Rosną kolejki do lekarza
19.09.2011
, aktualizacja: 19.09.2011 11:17
W wielu poradniach specjalistycznych już w październiku mogą się skończyć kontrakty. W niektórych już teraz pacjenci zapisywani są dopiero na następny rok.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrok na szpital w Knurowie. Odwołania nie będzie (28-10-11, 00:13)
- NFZ posyła chorych do kolejki (18-10-11, 17:00)
- Pogotowie strajkowe. 5 października manifestacja (29-09-11, 00:27)
- Zastawkę z Ochojca podglądali w Bombaju (17-09-11, 13:05)
- Gliwice mają nowoczesną stację pogotowia (16-09-11, 23:25)
- Ministerstwo zdrowia jak sfinks (11-09-11, 05:11)
Winny jest nowy system finansowania porad specjalistycznych. NFZ wprowadził go w lipcu i choć w wakacje zazwyczaj mniej chorych zgłasza się do przychodni, tym razem w wielu z nich przekroczono limity przyjęć.
Zmiana - w największym skrócie - polega na podniesieniu stawek za porady. Zamiast 36 zł NFZ jest teraz gotów płacić nawet kilkaset, byleby tylko specjalista nie odsyłał swojego pacjenta do szpitala, ale na własny koszt zlecił wykonanie mu badań specjalistycznych lub drobnych zabiegów. Fundusz chciał, by dzięki temu skróciły się kolejki do szpitali. Na razie jednak wydłużyły się kolejki do przychodni. Stało się tak, bo wraz ze wzrostem stawek za porady nie urosły kontrakty.
"Gazeta" pisała już o kardiologii: stawki podwoiły się, więc kontrakt można wypracować, przyjmując o połowę pacjentów mniej. Teraz okazuje się, że to samo dotyczy innych specjalności.
W poradniach okulistycznych przy Szpitalu Klinicznym na Ceglanej w Katowicach w lipcu i sierpniu limit przyjęć pacjentów przekroczono o 40 proc. - To bardzo dużo, ale na pewno nie będziemy z tego powodu nikogo odsyłać. Przeciwnie, będziemy się starać w NFZ o zwiększenie kontraktu - mówi Magdalena Kojder, rzeczniczka szpitala. Podobny problem ma poradnia okulistyczna działająca przy Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie. - Także ortopedzi przekroczyli limit przyjęć - mówi Anna Knysok, wicedyrektorka placówki.
Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, obawia się, że już w październiku wyczerpią się roczne kontrakty na porady. - Może się tak stać m.in. w laryngologii i urologii. W naszym szpitalu w tych dziedzinach kontrakty zużywają się teraz najszybciej - mówi Batycki.
- Kontrakty topnieją tak szybko, że wszędzie, gdzie pracuję, zapisuje się już pacjentów na terminy w przyszłym roku - mówi kardiolożka przyjmująca w poradniach w Rudzie Śląskiej i Bytomiu.
Pacjenci zapisani do poradni przyszpitalnych mogą czuć się bardziej bezpieczni. Gdyby szpitale zamknęły swoje poradnie, wkrótce mogłoby zabraknąć pacjentów na oddziałach. Można się więc liczyć z jakimiś ograniczeniami (np. wydłużeniem okresu między jedną a drugą wizytą kontrolną), ale do ich zamknięcia na pewno nie dojdzie. Co innego jednak z poradniami, które działają poza szpitalami. Tu każdy przyjęty ponad limit pacjent to "czysta strata", chyba że NFZ zwiększy kontrakty.
- Według naszych informacji możliwa jest zmiana planu finansowego we wrześniu, czyli mogą się pojawić dodatkowe pieniądze. Kiedy to jednak nastąpi i ile ich będzie, nie wiemy - mówi Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.
Dyrektor Batycki nie ma jednak złudzeń. - O 600 tys. zł przekroczyliśmy już kontrakt na intensywną terapię. Chodzi o ratowanie życia, o świadczenia, których zgodnie z prawem nie wolno obejmować żadnymi limitami, a jednak NFZ nie płaci za nie. Dlaczego więc miałby płacić za ponadlimitowe porady?
Wątpliwości Batyckiego potwierdzają też informacje płynące z centrali NFZ. Fundusz nie ma już praktycznie rezerw (tworzy się je obowiązkowo np. na wypadek epidemii), a wpływy z naszych składek zdrowotnych są mniejsze od przewidywanych - w okresie od stycznia do czerwca łącznie prawie o 300 mln zł.
Zmiana - w największym skrócie - polega na podniesieniu stawek za porady. Zamiast 36 zł NFZ jest teraz gotów płacić nawet kilkaset, byleby tylko specjalista nie odsyłał swojego pacjenta do szpitala, ale na własny koszt zlecił wykonanie mu badań specjalistycznych lub drobnych zabiegów. Fundusz chciał, by dzięki temu skróciły się kolejki do szpitali. Na razie jednak wydłużyły się kolejki do przychodni. Stało się tak, bo wraz ze wzrostem stawek za porady nie urosły kontrakty.
"Gazeta" pisała już o kardiologii: stawki podwoiły się, więc kontrakt można wypracować, przyjmując o połowę pacjentów mniej. Teraz okazuje się, że to samo dotyczy innych specjalności.
W poradniach okulistycznych przy Szpitalu Klinicznym na Ceglanej w Katowicach w lipcu i sierpniu limit przyjęć pacjentów przekroczono o 40 proc. - To bardzo dużo, ale na pewno nie będziemy z tego powodu nikogo odsyłać. Przeciwnie, będziemy się starać w NFZ o zwiększenie kontraktu - mówi Magdalena Kojder, rzeczniczka szpitala. Podobny problem ma poradnia okulistyczna działająca przy Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie. - Także ortopedzi przekroczyli limit przyjęć - mówi Anna Knysok, wicedyrektorka placówki.
Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, obawia się, że już w październiku wyczerpią się roczne kontrakty na porady. - Może się tak stać m.in. w laryngologii i urologii. W naszym szpitalu w tych dziedzinach kontrakty zużywają się teraz najszybciej - mówi Batycki.
- Kontrakty topnieją tak szybko, że wszędzie, gdzie pracuję, zapisuje się już pacjentów na terminy w przyszłym roku - mówi kardiolożka przyjmująca w poradniach w Rudzie Śląskiej i Bytomiu.
Pacjenci zapisani do poradni przyszpitalnych mogą czuć się bardziej bezpieczni. Gdyby szpitale zamknęły swoje poradnie, wkrótce mogłoby zabraknąć pacjentów na oddziałach. Można się więc liczyć z jakimiś ograniczeniami (np. wydłużeniem okresu między jedną a drugą wizytą kontrolną), ale do ich zamknięcia na pewno nie dojdzie. Co innego jednak z poradniami, które działają poza szpitalami. Tu każdy przyjęty ponad limit pacjent to "czysta strata", chyba że NFZ zwiększy kontrakty.
- Według naszych informacji możliwa jest zmiana planu finansowego we wrześniu, czyli mogą się pojawić dodatkowe pieniądze. Kiedy to jednak nastąpi i ile ich będzie, nie wiemy - mówi Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.
Dyrektor Batycki nie ma jednak złudzeń. - O 600 tys. zł przekroczyliśmy już kontrakt na intensywną terapię. Chodzi o ratowanie życia, o świadczenia, których zgodnie z prawem nie wolno obejmować żadnymi limitami, a jednak NFZ nie płaci za nie. Dlaczego więc miałby płacić za ponadlimitowe porady?
Wątpliwości Batyckiego potwierdzają też informacje płynące z centrali NFZ. Fundusz nie ma już praktycznie rezerw (tworzy się je obowiązkowo np. na wypadek epidemii), a wpływy z naszych składek zdrowotnych są mniejsze od przewidywanych - w okresie od stycznia do czerwca łącznie prawie o 300 mln zł.
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

