Matka Madzi spanikowała, bo Rutkowski zwoływał dziennikarzy

Marcin Pietraszewski
06.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 20:59
A A A Drukuj
Rutkowski z rodzicami zmarłej Madzi Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Rutkowski z rodzicami zmarłej Madzi
Matka półrocznej Madzi z Sosnowca zeznała, że wskazała fałszywe miejsce ukrycia córki, bo detektyw Krzysztof Rutkowski jadąc z nią autem wydzwaniał do dziennikarzy, że rozwikłał sprawę zaginięcia dziewczynki. Kobieta wystraszyła się, że na miejscu będą czekały na nią kamery.
Sosnowiec. Miejsce, w którym w piątek przed północą policjanci znaleźli ciało dziecka
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sosnowiec. Miejsce, w którym w piątek przed północą policjanci znaleźli ciało dziecka
W piątek w nocy policja sprawdzała, czy w miejscu, które matka Madzi wskazała Rutkowskiemu są zwłoki dziecka
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
W piątek w nocy policja sprawdzała, czy w miejscu, które matka Madzi wskazała Rutkowskiemu są zwłoki dziecka
ZOBACZ TAKŻE
Katowicka prokuratura wyłączyła w poniedziałek do odrębnego postępowania wątek dotyczący działań Krzysztofa Rutkowskiego, który zaangażował się w poszukiwania półrocznej Madzi z Sosnowca. Prokuratorzy z Gliwic sprawdzą teraz, czy detektyw utrudniał pracę policji w tej sprawie.

"Gazeta" ustaliła, jakie są główne zarzuty wobec detektywa. Według policji Rutkowski i jego ludzie praktycznie odcięli rodzinę półrocznej Madzi od kontaktów z funkcjonariuszami. Jej członkowie, jeśli już rozmawiali z policjantami, to mieli konsultować z detektywem treść swoich wypowiedzi. Zdarzało się, że funkcjonariusze nie byli wpuszczani do mieszkania rodziców Madzi.

- Musieliśmy używać podstępu, np. że jest potrzeba pobrania materiału biologicznego, aby wyciągnąć matkę dziewczynki do komendy na spokojną rozmowę. A wtedy i tak zaraz na miejscu pojawiał się pracownik Rutkowskiego oraz mąż kobiety - mówi nasz informator.

Jednak według śledczych detektyw przeszedł samego siebie po tym, jak matka Madzi wyjawiła mu, że córka wyśliznęła się jej z rąk, uderzyła o podłogę i nie dawała znaku życia. Kobieta przyznała, że spanikowała, ukryła zwłoki i wymyśliła wersję o porwaniu. Rutkowski nagrał rozmowę, po czym zapakował matkę dziewczynki do samochodu i pojechał w miejsce ukrycia ciała.

- Kobieta zeznała, że w trakcie jazdy autem detektyw wydzwaniał do dziennikarzy, że rozwikłał sprawę i wie, gdzie jest ciało Madzi. Matka wskazała mu więc fałszywe miejsce, bo bała się będą na nią czekały kamery - mówi nasz informator. Policja przez kilka godzin bezskutecznie przeszukiwała ten rejon. A prokuratura ściągnęła z Sosnowca prywatną firmę, która przeczesywała teren georadarem.

Dopiero kilkanaście godzin później, po rozmowie z dwiema policjantkami, matka dziewczynki otworzyła się i opowiedziała, co zrobiła z córką. Pokazała też właściwe miejsce ukrycia zwłok Madzi.

Prokuratura sprawdzi też, jakie zadania Rutkowski wykonał w sprawie poszukiwania zaginionej dziewczynki. Nie ma on bowiem licencji detektywa.

Krzysztof Rutkowski twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Gdyby nie ja, to policja nie dałaby tej sprawie rady - powiedział nam w poniedziałek. Przyznał, że jadąc z matką dziewczynki na miejsce ukrycia ciała dzwonił do dziennikarzy. - A co, nie wolno mi? TVN24 czekał na informacje - powiedział Rutkowski. Dodał, że nie boi się prokuratorskiego śledztwa. - Wykaże, kto tak naprawdę rozwiązał te sprawę - podkreślił.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 307 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy