Religa umarł, a ja żyję. Czy to w porządku?
2009-07-29
, aktualizacja: 29.07.2009 22:21
Jerzy Badurski obchodził w środę 22 rocznicę przeszczepu serca. Jest pod tym względem polskim rekordzistą.
ZOBACZ TAKŻE
- To cud, co lekarze potrafią. Nowe serce to nowe życie (04-11-10, 22:03)
29 lipca 1987 roku też był ciepły, słoneczny dzień. Jerzy Badurski z Dąbrowy Górniczej od miesięcy czekał wtedy na nowe serce. - Leżałem i patrzyłem w sufit. Nie mogłem nawet mieszkać w swoim mieszkaniu, bo wejście na trzecie piętro było dla mnie niewykonalne - wspomina.
W końcu zadzwonili z Zabrza: jest serce, młode, 22-letnie, zgadza się grupa krwi. Nocą karetką zawieźli go do Zabrza, potem prosto na salę operacyjną. Był 19. pacjentem, któremu prof. Zbigniew Religa przeszczepił serce. - Pamiętam moment, w którym się obudziłem. Stali nade mną lekarze. Kazali mi się cieszyć, bo wszystko poszło dobrze. A ja nie miałem siły. Nic mnie wtedy tak nie śmieszyło jak zapewnienia, że za cztery dni będę chodził.
Wczoraj od przeszczepu minęły 22 lata. 69-letni dziś Badurski jest najdłużej żyjącym w Polsce pacjentem z nowym sercem. - Dużo pływam, staram się trzymać linię, czuję się lepiej niż zaraz po przeszczepie. Byłem wczoraj w Zabrzu na okresowych badaniach i bardzo dobrze wypadły.
Nic, tylko się cieszyć. Ale bycie na czele stawki Badurskiemu wcale nie odpowiada. Wolałby być trzy lata po przeszczepie i mieć poczucie, że jeszcze mnóstwo życia przed nim. Wolałby też, żeby żył Zbigniew Religa. - Tak wypadło, że on uratował mi życie i dziś nie żyje. A ja żyję dalej. Czy to jest w porządku? - pyta Badurski.
Odpowiedź dał już dawno sam Religa. Cały czas, który spędził w Zabrzu, ze wszystkich sił walczył o życie swoich chorych. Kiedy Badurskiego po przeszczepie wszyscy uważali za kalekę i nikt nie chciał przyjąć go do pracy, Religa dał mu żelazny list. Zagwarantował w nim, że Badurski jest zdrowym człowiekiem. Czy kogoś więc może dziwić, że taki człowiek żyje długo?!
W końcu zadzwonili z Zabrza: jest serce, młode, 22-letnie, zgadza się grupa krwi. Nocą karetką zawieźli go do Zabrza, potem prosto na salę operacyjną. Był 19. pacjentem, któremu prof. Zbigniew Religa przeszczepił serce. - Pamiętam moment, w którym się obudziłem. Stali nade mną lekarze. Kazali mi się cieszyć, bo wszystko poszło dobrze. A ja nie miałem siły. Nic mnie wtedy tak nie śmieszyło jak zapewnienia, że za cztery dni będę chodził.
Wczoraj od przeszczepu minęły 22 lata. 69-letni dziś Badurski jest najdłużej żyjącym w Polsce pacjentem z nowym sercem. - Dużo pływam, staram się trzymać linię, czuję się lepiej niż zaraz po przeszczepie. Byłem wczoraj w Zabrzu na okresowych badaniach i bardzo dobrze wypadły.
Nic, tylko się cieszyć. Ale bycie na czele stawki Badurskiemu wcale nie odpowiada. Wolałby być trzy lata po przeszczepie i mieć poczucie, że jeszcze mnóstwo życia przed nim. Wolałby też, żeby żył Zbigniew Religa. - Tak wypadło, że on uratował mi życie i dziś nie żyje. A ja żyję dalej. Czy to jest w porządku? - pyta Badurski.
Odpowiedź dał już dawno sam Religa. Cały czas, który spędził w Zabrzu, ze wszystkich sił walczył o życie swoich chorych. Kiedy Badurskiego po przeszczepie wszyscy uważali za kalekę i nikt nie chciał przyjąć go do pracy, Religa dał mu żelazny list. Zagwarantował w nim, że Badurski jest zdrowym człowiekiem. Czy kogoś więc może dziwić, że taki człowiek żyje długo?!
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Religa umarł, a ja żyję. Czy to w porządku?
prawieemeryt
30.07.09, 13:34
Panie Badurski. Niech Pan żyje i cieszy się życiem ku chwale swojego dobroczyńcy. A że on nie żyje. On tylko wstawił Panu młode serce bo umiał to doskonale robić. Ale karty życia rozdaje »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



