała pokazać mu, gdzie ukryła zwłoki, detektyw z samochodu wydzwaniał do dziennikarzy, chwaląc się, że ma ciało. Kobieta wystraszyła się, że na miejscu będą czekały na nią kamery, i wskazała mu złe miejsce. Potem policja przez kilka godzin przekopywała je centymetr po centymetrze. Dopiero po kilkunastu godzinach matka zabrała policjantów do parku Żeromskiego i pokazała, gdzie schowała zwłoki.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




odtwórz
