Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji
2010-01-26
, aktualizacja: 26.01.2010 21:55
Gdy trzy lata temu zginął ojciec Karoliny, rodzina zdecydowała się oddać jego narządy chorym, których mógł uratować tylko przeszczep. Dziewczyna usłyszała wówczas od kolegów z gimnazjum, że... sprzedała tatę. Zamiast obrazić się za nieludzkie oskarżenie, postanowiła edukować rówieśników
ZOBACZ TAKŻE
- Chora na stwardnienie rozsiane skazana za hałasowanie (23-03-10, 20:44)
- Pielęgniarki szykują pozwy za niewypłacone podwyżki (01-02-10, 14:47)
- Przeszczepów za mało, bo szpitale nie zgłaszają dawców (25-01-10, 22:00)
- NFZ nie chce płacić za karmienie obłożnie chorych (22-01-10, 13:19)
- Co robić, gdy lekarz powie, że dziecko nie ma już szans (22-01-10, 00:05)
- Pacjenci napisali 7 tysięcy recept do minister zdrowia (14-01-10, 00:00)
Karolina Suwaj uczy się w drugiej klasie II LO w Siemianowicach Śląskich i już się uśmiecha. W jej życiu nie brakowało trudnych chwil. Najgorzej było zaraz po wypadku samochodowym taty. Choć wydawało się, że nic poważnego mu się nie stało, podczas badania nagle stracił przytomność. Następnego dnia lekarze stwierdzili śmierć mózgu.
To był szok, ale Karolina, jej siostra i mama nie miały wątpliwości: trzeba pozwolić lekarzom pobrać narządy, które mogą uratować komuś życie. - Wcześniej, przy niedzielnym obiedzie, pod wpływem jakiegoś programu telewizyjnego, rozmawialiśmy o przeszczepach. Wówczas tata powiedział, że jeśli coś mu się stanie, chciałby, żebyśmy oddały chorym jego - jak to określił żartem - klamory. Nie mogłyśmy nie uszanować jego woli - wspomina Karolina.
Woli zmarłego i jego rodziny nie uszanowali jednak niektórzy znajomi. - W gimnazjum i na osiedlu ludzie mówili, że sprzedałyśmy tatę, że na pewno zarobiłyśmy na jego narządach. Wierzę, że to nie była złośliwość, tylko niewiedza - mówi Karolina.
Dziewczyna postanowiła zmienić nastawienie kolegów i otwarcie rozmawia o przeszczepach z rówieśnikami. Kiedy poszła do liceum, nie ukrywała tego, co przeżyła. Chętnie odpowiadała kolegom nawet na bardzo osobiste pytania. Ponieważ pytali także o sprawy, których nie potrafiła wyjaśnić fachowo, zdecydowała się zaprosić do szkoły osoby, które o transplantacjach wiedzą najwięcej.
Zaproszenie Karoliny przyjęli we wtorek prof. Marian Zembala, wybitny kardiochirurg i dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, Sylwia Sekta, regionalna koordynatorka transplantacji, oraz ludzie, którzy żyją dzięki przeszczepom, członkowie zabrzańskiego koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca. W zorganizowaniu spotkania pomógł Karolinie nauczyciel biologii Adam Balon. - Młodzież nie chce dziś teoretyzowania. Potrzebuje dowodu, że coś ma sens - mówi Balon.
Żywym dowodem na sens oddawania narządów jest Jan Statuch, który 7,5 roku temu dostał nowe serce. - Jestem dziś najbogatszy na świecie, ale jednocześnie spłacam najpiękniejszy dług za dar życia - mówił pan Jan młodzieży, opowiadając o działalności społecznej, w którą zaangażował się po swoim "zmartwychwstaniu".
Jego stowarzyszenie przeszczepieńców pomaga dziś niepełnosprawnym, dzieciom z ośrodków wychowawczych, uratowało też przed likwidacją szkołę w Bieszczadach, zbierając pieniądze na jej remont.
Prof. Zembala podkreślał, że m.in. dzięki spotkaniom, jak to z siemianowickimi licealistami, coraz więcej ludzi w Polsce decyduje się oddać narządy, jeszcze za życia wypełniając deklarację woli, co ułatwia całą procedurę po ich śmierci. Takie deklaracje były dostępne także podczas wczorajszego spotkania. - Na pewno wypełnię i będę nosić ją ze sobą w portfelu, choć wcześniej w ogóle nie myślałam na tak poważne tematy - zapewniła pierwszoklasistka Agnieszka Adamczewska.
Mirosława Suwaj, mama Karoliny, uważa, że właśnie dlatego z młodymi ludźmi trzeba mówić jak najwięcej o problemie. - Na temat transplantacji powinien powstać cały program edukacyjny - mówi pani Mirosława.
To był szok, ale Karolina, jej siostra i mama nie miały wątpliwości: trzeba pozwolić lekarzom pobrać narządy, które mogą uratować komuś życie. - Wcześniej, przy niedzielnym obiedzie, pod wpływem jakiegoś programu telewizyjnego, rozmawialiśmy o przeszczepach. Wówczas tata powiedział, że jeśli coś mu się stanie, chciałby, żebyśmy oddały chorym jego - jak to określił żartem - klamory. Nie mogłyśmy nie uszanować jego woli - wspomina Karolina.
Woli zmarłego i jego rodziny nie uszanowali jednak niektórzy znajomi. - W gimnazjum i na osiedlu ludzie mówili, że sprzedałyśmy tatę, że na pewno zarobiłyśmy na jego narządach. Wierzę, że to nie była złośliwość, tylko niewiedza - mówi Karolina.
Dziewczyna postanowiła zmienić nastawienie kolegów i otwarcie rozmawia o przeszczepach z rówieśnikami. Kiedy poszła do liceum, nie ukrywała tego, co przeżyła. Chętnie odpowiadała kolegom nawet na bardzo osobiste pytania. Ponieważ pytali także o sprawy, których nie potrafiła wyjaśnić fachowo, zdecydowała się zaprosić do szkoły osoby, które o transplantacjach wiedzą najwięcej.
Zaproszenie Karoliny przyjęli we wtorek prof. Marian Zembala, wybitny kardiochirurg i dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, Sylwia Sekta, regionalna koordynatorka transplantacji, oraz ludzie, którzy żyją dzięki przeszczepom, członkowie zabrzańskiego koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca. W zorganizowaniu spotkania pomógł Karolinie nauczyciel biologii Adam Balon. - Młodzież nie chce dziś teoretyzowania. Potrzebuje dowodu, że coś ma sens - mówi Balon.
Żywym dowodem na sens oddawania narządów jest Jan Statuch, który 7,5 roku temu dostał nowe serce. - Jestem dziś najbogatszy na świecie, ale jednocześnie spłacam najpiękniejszy dług za dar życia - mówił pan Jan młodzieży, opowiadając o działalności społecznej, w którą zaangażował się po swoim "zmartwychwstaniu".
Jego stowarzyszenie przeszczepieńców pomaga dziś niepełnosprawnym, dzieciom z ośrodków wychowawczych, uratowało też przed likwidacją szkołę w Bieszczadach, zbierając pieniądze na jej remont.
Prof. Zembala podkreślał, że m.in. dzięki spotkaniom, jak to z siemianowickimi licealistami, coraz więcej ludzi w Polsce decyduje się oddać narządy, jeszcze za życia wypełniając deklarację woli, co ułatwia całą procedurę po ich śmierci. Takie deklaracje były dostępne także podczas wczorajszego spotkania. - Na pewno wypełnię i będę nosić ją ze sobą w portfelu, choć wcześniej w ogóle nie myślałam na tak poważne tematy - zapewniła pierwszoklasistka Agnieszka Adamczewska.
Mirosława Suwaj, mama Karoliny, uważa, że właśnie dlatego z młodymi ludźmi trzeba mówić jak najwięcej o problemie. - Na temat transplantacji powinien powstać cały program edukacyjny - mówi pani Mirosława.
Serwis zdrowie poleca: Przeszczepów za mało, bo szpitale nie zgłaszają dawców
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplan...
merenre
26.01.10, 22:11
Szacun. Chylę czoła.»
-
Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplan...
anna22290
27.01.10, 10:51
wspaniala madra dziewczyna ale ile zlego robi w Polsce fanatyczny klerykaliz wpajany w dzieci moze wreszcie polscy ksieza zastanowia sie ze brak dawcow to tez zabojstwo ,wiadomo ze ciemnym »
-
ludzie w tym kraju nie dorośli do UE !
bergman1
27.01.10, 13:12
jeszcze lata upłyną.»

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



