Poszukiwania półrocznej Magdy trwają. 10 tys. zł nagrody
24.01.2012
, aktualizacja: 25.01.2012 19:08
Gigantyczne poszukiwania sześciomiesięcznej dziewczynki, która miała zostać porwana z wózka w Sosnowcu nie przyniosły efektu. Za pomoc w odnalezieniu dziecka wyznaczono nagrodę, 10 tysięcy złotych.

fot. materiały policji
Półroczna Magda

fot. materiały policji
Półroczna Magda zmarła we wtorek 24 stycznia

fot. materiały policji
Półroczna Magda zniknęła we wtorek 24 stycznia po godz. 18 z wózka na ul. Legionów w Sosnowcu

fot. materiały policji
Dziewczynka z różowym kocykiem, który zniknął wraz z nią
ZOBACZ TAKŻE
- Biskup prosi o modlitwę i pomoc w poszukiwaniach półrocznej Madzi (28-01-12, 13:19)
- Psycholog do porywacza: zanieś Magdę do okna życia (27-01-12, 21:08)
- Krzysztof Rutkowski szuka półrocznej Madzi. "Na sto procent odnajdzie się zdrowa i żywa" (27-01-12, 06:00)
- Matka sześciomiesięcznej zaginionej Magdy: "Szedł za mną wysoki mężczyzna" (26-01-12, 11:43)
- Policja przeczesuje miasto. Po Madzi wciąż nie ma śladu (26-01-12, 08:32)
Sześciomiesięczna dziewczynka miała zostać porwana we wtorek po godz. 18 z wózka na ul. Legionów w Sosnowcu. Początkowo policja twierdziła, że idącą z wózkiem 22-letnią matkę niemowlęcia ktoś zaatakował. Teraz wiadomo już, że napadu nie było, a kobieta z niewyjaśnionych powodów straciła przytomność. Kiedy się ocknęła córeczki nie było już w wózku.
Policji nie udało się jej we wtorek przesłuchać. Podczas krótkiej rozmowy kobieta twierdziła jednak, że szła z dziewczynką do mamy, potem, że do pracy. Kiedy jednak okazało się, że jest bezrobotna, powiedziała, że właśnie szła szukać pracy. - To dziwne, ale to może być efekt głębokiego szoku - mówił nam jeden z oficerów policji. Kobieta twierdziła, że nie pamięta, dlaczego upadła, nie widziała też nikogo przy wózku.
Nocna akcja
W nocne poszukiwania niemowlęcia zaangażowano kilkuset policjantów z całej aglomeracji katowickiej, którzy z latarkami i psami tropiącymi przetrząsnęli Sosnowiec do góry nogami. W akcję włączyli się także strażacy, którzy w środę z łódki przeszukiwali pobliską rzekę - Czarną Przemszę. Bezskutecznie. Nikt nie wie, gdzie może być dziewczynka. I dlaczego ktoś ja porwał.
Porwanie?
Do porwania dziecka miało dojść o godz. 18 na ścieżce pomiędzy dwoma 10-piętrowymi wieżowcami. To bardzo spokojna okolica, obok przedszkole, dużo mam z wózkami. Ludzie mówią, że nigdy nie było tu napadów, nie kręcą się podejrzani osobnicy. Stanisława Zarzycka, emerytka mieszkająca w bloku z widokiem na to miejsce mówi, że jeż wczoraj policjanci wieczorem chodzili po mieszkaniach i przepytywali mieszkańców, ale nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Miejsce jest oświetlone dwiema latarniami, które migają i co jakiś czas gasną.
50 metrów od ścieżki na której matka straciła dziecko jest całodobowy sklep spożywczy, w którym ludzie od rana komentują sytuację. Sprzedawczynie nawet nie chcą powtarzać opowieści jakich wysłuchują, bo ludzie plotkują, że dziecko porwano na organy, żeby sprzedać za granicą, a one uważają, że są to bzdury.
Matkę dziecka Kasię, znają od dziecka. Razem z mężem Bartkiem, często robili zakupy w tym sklepie, po urodzeniu dziewczynki dziecko przebywało u babci, przy ulicy Wesołej, kilkadziesiąt metrów za sklepem. Wszyscy sąsiedzi na osiedlu są pewni, że Kasia jak zwykle szła do swojej mamy. Wspominają, że dziecko było śliczne, ale na początku miało problemy ze zdrowiem, bo urodziło się jako wcześniak, a Kasia jest bardzo drobniutka i nie wygląda na swoje 22 lata.
Dotarliśmy do babci dziewczynki. W drzwiach stanęła 50-letnia zapłakana kobieta. Była w nocy szpitalu św. Barbary u córki. Lekarze nie stwierdzili u 22-latki obrażeń i rano wypisali ją ze szpitala. Dziewczyna mówiła swojej mamie, że dostała potężny cios w głowę i dlatego straciła przytomność.
Babcia dziecka bardzo się boi, żeby o całej sprawie nie dowiedziała się jej mama, prababcia niemowlęcia, która jest bardzo chora. Mówi, że byłaby druga tragedia w rodzinie. Powiedziała nam, że wczoraj wieczorem czekała na córkę w domu, wzięła sobie nawet urlop i miała z dzieckiem zostać. Rodzice dziewczynki wynajęli dwa miesiące temu malutkie mieszkanie w tzw. trójkącie bermudzkim, przy ul. Racławickiej. - Bardzo im się tam nie podobało, ale nie mieli wyjścia, było tanio, mieli poważne problemy finansowe. Bardzo się kochali, nie było między nimi konfliktów ani nieporozumień - mówi babcia Madzi.
10 tysięcy złotych nagrody
Policja ufundowała nagrodę za pomoc w odnalezieniu dziecka - 5 tys. złotych. Później nagrodę podwoił sosnowiecki urząd miasta.
Mirosław Miszuda, szef Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ, która wszczęła postępowanie w sprawie: - Nie wiemy, gdzie jest dziecko, kto jest porwał i jaki miał motyw. Sprawdzamy też, czy to na pewno było porwanie, bo ten fakt również wymaga potwierdzenia. Więcej dowiemy się, być może, po przesłuchaniu matki. Sprawcy może grozić do trzech lat więzienia.
Przed południem na miejscu odbyła się wizja lokalna. Po południu, gdy rodzice zeznawali w prokuraturze.
Poszukiwania trwają
Madzi szukają nie tylko policjanci, ale też internauci. Na portalach społecznościowych publikują zdjęcie dziewczynki, wrzucone do sieci przez jej ojca wraz z podaną przez niego informacją, że porywacz ubrany był w białą, puchową kurtkę z czarnym paskiem oraz czarne spodnie i ciemne buty.
W miejscu, w którym miało zniknąć dziecko nie było monitoringu. Jak dowiedziała się "Gazeta" policja poprosiła o nagrania z kilkunastu godzin z innych miejsc w Sosnowcu. Przeglądane są nagrania od godz. 17 (do zdarzenia opisywanego przez matkę doszło o godz. 18) do godz. 5 rano. Policjanci szukają porywacza. Jak nieoficjalnie powiedział nam jeden ze strażników miejskich przeglądane są także nagrania z 13 godzin przed zdarzeniem. 1. Śledczy próbują zrekonstruować, co robiła matka, która w ciągu dnia spacerowała z wózkiem po Sosnowcu.
Mieszkańcy Sosnowca w szoku
Z ustaleń policji wynika, że między rodzicami Madzi nie było konfliktu. Niedawno wzięli ślub i cieszyli się z narodzin dziecka. Potwierdza to mężczyzna, który zna z dzieciństwa Bartłomieja, ojca Magdy. - Kiedy urodziła mu się córka, w internecie zamieścił jej zdjęcia, podpisał: "moje słonko kochane". Jego żonę widziałem też tylko na zdjęciach w sieci, bo od dawna nie utrzymujemy z Bartkiem bliższych kontaktów. Wiem tylko, że studiował na Uniwersytecie i Śląskim i działał w sosnowieckim bractwie rycerskim - mówi mężczyzna.
Tymczasem mieszkańcy Sosnowca nie mogą wyjść z szoku. - Okolica nie jest tutaj zbyt ciekawa, zdarzało się, że jakieś łobuzy kogoś zaczepiły, żeby wyciągnąć parę złotych na piwo, ale żeby porwać niemowlę? To się w głowie nie mieści! - mówi Janusz Machurski, mieszkający przy Legionów od 30 lat.
Wtóruje mu Jagoda Falis, której córka jest w wieku Madzi. - Nie wyobrażam sobie nawet, co muszą czuć rodzice. Taka tragedia. Oby dziewczynka odnalazła się cała i zdrowa - mówi pani Jagoda.
- Wersja okupu też raczej odpada, bo 22-latka i jej mąż nie są majętni - mówi policja.
Policja prosi o pomoc
Dziecko mierzy 60-70 cm, ma oliwkowe oczy, ciemnobrązowe włosy i wyrzynającą się dolną jedynkę. Dziewczynka w chwili porwania miała na sobie różową czapkę z białym trójkątem z przodu, dwuczęściowy pluszowy komplet koloru beżowego zapinany na zamek i białe rękawiczki. Wraz z dzieckiem zniknął różowy kocyk w różnokolorowe misie.
Policja prosi o pomoc wszystkie osoby, które widziały osobę z podobnym dzieckiem, lub mogą posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Kontakt: tel. 32 296 12 55, lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997.
Policji nie udało się jej we wtorek przesłuchać. Podczas krótkiej rozmowy kobieta twierdziła jednak, że szła z dziewczynką do mamy, potem, że do pracy. Kiedy jednak okazało się, że jest bezrobotna, powiedziała, że właśnie szła szukać pracy. - To dziwne, ale to może być efekt głębokiego szoku - mówił nam jeden z oficerów policji. Kobieta twierdziła, że nie pamięta, dlaczego upadła, nie widziała też nikogo przy wózku.
Nocna akcja
W nocne poszukiwania niemowlęcia zaangażowano kilkuset policjantów z całej aglomeracji katowickiej, którzy z latarkami i psami tropiącymi przetrząsnęli Sosnowiec do góry nogami. W akcję włączyli się także strażacy, którzy w środę z łódki przeszukiwali pobliską rzekę - Czarną Przemszę. Bezskutecznie. Nikt nie wie, gdzie może być dziewczynka. I dlaczego ktoś ja porwał.
Porwanie?
Do porwania dziecka miało dojść o godz. 18 na ścieżce pomiędzy dwoma 10-piętrowymi wieżowcami. To bardzo spokojna okolica, obok przedszkole, dużo mam z wózkami. Ludzie mówią, że nigdy nie było tu napadów, nie kręcą się podejrzani osobnicy. Stanisława Zarzycka, emerytka mieszkająca w bloku z widokiem na to miejsce mówi, że jeż wczoraj policjanci wieczorem chodzili po mieszkaniach i przepytywali mieszkańców, ale nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Miejsce jest oświetlone dwiema latarniami, które migają i co jakiś czas gasną.
50 metrów od ścieżki na której matka straciła dziecko jest całodobowy sklep spożywczy, w którym ludzie od rana komentują sytuację. Sprzedawczynie nawet nie chcą powtarzać opowieści jakich wysłuchują, bo ludzie plotkują, że dziecko porwano na organy, żeby sprzedać za granicą, a one uważają, że są to bzdury.
Matkę dziecka Kasię, znają od dziecka. Razem z mężem Bartkiem, często robili zakupy w tym sklepie, po urodzeniu dziewczynki dziecko przebywało u babci, przy ulicy Wesołej, kilkadziesiąt metrów za sklepem. Wszyscy sąsiedzi na osiedlu są pewni, że Kasia jak zwykle szła do swojej mamy. Wspominają, że dziecko było śliczne, ale na początku miało problemy ze zdrowiem, bo urodziło się jako wcześniak, a Kasia jest bardzo drobniutka i nie wygląda na swoje 22 lata.
Dotarliśmy do babci dziewczynki. W drzwiach stanęła 50-letnia zapłakana kobieta. Była w nocy szpitalu św. Barbary u córki. Lekarze nie stwierdzili u 22-latki obrażeń i rano wypisali ją ze szpitala. Dziewczyna mówiła swojej mamie, że dostała potężny cios w głowę i dlatego straciła przytomność.
Babcia dziecka bardzo się boi, żeby o całej sprawie nie dowiedziała się jej mama, prababcia niemowlęcia, która jest bardzo chora. Mówi, że byłaby druga tragedia w rodzinie. Powiedziała nam, że wczoraj wieczorem czekała na córkę w domu, wzięła sobie nawet urlop i miała z dzieckiem zostać. Rodzice dziewczynki wynajęli dwa miesiące temu malutkie mieszkanie w tzw. trójkącie bermudzkim, przy ul. Racławickiej. - Bardzo im się tam nie podobało, ale nie mieli wyjścia, było tanio, mieli poważne problemy finansowe. Bardzo się kochali, nie było między nimi konfliktów ani nieporozumień - mówi babcia Madzi.
10 tysięcy złotych nagrody
Policja ufundowała nagrodę za pomoc w odnalezieniu dziecka - 5 tys. złotych. Później nagrodę podwoił sosnowiecki urząd miasta.
Mirosław Miszuda, szef Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ, która wszczęła postępowanie w sprawie: - Nie wiemy, gdzie jest dziecko, kto jest porwał i jaki miał motyw. Sprawdzamy też, czy to na pewno było porwanie, bo ten fakt również wymaga potwierdzenia. Więcej dowiemy się, być może, po przesłuchaniu matki. Sprawcy może grozić do trzech lat więzienia.
Przed południem na miejscu odbyła się wizja lokalna. Po południu, gdy rodzice zeznawali w prokuraturze.
Poszukiwania trwają
Madzi szukają nie tylko policjanci, ale też internauci. Na portalach społecznościowych publikują zdjęcie dziewczynki, wrzucone do sieci przez jej ojca wraz z podaną przez niego informacją, że porywacz ubrany był w białą, puchową kurtkę z czarnym paskiem oraz czarne spodnie i ciemne buty.
W miejscu, w którym miało zniknąć dziecko nie było monitoringu. Jak dowiedziała się "Gazeta" policja poprosiła o nagrania z kilkunastu godzin z innych miejsc w Sosnowcu. Przeglądane są nagrania od godz. 17 (do zdarzenia opisywanego przez matkę doszło o godz. 18) do godz. 5 rano. Policjanci szukają porywacza. Jak nieoficjalnie powiedział nam jeden ze strażników miejskich przeglądane są także nagrania z 13 godzin przed zdarzeniem. 1. Śledczy próbują zrekonstruować, co robiła matka, która w ciągu dnia spacerowała z wózkiem po Sosnowcu.
Mieszkańcy Sosnowca w szoku
Z ustaleń policji wynika, że między rodzicami Madzi nie było konfliktu. Niedawno wzięli ślub i cieszyli się z narodzin dziecka. Potwierdza to mężczyzna, który zna z dzieciństwa Bartłomieja, ojca Magdy. - Kiedy urodziła mu się córka, w internecie zamieścił jej zdjęcia, podpisał: "moje słonko kochane". Jego żonę widziałem też tylko na zdjęciach w sieci, bo od dawna nie utrzymujemy z Bartkiem bliższych kontaktów. Wiem tylko, że studiował na Uniwersytecie i Śląskim i działał w sosnowieckim bractwie rycerskim - mówi mężczyzna.
Tymczasem mieszkańcy Sosnowca nie mogą wyjść z szoku. - Okolica nie jest tutaj zbyt ciekawa, zdarzało się, że jakieś łobuzy kogoś zaczepiły, żeby wyciągnąć parę złotych na piwo, ale żeby porwać niemowlę? To się w głowie nie mieści! - mówi Janusz Machurski, mieszkający przy Legionów od 30 lat.
Wtóruje mu Jagoda Falis, której córka jest w wieku Madzi. - Nie wyobrażam sobie nawet, co muszą czuć rodzice. Taka tragedia. Oby dziewczynka odnalazła się cała i zdrowa - mówi pani Jagoda.
- Wersja okupu też raczej odpada, bo 22-latka i jej mąż nie są majętni - mówi policja.
Policja prosi o pomoc
Dziecko mierzy 60-70 cm, ma oliwkowe oczy, ciemnobrązowe włosy i wyrzynającą się dolną jedynkę. Dziewczynka w chwili porwania miała na sobie różową czapkę z białym trójkątem z przodu, dwuczęściowy pluszowy komplet koloru beżowego zapinany na zamek i białe rękawiczki. Wraz z dzieckiem zniknął różowy kocyk w różnokolorowe misie.Policja prosi o pomoc wszystkie osoby, które widziały osobę z podobnym dzieckiem, lub mogą posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Kontakt: tel. 32 296 12 55, lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
142 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


więcej zdjęć