Matka mogła sama ukryć ciało małej Madzi

Marcin Pietraszewski
08.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 08:48
A A A Drukuj
Bartek, ojciec półrocznej Madzi, ze swoją mamą na konferencji w Mysłowicach Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Bartek, ojciec półrocznej Madzi, ze swoją mamą na konferencji w Mysłowicach
Prokuratura coraz bardziej skłania się ku temu, że matka półrocznej Madzi z Sosnowca działała sama i nikt nie pomagał jej w ukryciu ciała córki. - Nie można kogoś przestać kochać w trzy dni. Pewnie jej kiedyś wybaczę, ale trudno mi będzie zaufać - mówił we wtorek Bartek, mąż aresztowanej Katarzyny.
W miejscu gdzie znaleziono ciało Madzi ciągle płoną znicze
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
W miejscu gdzie znaleziono ciało Madzi ciągle płoną znicze
Rodzice małej Magdy: Bartek i Katarzyna W.
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Rodzice małej Magdy: Bartek i Katarzyna W.
Półroczna Madzia zaginęła 24 stycznia w Sosnowcu. Katarzyna W., jej matka, zawiadomiła policję, że ktoś ją napadł i porwał córkę z wózka. Dziewczynki przez półtora tygodnia szukała cała śląska policja. W końcu matka przyznała, że córka wyśliznęła się jej z ręki i uderzyła o podłogę. Ze strachu wymyśliła więc wersję o porwaniu. Ciało dziewczynki ukryto w opuszczonym budynku w parku Żeromskiego. Było przywalone cegłami i liśćmi. W sobotę podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci córki Katarzyna W. trafiła do aresztu.

Od tego czasu prokuratura bada, czy ktoś pomagał matce w ukryciu zwłok dziecka. Z logowania jej komórki wynika bowiem, że w dniu śmierci Madzi nie była w parku Żeromskiego. To oznacza, że kiedy ukrywano ciało, nie miała przy sobie telefonu lub zrobił to ktoś inny.

Policja sprawdzi ślady biologiczne

Według naszych informacji prokuratura coraz bardziej skłania się ku temu, że Katarzyna W. nie miała jednak wspólnika. W parku Żeromskiego nie logowała się bowiem komórka nikogo z jej bliskich.

- Dodatkowo porzucone ciało było zakopane bardzo płytko i dość powierzchownie, jakby zrobiła to kobieta. Oceniamy, że gdyby zrobił to mężczyzna, zwłoki byłyby ukryte głębiej - mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Policyjni technicy znaleźli na ubranku dziecka oraz w miejscu ukrycia zwłok ślady biologiczne. Pracownicy laboratorium kryminalistycznego sprawdzają teraz, do kogo należały. Pobrali już próbki materiału biologicznego od matki. Wyniki tych badań powinny być jeszcze w tym tygodniu i to one prawdopodobnie potwierdzą, kto porzucił ciało Madzi.

Co się wydarzyło w celi?

Tymczasem prokuratura domaga się wyjaśnień na temat incydentu, do jakiego doszło w areszcie w Katowicach. Portal gazeta.pl ujawnił w poniedziałek, że Katarzyna W. wypiła w celi detergent do mycia naczyń i zostawiła list. Podpułkownik Luiza Sałapa, rzecznik prasowy służby więziennej, przez kilka godzin przekonywała wtedy, że nie było takiego zdarzenia. O incydencie nie poinformowano też policji.

Jednak nasi informatorzy potwierdzili nam, że kierownictwo placówki wezwało do Katarzyny W. pogotowie, ale kobieta odmówiła przyjęcia leków.

Lekarz po lekturze składu detergentu stwierdził, że kobiecie nic nie będzie i nie trzeba zabierać jej na płukanie żołądka. - Tak naprawdę nie wiadomo, czy Katarzyna W. cokolwiek wypiła, bo informację o tym przekazała nam siedząca z nią kobieta - mówiła już wczoraj pułkownik Sałapa. Twierdziła, że w poniedziałek nic na ten temat nie wiedziała. We wtorek przyznała też, że do aresztu wezwano pogotowie, ale Katarzyna W. odmówiła odpowiedzi na pytania lekarza. Po tym incydencie matkę Madzi przeniesiono do celi monitorowanej, ma dwie współosadzone i znajduje się pod opieką psychologa.

- Od samego początku uczulaliśmy dyrekcję aresztu, że Katarzyna W. znajduje się w złej kondycji psychicznej i wymaga szczególnie troskliwej opieki - mówiła we wtorek prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Dlatego teraz śledczy domagają się od służby więziennej pisemnych wyjaśnień na temat okoliczności incydentu z detergentem oraz sposobów ochrony Katarzyny W. - W zależności od treści tych wyjaśnień zdecydujemy, co dalej z tym robić - podkreśliła prokurator Zawada-Dybek.

Pewnie jej kiedyś wybaczę”

Zdaniem profesor Katarzyny Popiołek, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, wypicie przez matkę Madzi detergentu prawdopodobnie nie było próbą otrucia się, lecz rozpaczliwym gestem zwrócenia na siebie uwagi. - To świadczy o tym, że ta kobieta, na którą wydano już medialny wyrok, znajduje się w fatalnej kondycji psychicznej i powinna być pod stałą opieką specjalistów oraz funkcjonariuszy - mówiła profesor Popiołek. Dodała, że incydentu z detergentem nie wolno bagatelizować. - Bo może się to skończyć tragedią - podkreślała psycholog.

Bartek W., mąż aresztowanej Katarzyny, razem z rodzicami i babcią wziął we wtorek udział w kolejnej konferencji prasowej zorganizowanej w Mysłowicach przez Krzysztofa Rutkowskiego. Pytany, co czuje do żony, stwierdził, że wielki żal. - Nie można kogoś przestać kochać w trzy dni. Pewnie jej też kiedyś wybaczę, ale trudno mi będzie zaufać - stwierdził. Dodał, że stara się uzyskać widzenie z żoną. - Chcę z nią szczerze porozmawiać, żeby zrozumieć - podkreślił.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów