Spółdzielnie skarżą podatek deszczowy

Jacek Madeja
08.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 18:10
A A A Drukuj
Zdaniem największych bytomskich spółdzielni mieszkaniowych tzw. podatek deszczowy wprowadzony przez władze miasta jest niezgodny z prawem. Opłata, którą będą musiały zapłacić spółdzielnie, idzie w setki tysięcy złotych
Deszcz, pada deszcz
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Deszcz, pada deszcz
Opłata za odprowadzenie wód roztopowych i opadowych, popularnie zwana podatkiem deszczowym, obowiązuje w Bytomiu od kilku dni. Została wprowadzona na wniosek Bytomskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego, a na jednej z ostatnich sesji rady zatwierdzili ją radni. Przedstawiciele BPK argumentują, że potrzebują pieniędzy na modernizację sieci odprowadzającej deszczówkę, którą przedsiębiorstwo przejęło od miasta w 2006 roku.

- Samych rur jest 273 kilometry. Na dodatek część wymaga pilnego remontu, a wprowadzenie opłaty to jedyny sposób, żeby zdobyć na to pieniądze. Już teraz problemem są zalane piwnice, a wiosną będzie jeszcze gorzej. Przepisy zabraniają nam wykorzystania do tego pieniędzy, które dostajemy z opłat za wodę i ścieki, dlatego nie mamy innego wyjścia - argumentuje Agnieszka Klich, rzeczniczka BPK.

Opłatę, która zostanie doliczona do opłaty za wodę i ścieki, zapłacą właściciele działek za ich utwardzoną część. Chodzi o zabudowane części parceli, m.in. parkingi, fragmenty wyasfaltowane albo wyłożone kostką. Należność jest liczona na podstawie powierzchni takiego terenu i ilości opadów na metr kwadratowy wyliczonych na podstawie średniej z ostatnich 10 lat, które podaje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach. BPK szacuje, że dzięki opłacie do kasy przedsiębiorstwa w ciągu roku wpłynie około 20 mln zł. - Statystycznie trzyosobowa rodzina, która mieszka w domku jednorodzinnym, będzie miesięcznie musiała zapłacić ponad 8 zł za osobę, a mieszkańcy bloku 2,5 zł za osobę - wylicza Klich.

Wprowadzeniu opłaty sprzeciwiły się trzy największe spółdzielnie mieszkaniowe w Bytomiu: Bytomska Spółdzielnia Mieszkaniowa, Nasz Dom i Miechowice. - Nie kwestionujemy samej zasadności wprowadzenia opłaty. Chodzi nam tylko o niektóre zapisy, które naruszają prawo - podkreśla Artur Komor, prezes BSM. Według spółdzielni BPK nie może naliczać opłaty od powierzchni dachów budynków, bo to narusza Ustawę o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzeniu. Spółdzielnie kwestionują również sposób naliczania opłaty na podstawie średniej IMGW. Ich zdaniem przepisy dopuszczają naliczanie opłat jedynie na podstawie wskazań urządzeń pomiarowych.

- Część naszych wątpliwości potwierdził już wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Nie zgadzamy się również z wykazem nieruchomości, za które mamy zapłacić. Część z nich nie należy po prostu do nas. Tu chodzi o pieniądze, które będą musieli płacić członkowie naszej spółdzielni. Według naszych szacunków teraz to około 700 tys. zł rocznie. Jeśli nasze zastrzeżenia zostaną uwzględnione, kwota będzie dużo mniejsza - dodaje prezes Komor.

Klich zaznacza, że BPK podczas przygotowania nowych przepisów korzystał z opinii prawnych. - Jesteśmy poważną firmą prowadzącą bardzo ważną dla mieszkańców miasta działalność. Nie możemy ryzykować, że decyzje przez nas podejmowane będą niezgodne z polskim prawem - mówi Klich.

W przyszłym tygodniu przedstawiciele BPK i spółdzielni mieszkaniowych mają się spotkać i wyjaśnić wątpliwości związane z opłatą.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy