Prokuratura za bardzo uwierzyła matce Madzi
06.02.2012
, aktualizacja: 06.02.2012 14:50
W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca ludzie przynosili znicze, zabawki, kwiaty i laurki
Sosnowieccy prokuratorzy nie chcieli się zgodzić na przesłuchanie rodziców Madzi na wariografie. A powołany przez nich biegły, który analizował przesłuchanie matki dziewczynki uznał, że jej wersja o porwaniu jest wiarygodna. Tymczasem policyjni psychologowie alarmowali, że kobieta konfabuluje - dowiedziała się "Gazeta".

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca wciąż przybywa zniczy, zabawek, kwiatów i laurek

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sosnowiec. Miejsce, w którym w policjanci znaleźli ciało półrocznej Madzi

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sosnowiec. Miejsce, w którym w piątek przed północą policjanci znaleźli ciało dziecka
ZOBACZ TAKŻE
- Spaliła dziecko, była sama. Ludzie winią siebie (11-02-12, 15:49)
- Śmierć półrocznej Madzi: Śledczy mają ręce pełne roboty (06-02-12, 21:49)
- Matka Madzi spanikowała, bo Rutkowski zwoływał dziennikarzy (06-02-12, 18:55)
- Matka Madzi połknęła detergent i zostawiła list (06-02-12, 18:07)
- Są wyniki sekcji. Prokuratura: Zarzuty wobec matki Madzi bez zmian (06-02-12, 15:01)
- Prokuratura: Półroczna Magda zmarła po urazie czaszki. Matka nie kłamała (06-02-12, 14:58)
- Sąd dał zgodę na podsłuch komórki matki Madzi (06-02-12, 12:52)
- Lekarze oglądają ciało Magdy. Nie wiadomo, czy będzie sekcja (06-02-12, 12:35)
- Śmierć Madzi z Sosnowca. Eksperymenty z dziecięcym wózkiem (06-02-12, 08:00)
- Policjanci znaleźli ciało zaginionej Madzi. "Nie powiedziałam detektywowi prawdy" (04-02-12, 00:47)
GALERIA ZDJĘĆ
- "Śpij spokojnie Aniołku". Znicze, zabawki i laurki dla Madzi [ZDJĘCIA] (05-02-12, 17:04)
Według naszych informacji policja chciała przebadać wariografem rodziców półrocznej Madzi z Sosnowca już kilka dni po zgłoszeniu porwania dziecka. Funkcjonariusze ustalili bowiem, że matka nie mówi im prawdy. Sprawdzili logowania jej telefonu komórkowego w momencie zdarzenia i dzięki temu ustalili trasę, jaką wtedy przebyła kobieta. Z danych dostarczonych przez operatora komórkowego wynikało, że kobieta poruszała się bardzo szybko, za szybko jak na spacer z wózkiem. Policjanci zrobili dwa eksperymenty i na każdym sprawdzanym odcinki byli wolniejsi od matki dziewczynki o kilka minut. To wskazywało na to, że kobieta musiała wtedy biec.
Policja już wtedy chciała przebadać rodziców na wariografie. Wynik takiego badania nie jest traktowany w sądzie jako wiarygodny dowód, jeśli jest jedynym dowodem, jednak wielokrotnie pomógł weryfikować prawdomówność przesłuchiwanych. - Prokuratura nie zgodziła się jednak na takie badanie - mówi nasz informator. Z wariografu skorzystał potem detektyw Rutkowski, który przebadał ojca Madzi i oznajmił, że mówi on prawdę. Jednak matka się nie zgodziła na takie badanie. Oficjalnie z powodu złego stanu psychicznego.
Według "Gazety" prokuratura z Sosnowca, która na początku prowadziła sprawę, powołała też niezależnego biegłego psychologa, który na żywo analizował pierwsze oficjalne przesłuchanie matki Madzi. I stwierdził, że przedstawiana przez nią wersja o porwaniu jest wiarygodna, a kobieta nie ma skłonności do konfabulacji. Tymczasem policyjni psychologowie, którzy dostali tylko do przeczytania protokół przesłuchania matki dziewczynki od razu alarmowali, że nie mówi prawdy i ma skłonności do zmyślania. - Zrobili z tego notatkę, którą dołączono do akt sprawy - mówi nasz informator. Kiedy sprawę przejęła prokuratura okręgowa w Katowicach współpraca z policją była już wzorcowa.
Czy ta zbytnia wiara w prawdomówność matki Madzi miała wpływ na przebieg śledztwa? Na pewno przyjęcie policyjnej wersji nie uratowałoby dziewczynki, której - jak już teraz wiadomo - ciało matka 24 stycznia porzuciła w parku w Sosnowcu. Być może przyśpieszyłoby jednak jej zatrzymanie. 29 stycznia policja miała już bowiem pewność, że mama dziewczynki gra. Po konferencji prasowej, na której z płaczem apelowała do porywaczy o oddanie dziecka, poszła do kina na horror. Nie wiedziała tylko, że dwa rzędy za nią siedzą śledzący ją policjanci. Funkcjonariusze chcieli, żeby kobieta dojrzała emocjonalnie do wyjawienia prawdy o losach córki.
Matka dziewczynki została zatrzymana 2 lutego po tym, jak wyjawiła Rutkowskiemu, że córka wypadła jej z ręki, upadła i nie dawała znaku życia. Ze strachu wymyśliła więc wersję porwania. Detektyw wskazał policji miejsce rzekomego ukrycia zwłok Madzi. Nic tam jednak nie znaleziono. Dopiero policjantkom z wydziału kryminalnego udało się nakłonić kobietę do wyjawienia, gdzie jest ciało. Znaleziono je w parku, półtora kilometra od miejsca wskazanego przez Rutkowskiego.
W poniedziałek w zakładzie medycyny sądowej zostanie przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki. Od jej wyników będą zależały dalsze losy matki Madzi. Na razie jest podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci córki. Jeśli patolog potwierdzi, że dziewczynka zmarła z wyziębienia, a nie w wyniku obrażeń wewnętrznych, zarzuty zostaną zmienione.
Policja już wtedy chciała przebadać rodziców na wariografie. Wynik takiego badania nie jest traktowany w sądzie jako wiarygodny dowód, jeśli jest jedynym dowodem, jednak wielokrotnie pomógł weryfikować prawdomówność przesłuchiwanych. - Prokuratura nie zgodziła się jednak na takie badanie - mówi nasz informator. Z wariografu skorzystał potem detektyw Rutkowski, który przebadał ojca Madzi i oznajmił, że mówi on prawdę. Jednak matka się nie zgodziła na takie badanie. Oficjalnie z powodu złego stanu psychicznego.
Według "Gazety" prokuratura z Sosnowca, która na początku prowadziła sprawę, powołała też niezależnego biegłego psychologa, który na żywo analizował pierwsze oficjalne przesłuchanie matki Madzi. I stwierdził, że przedstawiana przez nią wersja o porwaniu jest wiarygodna, a kobieta nie ma skłonności do konfabulacji. Tymczasem policyjni psychologowie, którzy dostali tylko do przeczytania protokół przesłuchania matki dziewczynki od razu alarmowali, że nie mówi prawdy i ma skłonności do zmyślania. - Zrobili z tego notatkę, którą dołączono do akt sprawy - mówi nasz informator. Kiedy sprawę przejęła prokuratura okręgowa w Katowicach współpraca z policją była już wzorcowa.
Czy ta zbytnia wiara w prawdomówność matki Madzi miała wpływ na przebieg śledztwa? Na pewno przyjęcie policyjnej wersji nie uratowałoby dziewczynki, której - jak już teraz wiadomo - ciało matka 24 stycznia porzuciła w parku w Sosnowcu. Być może przyśpieszyłoby jednak jej zatrzymanie. 29 stycznia policja miała już bowiem pewność, że mama dziewczynki gra. Po konferencji prasowej, na której z płaczem apelowała do porywaczy o oddanie dziecka, poszła do kina na horror. Nie wiedziała tylko, że dwa rzędy za nią siedzą śledzący ją policjanci. Funkcjonariusze chcieli, żeby kobieta dojrzała emocjonalnie do wyjawienia prawdy o losach córki.
Matka dziewczynki została zatrzymana 2 lutego po tym, jak wyjawiła Rutkowskiemu, że córka wypadła jej z ręki, upadła i nie dawała znaku życia. Ze strachu wymyśliła więc wersję porwania. Detektyw wskazał policji miejsce rzekomego ukrycia zwłok Madzi. Nic tam jednak nie znaleziono. Dopiero policjantkom z wydziału kryminalnego udało się nakłonić kobietę do wyjawienia, gdzie jest ciało. Znaleziono je w parku, półtora kilometra od miejsca wskazanego przez Rutkowskiego.
W poniedziałek w zakładzie medycyny sądowej zostanie przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki. Od jej wyników będą zależały dalsze losy matki Madzi. Na razie jest podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci córki. Jeśli patolog potwierdzi, że dziewczynka zmarła z wyziębienia, a nie w wyniku obrażeń wewnętrznych, zarzuty zostaną zmienione.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
69 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



