Studenckie praktyki na niby

Magdalena Warchala, Ewa Furtak
18.10.2011 , aktualizacja: 18.10.2011 00:38
A A A Drukuj
Fot. Jacek Babiel / AG
Studenci masowo kombinują, jak wyłudzić od pracodawcy pieczątkę o odbyciu praktyk, które uważają za stratę czasu. A ponieważ praktykanci w zakładzie to kłopot, często dostają, o co proszą. Uczelnie twierdzą jednak, że fikcyjne praktyki są zjawiskiem marginalnym.
SONDAŻ
Czy uczelnie powinny zrezygnować z obowiązkowych praktyk studenckich?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Firmy posiadające działy prawne same zabiegają o praktykantów z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, uważając ich za wartościowych pomocników. Jacek Szymik-Kozaczko, rzecznik UŚ, mówi jednak, że zaufanie uczelni do studentów i organizatorów praktyk musi być ograniczone. - W umowie z pracodawcą uczelnia zastrzega sobie prawo do kontroli i z niego korzysta - wyjaśnia Szymik-Kozaczko.

Powód? Studenci często próbują drogi na skróty. Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna i hotelu Cis w Przybędzy, opowiada, że ma już serdecznie dość nieustannych próśb o podbicie jakiemuś studentowi zaświadczenia o odbyciu u niego praktyki. - Fikcyjnej praktyki, której nie było. Odmawiam, nawet jeśli prosi mnie o to ktoś znajomy, przecież to byłoby zwykłe oszustwo - uważa Śliwiński. Mówi, że podobne problemy mają także inni hotelarze i restauratorzy. Sprawa co rusz poruszana jest np. na spotkaniach działaczy Beskidzkiej Izby Turystyki.

Praktyki w hotelach czy ośrodkach odnowy biologicznej są obowiązkowym elementem studiów o specjalności hotelarstwo welness i SPA, prowadzonych przez Bielską Wyższą Szkołę im. Tyszkiewicza. Mira Romaszkan z biura karier tej uczelni przekonuje, że jej studenci mają niewielkie możliwości nadużyć. - Pracownik biura karier zawsze najpierw odwiedza pracodawcę, u którego student ma praktykować, żeby omówić zasady współpracy. Jeśli mamy wątpliwości co do uczciwości którejś ze stron, składamy pracodawcy wizytę także podczas trwania praktyk. Oszustwa to incydentalne przypadki - zapewnia Romaszkan.

Z jej obserwacji wynika, że coraz więcej studentów traktuje jednak praktyki nie jak zło konieczne, ale jak szansę, którą warto wykorzystać. - Takie zajęcia pozwalają zdobyć doświadczenie i nawiązać zawodowe kontakty, często są też wstępem do płatnego stażu czy etatu - mówi Romaszkan.

Ale ten argument nie przekonuje np. osób, które mają już pracę, a na studia poszły tylko po dyplom, jak Bartosz, absolwent Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej. - Licencjat zrobiłem, bo zażądał tego szef. Gdybym wybrał administrację, praktyki zaliczono by mi automatycznie, bo w biurze pracuję od 13 lat. Ale ja nie wiedziałem o tym i wybrałem zarządzanie - mówi Bartosz.

Ostatecznie załatwił sobie fikcyjne praktyki w zakładzie, z którym współpracuje zatrudniająca go firma. Szef sam mu pomógł, bo nie wyobrażał sobie, że musiałby dać Bartoszowi miesiąc wolnego na uczciwe praktyki. - Nie bałem się wpadki, bo przecież uczelnia nie jest w stanie kontrolować wszystkich studentów - mówi Bartosz.

Ale studenci mówią też o drugiej stronie medalu: kłopotach ze znalezieniem miejsca, w którym można byłoby odbyć praktykę. Pracodawcy nie chcą ich przyjmować na praktyki mówiąc, że dla nich to same problemy. A jeśli już komuś uda się znaleźć miejsce na odbycie praktyki, traktowany jest tam często jako zło konieczne, nie dostaje do wykonania żadnych poważnych zadań. Studenci mówią, że czasem takie praktyki są tak samo nic niewarte, jak lewe zaświadczenie o ich odbyciu. - Szczerze? Po odbyciu praktyki żałowałam, że nie poprosiłam kogoś znajomego o lewe zaświadczenie. To była duża firma, czułam, że tylko przeszkadzam, że jestem intruzem - opowiada nam studentka jednej z bielskich uczelni.

Romaszkan też przyznaje, że często to nie studenci, ale pracodawcy próbują unikać praktyk, które są dla nich kłopotem. Na przykład kopalnie czy instytucje zarządzające systemami sieciowymi boją się ujawnienia poufnych informacji osobom z zewnątrz.

Zdaniem Śliwińskiego w ogóle bardzo obniżył się poziom praktycznej nauki zawodu na polskich uczelniach. - Rozmawiałem z dziewczyną, która na studiach zrobiła uprawnienia pilota wycieczek zagranicznych. Gdy okazało się, że nigdy nie miała praktyk za granicą, aż nie mogłem w to uwierzyć. Ale okazało się, że tak było faktycznie - opowiada Śliwiński. - Dotyczy to zresztą nie tylko studentów, także np. uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Zdarzają się absolwenci szkół gastronomicznych, którzy na praktykach nie nauczyli się nawet obierania ziemniaków i smażenia kotletów - dodaje.

Skończmy z praktykowaniem fikcji - komentuje Magdalena Warchala

Studenci, uczelnie i pracodawcy toczą grę, w której każdej ze stron wydaje się, że jest górą. Student, który wyłudzi pieczątkę do dzienniczka praktyk, cieszy się, że nie zmarnował czasu, parząc przełożonym kawę. Pracodawca jest zadowolony, że pozbył się żółtodzioba, który tylko plątałby się między nogami. Z kolei uczelnie wolą przymykać na wszystko oko i twierdzić, że problem jest niewielki, bo właściwie o co tu kruszyć kopie?

Może w takim razie zrezygnujmy z obowiązkowych praktyk, skoro i tak w wielu przypadkach są fikcją? Komu szkoda czasu na naukę, nie będzie musiał się wysilać. Z kolei ambitny student, któremu zależy na solidnym przygotowaniu się do wejścia na trudny dziś rynek pracy, na pewno z łatwością znajdzie firmę, która faktycznie go czegoś nauczy i dla której nie stanie się ciężarem. To będzie dodatkowy atut w jego CV.



Podziel się

  • 37 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

  • Studenckie praktyki na niby qeton 18.10.11, 23:40

    Polskie szkoły to jedno wielkie oszustwo!!!! Doświadczeń w tej mierze mam mnóstwo, poczynając od szkoły podstawowej (8-letniej), technikum (5-cioletniego), ekonomii na UMK plus 2 fakultety w»

  • Studenckie praktyki na niby boleclaw 19.10.11, 00:17

    A ja tam uważam że podstawa sukcesu to wiedzieć czego się chce, wtedy można nawet przeboleć bezpłatne praktyki »

  • Studenckie praktyki na niby kcramsib 19.10.11, 03:44

    Ja, w ramach specjalizacji, odbywałem praktyki nauczycielskie w szkołach - 2 tygodnie w podstawówce i po 3 w gimnazjum i liceum. I powiem tak: wpisów i stempli za darmo nie dostałem (ani mi »