Lepiej ratować bezdomnych siłą, niż pozwolić, żeby zamarzli

Małgorzata Goślińska
06.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 23:57
A A A Drukuj
Co z tego, że strażnicy nawet nocą przychodzą sprawdzać miejsca, w których śpią bezdomni, skoro wciąż kolejni zamarzają Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta Co z tego, że strażnicy nawet nocą przychodzą sprawdzać miejsca, w których śpią bezdomni, skoro wciąż kolejni zamarzają
Policjanci i strażnicy oferują bezdomnym ciepły kąt na noc, a bezdomni odmawiają. Śpiącym na mrozie, zwłaszcza gdy są pod wpływem alkoholu, grozi śmierć. Czy to nie jest wystarczający powód, by ratować takich ludzi bez ich zgody? - zastanawia się Małgorzata Goślińska
Człowiek zasypiający pod gołym niebem przy temperaturze 19 stopni poniżej zera jest jak samobójca. Tym bardziej - czemu trudno się dziwić w takiej sytuacji - że często nie jest trzeźwy, a wtedy organizm szybciej się wychładza. Tej zimy z powodu wychłodzenia zmarły już 62 osoby, z czego aż 13 w naszym regionie, a przed ustąpieniem mrozów pewnie na tym się nie skończy. Czworo ludzi mróz skosił tylko w ostatni weekend w samych Katowicach. Pod wiaduktem, na ogródkach działkowych, przy składzie materiałów budowlanych, w pustostanie, bez dokumentów, w wieku powyżej 50 lat. Wszystko wskazuje na to, że byli to bezdomni.

Przepytywani w tej sprawie policjanci powtarzają jakby na usprawiedliwienie, że codziennie wieczorem wizytują znane "mety" bezdomnych i proponują schronienie, ale bezdomni nie chcą skorzystać z oferty. Trudno się pogodzić z takim usprawiedliwieniem, bo przecież człowieka, który próbuje popełnić na naszych oczach samobójstwo, nikt nie pyta, czy byłby łaskaw zwrócić połknięte w nadmiarze tabletki. Bez zastanowienia zmuszany jest do wymiotów, siłą ściągany z dachu, zakręcamy mu kurki z gazem. W przeciwnym razie moglibyśmy zostać oskarżeni o nieudzielenie pomocy.

Policja, nie pytając o zgodę, zgarnia z ulicy w mroźną noc pijanego, nawet jeśli delikwent się nie awanturuje, albo nieprzytomnego. Powód: stanowienie zagrożenia dla własnego zdrowia lub życia. Zdaniem Krzysztofa Podlasa, szefa Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta w Katowicach, ta granica bezpieczeństwa przebiega znacznie wcześniej. Podlas jest streetworkerem, od pięciu lat każdej zimowej nocy odwiedza kanały ciepłownicze, szałasy, pustostany, altanki zamieszkałe przez bezdomnych. W kanałach jest ciepło, ale w razie pożaru nie ma szans ucieczki. Były już takie wypadki. W pozostałych miejscach istnieje groźba zaczadzenia, bo dzicy lokatorzy dogrzewają się własnoręcznie skonstruowanymi piecykami. Nie mówiąc już o tym, że opuszczone budynki to zazwyczaj ruiny, które w każdej chwili mogą się zawalić. A wszędzie są robaki, szczury i brud, co gwarantuje choroby.

Podlas twierdzi, że do noclegowni nie chce iść człowiek, który nigdy w takim miejscu nie był, ale słyszał o nim negatywne opinie. Mają je rozpuszczać ludzie, którzy zostali wyrzuceni z noclegowni z powodu pijaństwa. Wesoło na pewno tam nie jest. Przy siarczystym mrozie, jak teraz, działają ogrzewalnie, tzw. placówki niskoprogowe. Dopuszczają u klientów pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jak się okaże, że masz więcej - lądujesz w izbie wytrzeźwień. Cuchniesz - nie tylko prowadzą cię pod prysznic, ale twoje ubranie i reklamówki z całym dobytkiem oddają do utylizacji. Nie przywiązuj się do łóżka, rano idziesz precz, to tylko miejsce doraźne, na jedną noc. Zresztą najczęściej to materac na dostawkę albo krzesło. Wieczorem możesz wrócić, ale dojedź tam. Ogrzewalnie w Katowicach leżą na obrzeżach miasta, podczas gdy rewir bezdomnych, gdzie mogą sprzedać złom, coś wyżebrać, zjeść darmowy posiłek, znajduje się w centrum.

Tak czy inaczej komuś takiemu jak ja, kto nigdy nie stracił dachu nad głową, prawie więzienne zwyczaje wydają się o niebo lepsze niż perspektywa snu na mrozie. Przy 19 stopniach poniżej zera poczucie godności kruszeje. Chyba dałabym się uprowadzić policjantom do noclegowni.

Za pozostawianie ludzi na ulicy Podlas nie wini mundurowych, tylko władze Katowic. Chciałby uchwały, która pozwalałaby zgarniać bezdomnych siłą, jak w przypadku ratowania samobójców, oraz likwidować prowizoryczne lokum. Ale gdzie niby miasto miałoby ich odstawiać? Wszystkie noclegownie w Katowicach pękają w szwach...

Wedle statystyk Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach w stolicy naszego województwa żyje ok. 600 ludzi pozbawionych domu (liczba stała od 12 lat), z czego aż 200 poza placówkami. A mróz jeszcze długo nie odpuści. Przyniesie pewnie kolejne ofiary i sądzę, że wcale nie z poszanowania ich wolności. Najzwyczajniej brakuje warunków do pomocy. Niech się włodarze Katowic głowią, jak wykorzystać pomysł Podlasa i nikogo nie skrzywdzić. Być może nie powinniśmy przejmować się za bardzo losem bezdomnych. Ale proponując ciepły kąt na noc, którego nie ma, tylko umywamy ręce.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos