Wyrok na szpital w Knurowie. Odwołania nie będzie
28.10.2011
, aktualizacja: 28.10.2011 00:13
Szpital w Knurowie został sprywatyzowany niezgodnie z prawem - orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach. Władze powiatu nie zamierzają się od tego wyroku odwoływać.
ZOBACZ TAKŻE
- Szpital w Knurowie ratują obniżkami pensji i likwidacją łóżek (10-12-11, 23:32)
- 16 dyrektorów szpitali oskarżonych o łapówki (16-11-11, 23:35)
- Ukryte kolejki do specjalistów (05-11-11, 15:09)
- Solidarność u minister zdrowia (03-11-11, 12:43)
- Lekarka może krytykować kolegów (29-10-11, 14:56)
- Sto tysięcy złotych zadośćuczynienia za bezpłodność (19-10-11, 07:00)
- NFZ posyła chorych do kolejki (18-10-11, 17:00)
- Rosną kolejki do lekarza (19-09-11, 11:17)
Według sądu przepisy nie dają podstaw do likwidacji publicznego zakładu opieki zdrowotnej, jakim był knurowski. Ochrona zdrowia to zadanie samorządu, a skoro tak, to nie może się go wyrzec na rzecz prywatnej spółki.
Podobne wyroki zapadały już wcześniej, m.in. w sprawie wydzierżawienia szpitali w Blachowni oraz w Pszczynie, w całej Polsce było ich już kilkanaście. Za każdym razem są ogromnym kłopotem dla samorządu. Przywrócenie stanu prawnego sprzed prywatyzacji oznacza bowiem wypowiedzenie umowy spółce prowadzącej szpital, czyli także zapłacenie wysokiej kary za odstąpienie od niej.
- Nie będziemy odwoływać się od tego wyroku, szkoda na to czasu, bo sąd zdania już nie zmieni - mówi Michał Nieszporek, starosta gliwicki. Jak mówi, gdyby mógł, sam odstąpiłby od prywatyzacji, bo szpital zamiast zysków przynosi teraz straty.
Właśnie dlatego grupa knurowian wystąpiła do NSA z wnioskiem o unieważnienie uchwały o prywatyzacji. - Decyzja zapadła w 2009 roku. Szpital kończył go z kilkumilionową nadwyżką na koncie. Teraz jest kilka milionów do tyłu, a kolejne próby naprawienia sytuacji tylko ją pogarszają - mówi Piotr Wiśniowski, jeden z autorów wniosku do sądu.
Unieważniona uchwała doprowadziła do utworzenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, na której czele stanął Michał Ekkert, do tej pory dyrektor szpitala (to właśnie on był orędownikiem prywatyzacji). Do spółki mieli wejść wszyscy chętni pracownicy, ale kiedy okazało się, że jedna akcja kosztuje aż 1000 zł, chętnych znacznie ubyło, bo pielęgniarek i innych pracowników średniego szczebla zwyczajnie nie było stać na zakup akcji. Pojedyncze osoby kupiły po jednym udziale. Wśród lekarzy chętnych za to nie brakowało. Niektórzy zainwestowali w szpital po 200 tys. zł. Ostatecznie spółka ruszyła z kapitałem zakładowym w wysokości 2,5 mln zł (79 proc. udziałów mają pracownicy, 21 proc. powiat gliwicki).
Ekkert zainwestował w rezonans magnetyczny, ale badań w niespełna 50-tysięcznym Knurowie robi się niewiele. Chybiona okazała się też inwestycja w oddział chirurgii małoinwazyjnej. Nowy pomysł Ekkerta to stworzony kosztem 20 tys. zł oddział onkologii. - Wątpliwe, by przyniósł dochody, skoro 12 km stąd działa renomowane Centrum Onkologii w Gliwicach - zauważa Wiśniowski.
Co w tej sytuacji czeka szpital? Ekkert nie odbierał naszych telefonów. - Od początku mówiłem, że prywatyzacja to zły pomysł. Teraz to się sprawdza. Skoro starosta był za tym, by tworzyć spółkę, niech się teraz przyzna do odpowiedzialności i poda do dymisji - mówi Henryk Szary, były radny powiatu.
Podobne wyroki zapadały już wcześniej, m.in. w sprawie wydzierżawienia szpitali w Blachowni oraz w Pszczynie, w całej Polsce było ich już kilkanaście. Za każdym razem są ogromnym kłopotem dla samorządu. Przywrócenie stanu prawnego sprzed prywatyzacji oznacza bowiem wypowiedzenie umowy spółce prowadzącej szpital, czyli także zapłacenie wysokiej kary za odstąpienie od niej.
- Nie będziemy odwoływać się od tego wyroku, szkoda na to czasu, bo sąd zdania już nie zmieni - mówi Michał Nieszporek, starosta gliwicki. Jak mówi, gdyby mógł, sam odstąpiłby od prywatyzacji, bo szpital zamiast zysków przynosi teraz straty.
Właśnie dlatego grupa knurowian wystąpiła do NSA z wnioskiem o unieważnienie uchwały o prywatyzacji. - Decyzja zapadła w 2009 roku. Szpital kończył go z kilkumilionową nadwyżką na koncie. Teraz jest kilka milionów do tyłu, a kolejne próby naprawienia sytuacji tylko ją pogarszają - mówi Piotr Wiśniowski, jeden z autorów wniosku do sądu.
Unieważniona uchwała doprowadziła do utworzenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, na której czele stanął Michał Ekkert, do tej pory dyrektor szpitala (to właśnie on był orędownikiem prywatyzacji). Do spółki mieli wejść wszyscy chętni pracownicy, ale kiedy okazało się, że jedna akcja kosztuje aż 1000 zł, chętnych znacznie ubyło, bo pielęgniarek i innych pracowników średniego szczebla zwyczajnie nie było stać na zakup akcji. Pojedyncze osoby kupiły po jednym udziale. Wśród lekarzy chętnych za to nie brakowało. Niektórzy zainwestowali w szpital po 200 tys. zł. Ostatecznie spółka ruszyła z kapitałem zakładowym w wysokości 2,5 mln zł (79 proc. udziałów mają pracownicy, 21 proc. powiat gliwicki).
Ekkert zainwestował w rezonans magnetyczny, ale badań w niespełna 50-tysięcznym Knurowie robi się niewiele. Chybiona okazała się też inwestycja w oddział chirurgii małoinwazyjnej. Nowy pomysł Ekkerta to stworzony kosztem 20 tys. zł oddział onkologii. - Wątpliwe, by przyniósł dochody, skoro 12 km stąd działa renomowane Centrum Onkologii w Gliwicach - zauważa Wiśniowski.
Co w tej sytuacji czeka szpital? Ekkert nie odbierał naszych telefonów. - Od początku mówiłem, że prywatyzacja to zły pomysł. Teraz to się sprawdza. Skoro starosta był za tym, by tworzyć spółkę, niech się teraz przyzna do odpowiedzialności i poda do dymisji - mówi Henryk Szary, były radny powiatu.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

