Ludzie protestują, nie chcą masztu za oknem

Małgorzata Goślińska
23.01.2012 , aktualizacja: 23.01.2012 01:47
A A A Drukuj
Mieszkańcy Rogowa z niepokojem sprawdzają na planie, gdzie będzie w ich wsi stał maszt Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta Mieszkańcy Rogowa z niepokojem sprawdzają na planie, gdzie będzie w ich wsi stał maszt
- To malownicza wieś. Maszt telefonii komórkowej zniszczy krajobraz. Nasze domy stracą wartość - obawiają się mieszkańcy Rogowa w powiecie wodzisławskim. Po dwóch latach bezskutecznej walki zostało im jeszcze Stowarzyszenie Przeciwdziałania Elektroskażeniom
Maszt ma mieć ponad 54 m wysokości i stanie pośród zabudowań, w odległości co najmniej 25 m od domostw. Sołtys Rogowa Halina Zbroja dowiedziała się o tym od wójta Gorzyc w 2009 roku. - Powiadomiłam mieszkańców i od razu zaczęliśmy zbierać podpisy pod protestem - mówi. Zaprotestowało już około 300 ludzi - ci, którzy mieszkają w odległości 2 km od planowanej inwestycji. - Obawiamy się wpływu fal elektromagnetycznych na zdrowie. Maszt zmieni również obraz naszej wsi - mówi Zbroja.

Rogów to malownicza miejscowość z widokiem na Bramę Morawską, nietknięta przemysłem. Leży pod lasem, od którego zresztą wywodzi się nazwa miejscowości. - Mamy tu dużo ptactwa, maszt przetnie im drogi migracyjne i je przepędzi - mówi emerytowana nauczycielka przyrody Urszula Gorzolnik. Jej mąż Józef dodaje: - Maszt ma stanąć 60 m od naszego domu, po drugiej stronie drogi powiatowej. Ale z okien będziemy mieli na niego widok.

W bezpośrednim sąsiedztwie masztu działkę mają Marian i Bernadetta Błędowscy. - Mieszkamy dalej, ale córki miały się tam budować - mówią. Obawiają się, że ich ziemia już straciła na wartości. Dotąd było odwrotnie - do Rogowa sprowadzali się ludzie z powiatowego Wodzisławia i innych miast w poszukiwaniu ciszy i przyrody. Wieś rozwijała się pod względem budownictwa mieszkaniowego.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że działkę pod maszt sprzedał jeden z mieszkańców Rogowa, biznesmen, który prowadzi tutaj m.in. dom weselny. - Nie operatorowi, tylko pewnemu gościowi - wyjaśnia. - Jakiemu gościowi? - dopytuję. - A co to panią obchodzi? Co mnie obchodzi, że pani jest dziennikarzem? Nie muszę się pani zwierzać - ucina biznesmen.

- Teraz to on z nami protestuje, bo wieś się od niego odwraca - mówią mieszkańcy. Tak czy inaczej były właściciel działki nic już nie może zrobić. Urzędnicy również rozkładają ręce. Pani sołtys Zbroja w imieniu mieszkańców pisała do wszystkich, od wójta Gorzyc, przez starostę wodzisławskiego, po wojewodę śląskiego.

- Postępowanie toczy się w starostwie, wójt nie jest władny podejmować decyzję. Nie jesteśmy stroną. Starosta informuje nas tylko o postępowaniu w sprawie wniosku o wydanie pozwolenia na budowę. Na razie jest zawieszone, nie wiemy z jakiego powodu - mówi Wioletta Langrzyk z Urzędu Gminy w Gorzycach.

- Dostaliśmy zażalenie od inwestora na starostę wodzisławskiego, który zawiesił budowę stacji bazowej z powodu wjazdu z działki na drogę, którą zbudował mimo braku pozwolenia na maszt. Naszym zdaniem i jedna, i druga inwestycja nie mają ze sobą nic wspólnego i umorzyliśmy sprawę - mówi Halina Białek-Bizoń, kierowniczka Wydziału Infrastruktury w Wydziale Zamiejscowym Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.

- Nie możemy zabronić budowy masztu, bo naruszylibyśmy prawo. Nie można już nawet wpisać do planu zagospodarowania przestrzennego zakazu takich inwestycji. Ustawa o wspieraniu usług telekomunikacyjnych nakazuje usuwanie takich zapisów. Jeśli budowa spełnia wymogi prawa budowlanego, musimy wydać pozwolenie do 65 dni, bo inaczej zapłacimy karę - mówi Krzysztof Błaszczyk, naczelnik Wydziału Administracji Architektoniczno-Budowlanej w Starostwie Powiatowym w Wodzisławiu.

- Urzędnicy przyjmują to, co im inwestor narysuje, chociaż nikt tych kresek i kółek nie rozumie - mówi Zbigniew Gelzok, założyciel i prezes Stowarzyszenia Przeciwdziałania Elektroskażeniom "Prawo do Życia". Elektryk z Rybnika twierdzi, że wygrał w sądzie niejedną sprawę dotyczącą budowy masztów, w tym jedną w powiecie wodzisławskim, w Gorzycach, gdzie doprowadził do likwidacji nadajników na dachu żłobka. - Zapadły już nawet decyzje rozbiórki masztów - mówi Glezok. - Żaden inwestor nie podaje faktycznego zasięgu ponadnormatywnego oddziaływania pola elektromagnetycznego ani kumulacji tych pól. Prawo nie jest złe, a sędziowie bardziej troszczą się o życie człowieka niż włodarze gmin.

Ze stowarzyszeniem można się skontaktować przez stronę www.prawodozycia.pl

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów