Kombinowana "Operacja Spółka" w tyskim szpitalu
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 00:06
Zarząd województwa zdecydował, że Szpital Wojewódzki w Tychach od kwietnia będzie działał jako spółka handlowa. Marszałek robi teraz wszystko, by obejść nowe przepisy, które utrudniają taką operację
ZOBACZ TAKŻE
- Radni ratują szpital. Na początek będą zwolnienia i obniżki pensji (13-03-12, 05:40)
- Związkowcy przeciw komercjalizacji szpitala (09-03-12, 09:06)
- Wielkie zwolnienia w rybnickim szpitalu (05-03-12, 08:00)
- Izby przyjęć znów pomogą sosnowiczanom (21-02-12, 20:25)
- Województwo śląskie nie pożyczy już złamanego grosza (13-02-12, 08:09)
- Pracownicy szpitala nie mają za co żyć (05-02-12, 09:12)
- Szpitale wojewódzkie będą musiały drastycznie zacisnąć pasa (01-02-12, 16:55)
- Szpital Titanic szoruje dziobem po dnie (20-01-12, 17:28)
Szpital w Tychach ma dług na poziomie rocznych przychodów z kontraktu, w dodatku konta placówki zajęli komornicy. W grudniu pracownicy dostali tylko część pensji, w styczniu już ani grosza, pod znakiem zapytania stoi też lutowa wypłata: jeśli nawet będzie, to zapewne w ratach. Gdyby nie ekspresowa pożyczka z budżetu województwa nie byłoby z czego kupić leków, sprzętu jednorazowego i posiłków dla chorych.
Wciąż rośnie też dług szpitala. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, koszty wynagrodzeń pracowników to 90 proc. pieniędzy z leczenia (w innych placówkach 60-70 proc.). Pozostałe 10 proc. to za mało, by kupić sprzęt jednorazowy czy leki, zapłacić za prąd, wodę czy wywóz śmieci. W efekcie szpital wciąż powiększa stratę. Po drugie, rosną odsetki od starych, niespłaconych zobowiązań.
Według marszałka Adama Matusiewicza sytuację szpitala może uzdrowić tylko komercjalizacja, czyli przekształcenie go w spółkę. - Musi wystartować od nowa z czystym kontem. W przeciwnym razie przestanie istnieć - tłumaczy.
Do zeszłego roku taką zmianę można było przeprowadzić w prosty sposób. Wystarczyła formalna likwidacja szpitala jako publicznego zakładu opieki zdrowotnej i powołanie w jego miejsce spółki. Teraz taki ruch jest już niemożliwy. Przeszkadzają w tym wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego, a przede wszystkim przepisy nowej Ustawy o działalności leczniczej.
NSA stwierdził, że nie można powierzać zadań publicznego szpitala spółce, nawet jeśli w całości należy ona do samorządu. Wprawdzie w całej Polsce skomercjalizowano już ponad sto szpitali, a wyroki NSA dotyczą tylko kilkunastu, ale i tak zachęciły one związki zawodowe do składania w sądach administracyjnych coraz to nowych pozwów.
Jeszcze większy kłopot jest z Ustawą o działalności leczniczej (zastąpiła Ustawę o ZOZ-ach). Zgodnie z przepisami nie trzeba już dokonywać formalnej likwidacji komercjalizowanego szpitala. Problem w tym, że ustawa jednocześnie nakazuje zatrudnić w szpitalu zmienionym w spółkę wszystkich dotychczasowych pracowników na niezmienionych warunkach.
- W takiej sytuacji nie ma mowy o cięciu wydatków na płace, a bez tego cała operacja nie ma sensu. Nie dość jednak tego - do nowej ustawy brakuje rozporządzeń, więc w zasadzie nie wiadomo, jak postępować. Poszukaliśmy więc innego wyjścia, choć trzeba było przy tym dużej gimnastyki - przyznaje Matusiewicz.
Wykombinowane wyjście jest takie: w piątek zarząd województwa zdecydował o przejęciu za 546 tys. zł 100 proc. udziałów w spółce Megrez, która dotąd należała do Funduszu Górnośląskiego i zajmowała się funduszami unijnymi. Gdy tylko tę decyzję zaakceptuje sejmik, Megrez przejmie kierowanie szpitalem w Tychach, ale niecałym. Niewielka jego część będzie nadal działać jako ZOZ. Skoro nie będzie decyzji o likwidacji ZOZ-u, nikt nie będzie mógł jej zaskarżyć do NSA.
Majątek szpitala pozostanie własnością województwa, spółka będzie go tylko dzierżawić. Wystartuje za to z czystym kontem. Z długami zostanie ZOZ. W ich spłacie pomoże mu marszałek, ale liczy na porozumienie z wierzycielami i obniżenie sumy zobowiązań. Są podstawy, by tak myśleć, bo - jak się dowiedzieliśmy - szpital nie zatrudniał dotąd żadnego prawnika na stałe, więc nie było nawet komu układać się z wierzycielami.
- Liczymy na to, że całe przedsięwzięcie uda się szybko przeprowadzić i szpital wystartuje jako spółka już 1 kwietnia, a najdalej w maju - mówi marszałek. Co na to związkowcy? - Szpital trzeba ratować, a my nie jesteśmy z zasady przeciwni zamianie w spółkę, ale diabeł tkwi w szczegółach. Dopiero kiedy je poznamy, powiemy, co o tym myślimy - zastrzega Maciej Niwiński, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w tyskim szpitalu.
Wciąż rośnie też dług szpitala. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, koszty wynagrodzeń pracowników to 90 proc. pieniędzy z leczenia (w innych placówkach 60-70 proc.). Pozostałe 10 proc. to za mało, by kupić sprzęt jednorazowy czy leki, zapłacić za prąd, wodę czy wywóz śmieci. W efekcie szpital wciąż powiększa stratę. Po drugie, rosną odsetki od starych, niespłaconych zobowiązań.
Według marszałka Adama Matusiewicza sytuację szpitala może uzdrowić tylko komercjalizacja, czyli przekształcenie go w spółkę. - Musi wystartować od nowa z czystym kontem. W przeciwnym razie przestanie istnieć - tłumaczy.
Do zeszłego roku taką zmianę można było przeprowadzić w prosty sposób. Wystarczyła formalna likwidacja szpitala jako publicznego zakładu opieki zdrowotnej i powołanie w jego miejsce spółki. Teraz taki ruch jest już niemożliwy. Przeszkadzają w tym wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego, a przede wszystkim przepisy nowej Ustawy o działalności leczniczej.
NSA stwierdził, że nie można powierzać zadań publicznego szpitala spółce, nawet jeśli w całości należy ona do samorządu. Wprawdzie w całej Polsce skomercjalizowano już ponad sto szpitali, a wyroki NSA dotyczą tylko kilkunastu, ale i tak zachęciły one związki zawodowe do składania w sądach administracyjnych coraz to nowych pozwów.
Jeszcze większy kłopot jest z Ustawą o działalności leczniczej (zastąpiła Ustawę o ZOZ-ach). Zgodnie z przepisami nie trzeba już dokonywać formalnej likwidacji komercjalizowanego szpitala. Problem w tym, że ustawa jednocześnie nakazuje zatrudnić w szpitalu zmienionym w spółkę wszystkich dotychczasowych pracowników na niezmienionych warunkach.
- W takiej sytuacji nie ma mowy o cięciu wydatków na płace, a bez tego cała operacja nie ma sensu. Nie dość jednak tego - do nowej ustawy brakuje rozporządzeń, więc w zasadzie nie wiadomo, jak postępować. Poszukaliśmy więc innego wyjścia, choć trzeba było przy tym dużej gimnastyki - przyznaje Matusiewicz.
Wykombinowane wyjście jest takie: w piątek zarząd województwa zdecydował o przejęciu za 546 tys. zł 100 proc. udziałów w spółce Megrez, która dotąd należała do Funduszu Górnośląskiego i zajmowała się funduszami unijnymi. Gdy tylko tę decyzję zaakceptuje sejmik, Megrez przejmie kierowanie szpitalem w Tychach, ale niecałym. Niewielka jego część będzie nadal działać jako ZOZ. Skoro nie będzie decyzji o likwidacji ZOZ-u, nikt nie będzie mógł jej zaskarżyć do NSA.
Majątek szpitala pozostanie własnością województwa, spółka będzie go tylko dzierżawić. Wystartuje za to z czystym kontem. Z długami zostanie ZOZ. W ich spłacie pomoże mu marszałek, ale liczy na porozumienie z wierzycielami i obniżenie sumy zobowiązań. Są podstawy, by tak myśleć, bo - jak się dowiedzieliśmy - szpital nie zatrudniał dotąd żadnego prawnika na stałe, więc nie było nawet komu układać się z wierzycielami.
- Liczymy na to, że całe przedsięwzięcie uda się szybko przeprowadzić i szpital wystartuje jako spółka już 1 kwietnia, a najdalej w maju - mówi marszałek. Co na to związkowcy? - Szpital trzeba ratować, a my nie jesteśmy z zasady przeciwni zamianie w spółkę, ale diabeł tkwi w szczegółach. Dopiero kiedy je poznamy, powiemy, co o tym myślimy - zastrzega Maciej Niwiński, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w tyskim szpitalu.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



