Chorzy na stwardnienie są wypychani na renty
12.09.2011
, aktualizacja: 12.09.2011 11:22
U 40-letniego sztygara zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. On sam czuje się jednak zdrowy, ma siły do pracy, chce więc wrócić na kopalnię. Neurolog się zgodził, ale zakładowa lekarka odmówiła. W Polsce zbyt często ludzi chorych na SM, ale wciąż sprawnych, wypycha się na rentę inwalidzką.
ZOBACZ TAKŻE
- Chory mężczyzna szuka własnych pieniędzy (12-03-12, 16:06)
- Katowice: powstaje grupa wsparcia dla chorych na stwardnienie rozsiane (11-01-12, 23:51)
- NFZ posyła chorych do kolejki (18-10-11, 17:00)
- Chory chce na spacer bez matki (19-09-11, 14:44)
- Chorzy na SM łączcie się! (02-08-11, 16:47)
- Chorzy drugiej kategorii (02-06-11, 16:26)
- Chora na stwardnienie rozsiane skazana za hałasowanie (23-03-10, 20:44)
Marek Szczepanik pracuje w kopalni Sośnica. SM, czyli stwardnienie rozsiane, które niedawno u niego zdiagnozowano, atakuje układ nerwowy. W czasie tzw. rzutu pojawiają się zaburzenia widzenia, czucia, trudności z poruszaniem się, czasem aż do całkowitego unieruchomienia.
U jednych osób choroba postępuje szybko, u innych wcale, więc żyją z nią i pracują nieprzerwanie. Marek też tak chciał, bo mimo diagnozy choroba nie daje o sobie znać. - Właśnie kończy mi się zwolnienie chorobowe, które dostałem na czas kuracji sterydowej. W zakładowej poradni zapytałem o dopuszczenie do pracy. Lekarka powiedziała, że mowy nie ma, bym wrócił na dół, bo przecież jestem chory na SM. Powinienem iść na rentę i się leczyć - mówi. - Z czego będę teraz żyć, z czego utrzymam rodzinę? - pyta załamany górnik.
Dr Maciej Maciejowski, specjalista neurolog od lat zajmujący się leczeniem chorych na SM, wydał Szczepanikowi zaświadczenie potwierdzające zdolność do pracy bez ograniczeń, a zatem także pod ziemią. - Nie każdy może dalej fedrować. Na dole panuje wysoka temperatura, a niektórzy chorzy na SM trudno to znoszą. Mam jednak kilku pacjentów górników, którzy nie przerwali pracy pod ziemią i nic im się złego nie dzieje. Wręcz przeciwnie, ta ciężka praca daje im poczucie, że są silni i dają radę chorobie.
Zaświadczenie dr. Maciejowskiego jednak nie wystarczy. Ostateczna decyzja należy bowiem do zakładowej specjalistki medycyny pracy. Lekarka nie chciała rozmawiać z "Gazetą". - Sprawa nie jest jeszcze zakończona - wyjaśniła.
Karolina Kropornicka, prezeska Śląskiego Stowarzyszenia Chorych na SM "Sezam", twierdzi, że podobne sytuacje zdarzają się często. Ludzie, także lekarze, nie wiedzą wiele o SM. Choroba kojarzy im się tylko z postępującym kalectwem. - Nie wiedzą, że u wielu nie daje objawów. Ostatni rzut mieli 10 albo więcej lat temu i czują się zdrowo, mogą pracować. Zamiast tego pcha się młodych ludzi na rentę. To jest jak pchanie ich w chorobę - mówi Kropornicka. - To samo dotyczy pracodawców. Mamy w stowarzyszeniu kilka dziewczyn zwolnionych z pracy. Powód: "Jesteś chora". Ci szefowie nie wiedzą, na czym polega ta choroba, ale i tak są przekonani, że lepiej się pozbyć takiego pracownika - dodaje.
Inni pracodawcy nie zwalniają, ale każą się stawiać przed komisją orzekającą o stopniu niepełnosprawności. - Chodzi im o to, by taki młody człowiek dostał grupę inwalidzką, a wtedy oni będą płacić za niego mniejsze składki do ZUS. To nie tylko pchanie młodego człowieka w chorobę, lecz także wielkie dla niego upokorzenie - mówi dr Maciejowski.
Marek Szczepanik jest pełen nadziei, że jednak uda mu się wrócić do pracy. - Opowiadam moją historię, by pokazać, że jest problem i że nam, chorym, nie brakuje determinacji, by go rozwiązać. Od innych potrzebuję tylko dobrej woli.
U jednych osób choroba postępuje szybko, u innych wcale, więc żyją z nią i pracują nieprzerwanie. Marek też tak chciał, bo mimo diagnozy choroba nie daje o sobie znać. - Właśnie kończy mi się zwolnienie chorobowe, które dostałem na czas kuracji sterydowej. W zakładowej poradni zapytałem o dopuszczenie do pracy. Lekarka powiedziała, że mowy nie ma, bym wrócił na dół, bo przecież jestem chory na SM. Powinienem iść na rentę i się leczyć - mówi. - Z czego będę teraz żyć, z czego utrzymam rodzinę? - pyta załamany górnik.
Dr Maciej Maciejowski, specjalista neurolog od lat zajmujący się leczeniem chorych na SM, wydał Szczepanikowi zaświadczenie potwierdzające zdolność do pracy bez ograniczeń, a zatem także pod ziemią. - Nie każdy może dalej fedrować. Na dole panuje wysoka temperatura, a niektórzy chorzy na SM trudno to znoszą. Mam jednak kilku pacjentów górników, którzy nie przerwali pracy pod ziemią i nic im się złego nie dzieje. Wręcz przeciwnie, ta ciężka praca daje im poczucie, że są silni i dają radę chorobie.
Zaświadczenie dr. Maciejowskiego jednak nie wystarczy. Ostateczna decyzja należy bowiem do zakładowej specjalistki medycyny pracy. Lekarka nie chciała rozmawiać z "Gazetą". - Sprawa nie jest jeszcze zakończona - wyjaśniła.
Karolina Kropornicka, prezeska Śląskiego Stowarzyszenia Chorych na SM "Sezam", twierdzi, że podobne sytuacje zdarzają się często. Ludzie, także lekarze, nie wiedzą wiele o SM. Choroba kojarzy im się tylko z postępującym kalectwem. - Nie wiedzą, że u wielu nie daje objawów. Ostatni rzut mieli 10 albo więcej lat temu i czują się zdrowo, mogą pracować. Zamiast tego pcha się młodych ludzi na rentę. To jest jak pchanie ich w chorobę - mówi Kropornicka. - To samo dotyczy pracodawców. Mamy w stowarzyszeniu kilka dziewczyn zwolnionych z pracy. Powód: "Jesteś chora". Ci szefowie nie wiedzą, na czym polega ta choroba, ale i tak są przekonani, że lepiej się pozbyć takiego pracownika - dodaje.
Inni pracodawcy nie zwalniają, ale każą się stawiać przed komisją orzekającą o stopniu niepełnosprawności. - Chodzi im o to, by taki młody człowiek dostał grupę inwalidzką, a wtedy oni będą płacić za niego mniejsze składki do ZUS. To nie tylko pchanie młodego człowieka w chorobę, lecz także wielkie dla niego upokorzenie - mówi dr Maciejowski.
Marek Szczepanik jest pełen nadziei, że jednak uda mu się wrócić do pracy. - Opowiadam moją historię, by pokazać, że jest problem i że nam, chorym, nie brakuje determinacji, by go rozwiązać. Od innych potrzebuję tylko dobrej woli.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



