Policja wciąż nie znalazła ciała Madzi. Poszukiwania przerwane
03.02.2012
, aktualizacja: 03.02.2012 19:49
Policjanci w trakcie przeszukiwania terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę
W czwartek przed północą detektyw Krzysztof Rutkowski poinformował media, że odnalazł ciało półrocznej Magdy. Ale gdy na miejsce dotarli śledczy, w pakunku, w którym miały być zwłoki dziewczynki, była tylko kurtka.

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
W piątek rano policja wznowiła przeszukiwanie terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
W piątek rano policja wznowiła przeszukiwanie terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
- Poszukiwania Madzi z Sosnowca dzień po dniu (03-02-12, 20:15)
- "Gdyby teraz ta dziewczyna wyszła tu na ulicę, to by jej krzywdę zrobili" (03-02-12, 16:42)
- Rutkowski superstar. Detektyw bez licencji, który chce być gwiazdą (03-02-12, 13:01)
- Psycholog: Matka wymyśliła porwanie, by chronić siebie (03-02-12, 10:49)
- Jaki blef złamał matkę Magdy? Rutkowski demaskuje oszustwo (03-02-12, 09:22)
- Poszukiwana Magda nie żyje. Matka: To był wypadek (02-02-12, 23:25)
Rutkowski przyjechał nad Czarną Przemszę. To odludne miejsce, porośnięte chaszczami, w rejonie ulicy Ceglanej. Mówił, że wymyślona przez niego gra operacyjna, złamała matkę Madzi i sprawiła, w czwartek wieczorem przyznała się do porzucenia zwłok. - Zainscenizowaliśmy przed nią scenkę, rodzaj psychodramy - opowiadał Rutkowski. - Dwóch moich ludzi z zaskoczenia podjechało samochodem. Wysiedli, podeszli do matki sprawiając wrażenie, że wszystko wiedzą, bo mają najświeższe informacje. Powiedzieli wprost "Pani Kasiu, mamy dwóch niezależnych świadków, którzy widzieli, jak sama kładła się pani na asfalcie. W pobliżu nie było żadnego napastnika". Przestraszyła się, ale po chwili się załamała i opowiedziała prawdę. W rzeczywistości takich świadków nie mieliśmy, to był nasz blef - wyjawił nam w nocy Rutkowski.
Matka Madzi miała mu powiedzieć, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Magda wyślizgnęła się z kocyka i uderzyła głową o próg. Twierdzi, że wyszła z domu z nieżyjącym już dzieckiem i zostawiła je pod drzewem nad rzeką. Rutkowski poinformował, że w miejscu wskazanym przez matkę znalazł dziecko. Zawiadomił policję.
Na miejsce przyjechała ekipa śledczych. Pod drzewem znaleziono pakunek, w którym była kurtka, ale ciała dziecka nie było.
Policja obstawiła teren, sprowadzono 30 funkcjonariuszy i psa tropiącego. - Nie podjął śladu. Jak tylko zrobi się wystarczająco jasno, czyli około 8-9 wznowimy poszukiwania zwłok - mówił o godz. 3 w nocy Adam Jachimczak z biura prasowego śląskiej policji. Matka Magdy była już w tym czasie w komendzie wojewódzkiej policji w Katowicach. Śledczy nie mogli jej jednak przesłuchać ze względu na jej zły stan psychiczny. - Została zatrzymana. Jest podejrzewana o dokonanie czynu, do którego miała się przyznać detektywowi Rutkowskiemu. Musimy to jednak zweryfikować - podkreślał nadkomisarz Andrzej Świeboda z KWP. Śląscy policjanci oświadczyli jednocześnie, że nie ma żadnych dowodów, które potwierdziłyby wersję matki. Nadal rozsyłali zdjęcia Magdy oraz jej rysopis. - Nadal nie wykluczamy żadnej z wersji zdarzeń - mówili.
Przez cały piątek trwały poszukiwania ciała dziecka. Na teren ponownie wprowadzono psa tropiącego, przyjechał też biegły z georadarem. To urządzenie, dzięki któremu można ustalić, w którym miejscu ziemia była ostatnio wzruszana. - Jeśli nie zdoła zakończyć przeczesywania terenu dziś, będzie kontynuował pracę w sobotę - powiedział nam tuż przed godz. 16 podinspektor Andrzej Gąska.
W tym samym czasie zeznania w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach składał detektyw Rutkowski. Wcześniej na konferencji prasowej po raz kolejny powtórzył swoją wersję wydarzeń. Krótko przed godziną godz. 17 Mariusz Łączny z Prokuratury Okręgowej w Katowicach powiedział, że oprócz Rutkowskiego w charakterze świadka przesłuchano także Bartka, ojca dziecka. Nie chciał mówić o szczegółach. Wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie przesłuchana matka. Łączny dodał, że kurtkę, którą znaleziono nad rzeką przekazano do badań.
Poszukiwania dziecka zostały przerwane w piątek o godz. 17. - Zapada zmrok, nie możemy ryzykować pomyłki. Ponownie przeszukamy okolicę w sobotę. Jeszcze raz zostanie użyty georadar - powiedział mł. asp. Sebastian Fabiański, z biura prasowego śląskiej policji.
W piątek wieczorem podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji, powiedział nam, że zawiniątko, które znaleziono nad rzeką to kurtka o kilka rozmiarów za duża na Magdę. - Ze wstępnych oględzin wynika, że nie ma ona związku ze sprawą zaginionej dziewczynki, ale oczywiście zostanie ona jeszcze zbadana - mówi. Dodał, że wbrew temu co mówił Rutkowski, na miejscu nie znaleziono żadnych śpiochów.
Matka Madzi miała mu powiedzieć, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Magda wyślizgnęła się z kocyka i uderzyła głową o próg. Twierdzi, że wyszła z domu z nieżyjącym już dzieckiem i zostawiła je pod drzewem nad rzeką. Rutkowski poinformował, że w miejscu wskazanym przez matkę znalazł dziecko. Zawiadomił policję.
Na miejsce przyjechała ekipa śledczych. Pod drzewem znaleziono pakunek, w którym była kurtka, ale ciała dziecka nie było.
Policja obstawiła teren, sprowadzono 30 funkcjonariuszy i psa tropiącego. - Nie podjął śladu. Jak tylko zrobi się wystarczająco jasno, czyli około 8-9 wznowimy poszukiwania zwłok - mówił o godz. 3 w nocy Adam Jachimczak z biura prasowego śląskiej policji. Matka Magdy była już w tym czasie w komendzie wojewódzkiej policji w Katowicach. Śledczy nie mogli jej jednak przesłuchać ze względu na jej zły stan psychiczny. - Została zatrzymana. Jest podejrzewana o dokonanie czynu, do którego miała się przyznać detektywowi Rutkowskiemu. Musimy to jednak zweryfikować - podkreślał nadkomisarz Andrzej Świeboda z KWP. Śląscy policjanci oświadczyli jednocześnie, że nie ma żadnych dowodów, które potwierdziłyby wersję matki. Nadal rozsyłali zdjęcia Magdy oraz jej rysopis. - Nadal nie wykluczamy żadnej z wersji zdarzeń - mówili.
Przez cały piątek trwały poszukiwania ciała dziecka. Na teren ponownie wprowadzono psa tropiącego, przyjechał też biegły z georadarem. To urządzenie, dzięki któremu można ustalić, w którym miejscu ziemia była ostatnio wzruszana. - Jeśli nie zdoła zakończyć przeczesywania terenu dziś, będzie kontynuował pracę w sobotę - powiedział nam tuż przed godz. 16 podinspektor Andrzej Gąska.
W tym samym czasie zeznania w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach składał detektyw Rutkowski. Wcześniej na konferencji prasowej po raz kolejny powtórzył swoją wersję wydarzeń. Krótko przed godziną godz. 17 Mariusz Łączny z Prokuratury Okręgowej w Katowicach powiedział, że oprócz Rutkowskiego w charakterze świadka przesłuchano także Bartka, ojca dziecka. Nie chciał mówić o szczegółach. Wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie przesłuchana matka. Łączny dodał, że kurtkę, którą znaleziono nad rzeką przekazano do badań.
Poszukiwania dziecka zostały przerwane w piątek o godz. 17. - Zapada zmrok, nie możemy ryzykować pomyłki. Ponownie przeszukamy okolicę w sobotę. Jeszcze raz zostanie użyty georadar - powiedział mł. asp. Sebastian Fabiański, z biura prasowego śląskiej policji.
W piątek wieczorem podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji, powiedział nam, że zawiniątko, które znaleziono nad rzeką to kurtka o kilka rozmiarów za duża na Magdę. - Ze wstępnych oględzin wynika, że nie ma ona związku ze sprawą zaginionej dziewczynki, ale oczywiście zostanie ona jeszcze zbadana - mówi. Dodał, że wbrew temu co mówił Rutkowski, na miejscu nie znaleziono żadnych śpiochów.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


