http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Katowice >  Zdrowie

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Katowice - Gazeta.pl

Kto chce być szefem? Łapanka na dyrektorów szpitali

Judyta Watoła
2009-11-15, ostatnia aktualizacja 2009-11-15 21:08

Kto dziś chciałby zostać dyrektorem szpitala? Nikt przy zdrowych zmysłach, zwłaszcza kiedy szpital ma długi i trzeba go wyciągać z dołka - pisze Judyta Watoła.

Michał Ekkert jako pierwszy zarządzał czterema szpitalami. Być może to wyznacznik czasów, bo trudno dziś znaleźć chętnych do kierowania chocby jedną placówką
Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
Michał Ekkert jako pierwszy zarządzał czterema szpitalami. Być może to...
W Szpitalu Miejskim w Piekarach Śląskich właśnie skończył się strajk załogi. Szpital ma wielki dług, większość oddziałów przynosi straty. Lekarze i pielęgniarki miesiącami uważali jednak, że nic nie powinno się w nim zmieniać, nic poza szefem. Był nim Michał Ekkert, słynny multidyrektor (w szczytowej formie zarządzał czterema szpitalami naraz: w Rudzie Śląskiej, Tarnowskich Górach, Knurowie i właśnie w Piekarach). Nie podobał się, bo chciał zmian.

Władze Piekar zmieniły go bez żalu, bo Ekkertowi nie udało się uchronić tamtejszego szpitala przed rosnącymi długami. Na jego miejsce zatrudniono wiosną tego roku Ewę Świderską. Kiedyś kierowała jedną z gliwickich placówek. Odeszła z niej po ostrym konflikcie z lekarzami.

Można by się było zastanawiać, czy władze Piekar dobrze zrobiły, obsadzając ją u siebie. Na rozterki nie miały jednak wiele czasu, bo już latem Świderska zrezygnowała ze stanowiska. Na jej miejsce zatrudniono Władysława Perchaluka, kiedyś dyrektora jednego ze szpitali miejskich w Sosnowcu, któremu także nie udało się powstrzymać rosnącego zadłużenia.

Historia z Piekar to jeszcze nic w porównaniu z tym, co dzieje się w Zawierciu. Tamtejszym szpitalem powiatowym przez ponad 10 lat kierowała lekarka Teresa Bieńko. Władzom powiatu nie przeszkadzało ani to, że w szpitalu niewiele się zmienia, że wyglądem przypomina bardziej szpital z czasów PRL-u, ani to, że coraz bardziej się zadłuża. - Albo się leczy, albo liczy pieniądze - tłumaczył wicestarosta Leszek Wojdas, pokazując mi artykuły o innych zadłużonych szpitalach.

W końcu jednak dług szpitala w Zawierciu osiągnął krytyczny poziom 34 mln zł, czyli przekroczył roczny budżet. Zlecono audyt. Dopiero po jego przeprowadzeniu w starostwie dokonano odkrycia, że szpital jest źle zarządzany. Starej dyrektorce podziękowano więc i ogłoszono nabór. Zgłosiło się czterech kandydatów, wśród nich 28-letnia Aleksandra Małek, prawniczka z Dąbrowy Górniczej. Nie miała żadnego doświadczenia w zarządzaniu placówkami ochrony zdrowia, ale w Zawierciu zrobiła duże wrażenie, prezentując plany ratowania szpitala. Łatwo wygrała z innymi kandydatami.

W trzecim dniu po objęciu stanowiska zwolniła wszystkich zastępców do spraw ekonomicznych i medycznych. Niespodziewanie jednak w 11. dniu urzędowania młoda prężna dyrektorka sama zrezygnowała z pracy. W Zawierciu do dziś nie mają pojęcia dlaczego, ale pospiesznie ogłosili nowy nabór. Przyszły cztery oferty, wśród nich od dr. Henryka Szczerby, od lat dyrektora Szpitala MSWiA w Katowicach. Tym razem to właśnie on wygrał. Kłopot w tym, że do pracy w Zawierciu wcale nie przyszedł! Dlaczego? O tym też w starostwie nie mają pojęcia. Nie można się też tego dowiedzieć od samego Szczerby, bo nie odbiera telefonów i nigdy nie można go zastać w sekretariacie. - Nasz szpital bardzo się rozbudowuje i dyrektor ma obowiązki na terenie budowy - tłumaczy nam sekretarka, kiedy po raz enty dzwonimy do szpitala.

Kłopot nie polega jednak na tym, że Szczerba nie został kolejnym multidyrektorem, ale na tym, że szpital w Zawierciu dalej nie ma szefa. Nie było komu szukać potrzebnego w szpitalu onkologa i nie było nikogo, kto pojechałby dwa miesiące temu do NFZ-etu, by podpisać kontrakt na chemioterapię. Ponad 20 chorych na raka odesłano z dnia na dzień do Dąbrowy Górniczej. Tam jednak wcale nie wiedziano, że będzie ich aż tylu, i odesłano ich z powrotem... Tułali się tak przez kilka tygodni, dopóki w końcu nie przygarnięto ich jednak w Dąbrowie.

O ile historie dyrektorów szpitala w Zawierciu mogą śmieszyć, o tyle los chorych na raka już na pewno nie. Kłopot w tym, że nieudolność jednych tak łatwo może przełożyć się na nieszczęście innych.

To przestroga dla tych, którzy rządzą (obojętnie - szpitalem, miastem czy powiatem), i dla tych, którzy ich wybierają.

Przeczytaj: Kolejki do lekarzy na 10 miesięcy. Będą jeszcze dłuższe



Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

8 głosów