Poszukiwania Madzi z Sosnowca dzień po dniu

ata
03.02.2012 , aktualizacja: 04.02.2012 08:59
A A A Drukuj
Mała Madzia miała być porwana z wózka. Jej poszukiwania śledziła cała Polska Fot. archiwum rodzinne Mała Madzia miała być porwana z wózka. Jej poszukiwania śledziła cała Polska
Dziewczynka zniknęła 24 stycznia
24 stycznia

Po godz. 18 policja otrzymuje zgłoszenie o porwaniu dziewczynki w Sosnowcu. Zrozpaczona matka twierdzi, że ktoś ją zaatakował i uderzył w tył głowy. Gdy się ocknęła, w wózku nie było jej córki.

25 stycznia

Policja poszukuje dziecka, komendant policji w Sosnowcu wyznacza 5 tys. zł nagrody za wskazanie porywacza. W miejscu rzekomego porwania przeprowadzono dwie wizje lokalne z udziałem mamy dziewczynki.

26 stycznia

Druga doba poszukiwań dziecka. Rodzice Magdy, ich rodzina i znajomi rozwieszają plakaty ze zdjęciem dziewczynki. Sosnowiecki magistrat dokłada kolejne 5 tys. zł do nagrody dla osoby, która wskaże miejsce pobytu dziecka. Po południu śledztwo w sprawie poszukiwań przejmuje Prokuratura Okręgowa w Katowicach.

27 stycznia

Magdy szuka 70 policjantów i psy tropiące. - Niech mi oddadzą Magdunię. Przecież była naszą perełką - matka dziecka zwraca się za pośrednictwem telewizji i radia bezpośrednio do porywaczy, którzy mieli uprowadzić jej córkę. Zdjęcia Magdy wiszą na słupach w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej, Będzinie, Czeladzi. Pojawiają się także w innych miastach województwa. Najczęściej w sklepach i autobusach. W akcję poszukiwania dziecka włącza się detektyw Krzysztof Rutkowski.

28 stycznia

Trwają poszukiwania. O uwolnienie Madzi apelują do porywaczy biskupi, a psycholog policyjny prosi, by oddać dziecko do najbliższego okna życia. Detektyw Rutkowski wierzy, że uda się znaleźć dziewczynkę.

29 stycznia

Detektyw Rutkowski podczas konferencji prasowej, na której obecni są rodzice i dziadkowie Magdy, gwarantuje porywaczom, że jak tylko dziewczynka wróci cała i zdrowa do rodziców, otrzymają obiecaną nagrodę, a rodzina wycofa wniosek o ich ściganie.

30 stycznia

Trwają przesłuchania kolejnych świadków w sprawie. Nagroda za odnalezienie Magdy wynosi już 130 tys. zł. To pieniądze oferowane przez policję, samorząd i prywatnych darczyńców.

31 stycznia

Mimo intensywnych poszukiwań i przesłuchań kolejnych świadków żaden trop nie prowadzi do porywaczy Magdy.

1 lutego

Matka dziecka została po raz kolejny przesłuchana. Nie udało się ustalić, gdzie przebywa mała Magda.

2 lutego

Detektyw Rutkowski na godz. 14.30 zwołuje konferencję prasową, podczas której oświadcza, że badania DNA dziecka i ojca, przeprowadzone w Polsce i Austrii potwierdzają, że to Bartek jest biologicznym ojcem Madzi. Ojciec dziecka poddał się także badaniu na wariografie. Zdaniem Rutkowskiego wynik był dla niego pozytywny. Matka dziecka nie zgodziła się na to badanie, tłumacząc się kiepskim stanem psychicznym.

Przed północą Rutkowski informuje media, że Madzia nie żyje, a miejsce porzucenia zwłok wskazała jej matka. Miały leżeć pod drzewem nad Czarną Przemszą. Matka miała przyznać się Rutkowskiemu, że Madzia zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku - wypadła jej z rąk i uderzyła głową o próg. Tuż po północy kobieta zostaje zatrzymana i przewieziona na komendę w Katowicach.

3 lutego

Godz. 1.30 okazuje się, że w miejscu wskazanym przez matkę leży zawiniątko, ale wezwana na miejsce policja nie znajduje w nim ciała. Po godz. 2 przerwano dalsze poszukiwania ciała, wznowiono je o godz. 7.30. Teren przeczesywano do godz. 17, pomagały psy i georadar.

W tym samym czasie zeznania w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach składał detektyw Rutkowski. Wcześniej na konferencji prasowej po raz kolejny powtórzył swoją wersję wydarzeń. Krótko przed godziną godz. 17 Mariusz Łączny z Prokuratury Okręgowej w Katowicach powiedział, że oprócz Rutkowskiego w charakterze świadka przesłuchano także Bartka, ojca dziecka.

Przed godz. 23 matka Magdy wskazała dokładne miejsce, w którym zostawiła ciało Magdy. Jak nam powiedział podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji, matka powiedziała policjantom o miejscu ukrycia dziecka nie podczas przesłuchania, ale spokojnej rozmowy. Wtedy policjanci natychmiast pojechali z nią do Sosnowca. Kobieta wskazała dokładne miejsce ukrycia zwłok córki. To miejsce oddalone mniej więcej o 1,5 km od wskazywanego wcześniej przez kobietę detektywowi Krzysztofowi Rutkowskiemu punktu. Na tyłach hali przy ul. Żeromskiego, w rogu budynku, pod stertą liści i kamieni, policjanci znaleźli ciało półrocznej dziewczynki.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 37 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy