Śmierć półrocznej Madzi: Śledczy mają ręce pełne roboty

Marcin Pietraszewski
06.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 22:30
A A A Drukuj
Mała Madzia miała być porwana z wózka. Jej poszukiwania śledziła cała Polska Fot. archiwum rodzinne Mała Madzia miała być porwana z wózka. Jej poszukiwania śledziła cała Polska
Prokuratura sprawdza, czy ktoś pomagał matce półrocznej Madzi z Sosnowca w ukryciu ciała i czy detektyw Krzysztof Rutkowski utrudniał prowadzenie sprawy. Na dokładkę prokuratorzy i policjanci muszą tłumaczyć, że wcale nie zawalili sprawy i od jakiegoś czasu wiedzieli, że w sprawie porwania matka kłamie.
Rutkowski z rodzicami zmarłej Madzi
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Rutkowski z rodzicami zmarłej Madzi
Sosnowiec. Miejsce, w którym w piątek przed północą policjanci znaleźli ciało dziecka
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sosnowiec. Miejsce, w którym w piątek przed północą policjanci znaleźli ciało dziecka
W miejscu, gdzie znaleziono ciało Madzi rośnie morze zniczy
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
W miejscu, gdzie znaleziono ciało Madzi rośnie morze zniczy
W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca wciąż przybywa zniczy, zabawek, kwiatów i laurek
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca wciąż przybywa zniczy, zabawek, kwiatów i laurek
Wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdzają, że półroczna Madzia z Sosnowca zginęła od uderzenia w tył głowy. To potwierdza wersję aresztowanej matki. Katarzyna W. połknęła w poniedziałek w celi płyn do mycia naczyń i zostawiła list.

Rutkowski utrudniał śledztwo?

Katowicka prokuratura wyłączyła w poniedziałek do odrębnego postępowania wątek dotyczący działań Krzysztofa Rutkowskiego. Prokuratorzy z Gliwic sprawdzą teraz, czy detektyw utrudniał pracę policji w tej sprawie.

Z ustaleń "Gazety" wynika, że policja ma pretensje o to, że Rutkowski i jego ludzie praktycznie odcięli rodzinę poszukiwanej dziewczynki od kontaktów z funkcjonariuszami. Jej członkowie, jeśli już rozmawiali z policjantami, to mieli konsultować z detektywem treść swoich wypowiedzi. Zdarzało się też, że funkcjonariusze nie byli wpuszczani do mieszkania rodziców Madzi.

Jednak według śledczych detektyw przeszedł samego siebie po tym, jak Katarzyna W. wyjawiła mu, co się stało z córką i miała pokazać, gdzie ukryła zwłoki. Podała jednak złe miejsce, które policja przeszukiwała potem przez kilka godzin.

- Zeznała nam, że zrobiła to dlatego, że w trakcie jazdy autem detektyw wydzwaniał do dziennikarzy, że rozwiązał sprawę i ma ciało. Wystraszyła się, że będą tam czekały na nią kamery - mówi nasz informator. Matka dziewczynki prawdziwe miejsce ukrycia zwłok podała dopiero policjantkom.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia, nikt mi nie zabroni dzwonić do dziennikarzy - powiedział nam w poniedziałek Rutkowski.

Ktoś pomagał matce Madzi?

Teraz śledczy sprawdzają, czy ktoś pomagał matce dziewczynki ukryć ciało. Z logowania jej komórki wynika bowiem, że w dniu tragedii albo nie była w miejscu ukrycia zwłok, albo nie miała przy sobie telefonu.

Według informacji "Gazety" funkcjonariusze od samego początku jako dominujący wątek przyjęli to, że za zaginięciem Madzi stoi ktoś z jej rodziny. Wynikało to z tego, że kobieta od samego początku nie mówiła im prawdy. Twierdziła, że dziewczynkę porwano jej z wózka podczas spaceru. Tymczasem z analizy logowania jej komórki wynikało, że kobieta trasę, którą miała przejść wtedy z wózkiem tak naprawdę przebiegła.

Z naszych ustaleń wynika, że to sosnowieccy śledczy za bardzo uwierzyli w wersję matki. W jej przesłuchaniu uczestniczył biegły psycholog, który stwierdził, że kobieta nie ma skłonności do konfabulacji, a jej opowieść jej wiarygodna. Tymczasem policyjni psychologowie po samej lekturze protokołu przesłuchania kobiety alarmowali, że ona ma zdolności do zmyślania i jej wersja jest niewiarygodna. Sporządzili notatkę w tej sprawie i dołączyli do akt.

Dwa dni przed zatrzymaniem matki Madzi policja miała już tyle dowodów, że kobieta kłamie, iż sąd wydał zgodę na podsłuchiwanie jej komórki. Nie zdążono jednak z tego skorzystać, bo o śmierci córki opowiedziała Rutkowskiemu.

Policja się tłumaczy

Od poniedziałku policja musi "spowiadać" się z tego, co zrobiła w sprawie Madzi. Gen. Marek Działoszyński, komendant główny, przedstawił w poniedziałek w MSW raport z przebiegu śledztwa. - Minister dobrze ocenił objęcie tej sprawy bezpośrednim nadzorem przez komendę główną, jak również wysłanie do Sosnowca ekspertów z biura kryminalnego i kryminalistyki - stwierdziła Małgorzata Woźniak, rzecznik MSW.

Poseł Marek Biernacki, członek sejmowej komisji spraw wewnętrznych, w wywiadzie dla RMF FM zarzucił, że było ono źle prowadzone. - Tutaj było widać wyraźnie, to jest chyba pozostałość po sprawie Olewnika, że policjanci nie chcieli przyjąć wersji innej niż porwanie - mówił Biernacki.

Półtora tygodnia poszukiwań

Półroczna Madzia z Sosnowca zaginęła 24 stycznia. Jej matka zawiadomiła policję, że została zaatakowana na ulicy, a córka porwana z wózka. Po trwających półtora tygodnia poszukiwaniach policja w piątek znalazła ciało dziewczynki. Miejsce jego ukrycia wskazała matka. 22-latka przyznała, że dziewczynka wypadła jej z rąk, uderzyła o głową o próg i nie dawała znaku życia. Ze strachu wymyśliła więc wersję o porwaniu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów