Mama Madzi: Miałam intuicję, że ten mężczyzna mnie śledzi

Witold Gałązka
29.01.2012 , aktualizacja: 29.01.2012 16:33
A A A Drukuj
Rodzice małej Magdy i detektyw Krzysztof Rutkowski Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Rodzice małej Magdy i detektyw Krzysztof Rutkowski
- Wiem, że niektórzy mnie wyśmiewają, że intuicja to żaden dowód, ale wtedy, pchając przed sobą wózek, ja miałam intuicję, że ktoś za mną idzie! Bałam się - w rozmowie z "Gazetą" Katarzyna Waśniewska, mama półrocznej Madzi porwanej we wtorek wieczorem w Sosnowcu, tłumaczy, dlaczego zapamiętała tajemniczego mężczyznę w jasnej kurtce z kapturem.
Rodzice Madzi apelują do porywacza: Obiecujemy całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda nam dziecko
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Rodzice Madzi apelują do porywacza: Obiecujemy całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda nam dziecko
- Nie pamiętam uderzenia, tylko nagle czerń przed oczami, jakby się urwał film - mówi Katarzyna Waśniewska
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
- Nie pamiętam uderzenia, tylko nagle czerń przed oczami, jakby się urwał film - mówi Katarzyna Waśniewska
Półroczna Magda zniknęła we wtorek 24 stycznia po godz. 18 z wózka na ul. Legionów w Sosnowcu
fot. materiały policji
Półroczna Magda zniknęła we wtorek 24 stycznia po godz. 18 z wózka na ul. Legionów w Sosnowcu
ZOBACZ TAKŻE
Kasia jak zwykle miała w tym dniu do pokonania około trzech kilometrów z wynajmowanego mieszkania przy ul. Floriańskiej do bloku swojej mamy przy ul. Wesołej (tuż obok ul. Legionów, w miejscu, gdzie po raz ostatni widziała przed sobą dziecko w wózku). Młodzi rodzice nie dorobili się samochodu i Kasia musiała pchać wózek pieszo. - Bartek [tata Madzi - przyp. red.] był chory, dzień wcześniej lekarz wykrył, że ma początki zapalenia oskrzeli, był przemęczony, bo w dzień dorabia na budowach a po powrocie kończy remont naszego mieszkania. Ja także padałam już ze zmęczenia. Babcia wzięła urlop i uzgodniliśmy, że na jeden dzień córeczka zostanie u niej, żebyśmy mogli wykurować się - tłumaczy Katarzyna.

Trasę jaką przeszła zrekonstruowano już dwukrotnie (w środę zrobili to prokuratorzy, dzień później ludzie detektywa Rutkowskiego). Kobieta szła ul. Żeromskiego, tunelem pod ul. 3 Maja, potem oświetlonym chodnikiem wzdłuż Parku Sieleckiego, minęła tył magistratu i dworzec autobusowy, skręciła w ul. Anieli Urbanowicz. Po raz pierwszy podejrzanego mężczyznę zauważyła już na ul. Żeromskiego, blisko komisariatu policji. - Coś mnie tknęło, zatrzymałam się, odwróciłam głowę a wtedy on zwolnił krok, patrzył w ziemię spod nasuniętego kaptura - wspomina matka.

Nie pamiętam uderzenia

22-latka bała się, że osobnik poluje na nią, nawet nie pomyślała, że może chodzić o dziecko w wózku. Drugi raz przestraszyła się widząc tego samego mężczyznę w odległości około 150 metrów pod liceum im. Emilii Plater. Nie skręcała do parku, by być wśród przechodniów, przyspieszyła, rozglądała się, ale mężczyzny już nie widziała. Z ul. Urbanowicz skręciła w osiedle dziesięciopiętrowych wieżowców, by prostą ścieżką pod blokami dojść na ul. Wesołą do mamy. Po przejściu mostkiem nad Przemszą za przedszkolem widziała już z dala blok babci. Wcześniej dzwoniła do brata, który miał pomóc wtaszczyć wózek z dzieckiem na drugie piętro. - Nie pamiętam uderzenia, tylko nagle czerń przed oczami, jakby się urwał film - Katarzyna nie ma na głowie większych obrażeń, przypuszcza, że jeśli cios zadano jej w potylicę, to gęsto spięty w tym miejscu kok, który nosi i dodatkowo kaptur puchowej kurtki, jaki miała na głowie, mogły zminimalizować urazy. - Nie wykluczam, że napastnik nie bił, tylko użył na przykład gazu, narkozy - dodaje Krzysztof Rutkowski analizując przebieg zajścia.

Ambulans z Kasią, której udzielano pomocy, czekał dość długo na przyjazd pierwszych policjantów. Przez telefon z karetki w niezbornych słowach rozmawiała z mężem. - Czy pan sobie wyobraża, co ja poczułam w tym momencie, gdy zobaczyłam ten wózek pusty?! - wybucha płaczem. Wyrywała się ratownikom, szarpała, chciała wyjść, błagała, żeby szukano dziecka. - Muszę dać pani zastrzyk - zdecydował ratownik aplikując domięśniowo dawkę relanium. - Byłam kompletnie otępiała, gdy policjanci wypytywali, co się stało - pamięta mama Madzi.

Policja prosi o pomoc

Madzia mierzy 60-70 cm, ma oliwkowe oczy, ciemnobrązowe włosy i wyrzynającą się dolną jedynkę. Dziewczynka w chwili porwania miała na sobie różową czapkę z białym trójkątem z przodu, dwuczęściowy pluszowy komplet koloru beżowego zapinany na zamek i białe rękawiczki. Wraz z dzieckiem zniknął różowy kocyk w różnokolorowe misie.

Policja prosi o pomoc wszystkie osoby, które widziały osobę z podobnym dzieckiem, lub mogą posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Kontakt: tel. 32 296 12 55, lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 122 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów