Gdy 4,5-letnia Kalinka z Żywca obudziła się w niedzielę rano, w pokoju obok czekała na nią niespodzianka - malutki braciszek. Krzyś urodził się w nocy, w domu, przy blasku płonących świec i ulubionej muzyce mamy, na rozłożonych na podłodze matach. Jego tata, Dariusz Paczkowski przegapił tę chwilę, bo wyszedł na moment do kuchni przygotować wodę imbirową. - I nie zdążyłem na poród własnego syna - śmieje się. - Wszystko odbyło się szybko, bez stresu, bez problemów - mówi.
Poród odbył się tak spokojnie, że Kalinka nawet się nie obudziła. Ona też urodziła się w domu. - To był mój świadomy wybór. Nie wyobrażam sobie rodzić w szpitalu. Gdy mama i dziecko są zdrowi, a ciąża przebiega bez problemów, poród jest naturalną rzeczą. To fizjologia, a nie choroba - mówi Karina, mama Kalinki i Krzysia.
Choć od porodu minęło dopiero kilka dni, czuje się świetnie. Zabrała się nawet za sprzątanie, pranie, gotowanie. - Ale położne ostudziły mój zapał i kazały mi leżeć i odpoczywać - śmieje się.
Porody w domu są coraz popularniejsze, ale Narodowy Fundusz Zdrowia ich nie finansuje. Rodzice muszą płacić za wszystko z własnej kieszeni. - A to nie jest tylko koszt pracy położnej (średnio 900-1500 zł). Na przykład immunoglobulinę stosowaną przy konflikcie serologicznym matka dostaje w szpitalu bezpłatnie. W przypadku porodu domowego musi za nią zapłacić, a preparat kosztuje aż 300 złotych - mówi Katarzyna Oleś, położna z Mikołowa, szefowa Stowarzyszenia "Dobrze Urodzeni", która pomagała przy narodzinach Krzysia.
Rodzice dzieci urodzonych w domu mają także kłopoty ze zdobyciem szczepionki przeciwko gruźlicy, którą dzieci urodzone w szpitalu dostają za darmo.
Darek i Karina mają konflikt serologiczny. Okazało się, że w naszym regionie są ogromne problemy ze zdobyciem immunoglobuliny. - Preparat mają tylko szpitale. Na receptę możemy go kupić, ale... w Czechach - skarży się Karina. - Problemów jest więcej. Od innych rodziców wiem, że czasem muszą wysłuchać nieprzyjemnych uwag od lekarzy. Ja miałam akurat szczęście, bo położnik potraktował mój wybór z życzliwością - dodaje.
Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie "Dobrze Urodzeni" walczą o to, by NFZ zaczął finansować koszty narodzin dziecka poza szpitalem. Nie tylko w domu, ale także w tzw. domu narodzin czy izbie porodowej. Po internecie od kilku tygodni krąży petycja w tej sprawie do ministerstwa zdrowia oraz parlamentarzystów. Podpisało się pod nią już niemal tysiąc osób. - Każda kobieta powinna mieć prawo wyboru, gdzie chce urodzić dziecko. Przez lata pozbywaliśmy się z naszych domów najważniejszych wydarzeń w życiu - narodzin i śmierci, zrobiliśmy z tego coś nienaturalnego. Pora to zmienić - uważa Karina.
Zwolennicy porodów domowych zapewniają, że nie są przeciwnikami szpitali. Nie każda kobieta może i chce rodzić w domu. W całej Polsce pracuje teraz zaledwie 12 położonych, które przyjmują legalnie porody w domach, więc jest to zjawisko elitarne. - Jednak, jeśli kobieta może i chce urodzić poza szpitalem, państwo powinno jej to umożliwić - mówi Karina.
Walka o prawo do porodu poza szpitalem trwa od lat. O problemie zrobiło się głośno po likwidacji ostatniej izby porodowej w Polsce - w Lędzinach. Dzięki postulatom m.in. Fundacji Rodzić po Ludzku powołany przez ministerstwo zespół opracowujący nowe standardy opieki okołoporodowej zajął się także sprawą możliwości finansowania pozaszpitalnej opieki nad rodzącą. - Nie wiemy jednak, jaki będzie wynik prac tego zespołu - mówi Anna Otffinowska, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku.
Tu możesz się podpisać pod petycją do ministra zdrowia
Polecamy: Ostatnia w Polsce izba porodowa zamknięta na amen