Peadar de Burca: Pociągi pod specjalnym nadzorem
11.02.2012
, aktualizacja: 11.02.2012 23:06
Niektórzy uważają, że pewne rzeczy w Polsce w sposób oczywisty są do tego stopnia zasyfione, że trzeba je po prostu ignorować. Na przykład pociągi - są tak beznadziejne, że krytykowanie ich jest jak kopanie bezdomnego w wątrobę - zbyt łatwe.
ZOBACZ TAKŻE
- Peadar de Burca: To już koniec (01-04-12, 10:00)
- Peadar de Burca: Dlaczego Polska polegnie na Euro 2012 (26-02-12, 01:31)
- Peadar de Burca: Jeżeli nic nie zrobicie, wasze dzieci będą następne w kolejności (19-02-12, 01:37)
- Closely Watched Trains (11-02-12, 23:01)
- Peadar de Burca: Czy potraficie chodzić po wodzie? (05-02-12, 10:27)
- Peadar de Burca: Ułomna Polska (15-01-12, 13:26)
Ludzie tutaj mówią mi, że atakowanie kolei nie daje żadnej radości, bowiem oni nie zwracają uwagi na krytykę. Ci, którzy tak uważają, nie mają racji; nie idzie tu o pociągi, idzie o mnie. A ja jestem chwiejny, ulegam piekielnym huśtawkom nastrojów i szalonym zachowaniom i potrzebuję ujścia. Dla tych, którzy mają problemy z moimi tekstami lub nie akceptują dziennikarstwa subiektywnego, pomocne może być spojrzenie na te felietony jako na zawór bezpieczeństwa, niezbędny dla mojego dobrostanu i bezpieczeństwa szeroko rozumianej opinii publicznej.
A zatem miałem udzielić wywiadu dla RTE, irlandzkiego radia publicznego. Chcieli, abym poinformował sto tysięcy słuchaczy o tym, jak Polska przygotowuje się do Euro 2012. Dla mnie oznaczało to wyjazd do Krakowa, gdzie połączą mnie z Dublinem. Podróże koleją w Polsce są jak wyjście do bułgarskiego burdelu - przypadek decyduje, jak zostaniesz obsłużony. Tym razem trafiła mi się stara prostytutka, którą odwołano z emerytury, aby mogła dorobić parę dolców na sztuczną szczękę.
Od czego zaczynamy? Nie mam wygórowanych oczekiwań pod adresem ubikacji w pociągu, ale w tej ktoś musiał zamknąć pijanego goryla i trzymać go przez trzy dni. Nie dało się do niej wejść, nie mówiąc już o skorzystaniu. Zapewne dlatego pozostali pasażerowie byli tacy przygnębieni. Wyglądali jak sieroty po rodzicach stratowanych przez spanikowane bizony. Okno naszego wagonu się nie zamykało, a więc byliśmy zdani na łaskę żywiołów. Wkrótce wagon zaczął wypełniać się śniegiem. Zgłosiłem to konduktorowi, ale on po prostu wzruszył ramionami i powiedział: "Klimatyzacja".
Podczas tej podróży zdarzyły się dwa awaryjne postoje: nikt nam nie powiedział, dlaczego pociąg nagle się zatrzymał, a my nieomal rozbiliśmy czaszki, uderzając o półki. Założę się, że jakiś pasażer nie wytrzymał i rzucił się z okna na słup trakcyjny. Drugi postój wzbudził zainteresowanie: złapano gapowicza, który próbował uciekać. Dwóch konduktorów przygniotło go do podłogi. Noga nieszczęśnika wyrwała się z uchwytu i kopnęła hamulec awaryjny. Tym razem byliśmy gotowi, ale zbok tuż mnie udawał, że on nie. Przewrócił się na kobietę naprzeciwko i zaczął obmacywać jej piersi.
Gapowicza przekazano gliniarzom w Jaworznie. Gdy pociąg ruszył, widziałem, jak położyli mu na głowie jabłko i ustawili na linii strzału. Wymierzanie sprawiedliwości na miejscu! Typowo polskie!
Jednak wszystkie te przystanki oznaczały, że miałem teraz godzinę opóźnienia. Pociąg toczył się z prędkością 50 km/godz., z energią właściwą konduktom pogrzebowym. Tak to wyglądało. Koniec. Kaput.
O wy świnie! Przez was się spóźnię. A tam czeka 100 000 ludzi, wśród nich moja matka, do której nigdy nie dzwonię. Tylko w ten sposób może usłyszeć głęboki, zniszczony przez wódkę baryton jej syna. Moje ręce zaczęły latać z wściekłości. Zbliżał się wybuch. Zacząłem mówić głośno do siebie: "Przez was spóźnię się na spotkanie ze 100 000 ludzi! Jeżeli się spóźnię, to ". To co? Co zrobicie? Co takiego możecie zrobić? Przeważnie nic. W podobnych sytuacjach moja wściekłość przekształca się w bezmyślny obłęd. Idę i golę sobie głowę lub zaczynam jeść kaszankę. Ale nie teraz. Teraz mam ujście dla wściekłości. Zacząłem o niej pisać! Terapia instant! Ulga! Jad przelał się na kartkę papieru. Dotarliśmy do Krakowa półtorej godziny po czasie. Pobiegłem do studia. Ledwo zdążyłem. A jakie było pierwsze pytanie? "A zatem, Peadar, opowiedz naszym słuchaczom o polskim systemie komunikacyjnym - będzie gotowy na Euro 2012?" Dobre pytanie...
tłum. A.L.
Peadar de Burca wystąpi w swoim przedstawieniu "Sunshine" w teatrze Korez w Katowicach 7 marca o godz. 19. Więcej informacji na: korez.art.pl
A zatem miałem udzielić wywiadu dla RTE, irlandzkiego radia publicznego. Chcieli, abym poinformował sto tysięcy słuchaczy o tym, jak Polska przygotowuje się do Euro 2012. Dla mnie oznaczało to wyjazd do Krakowa, gdzie połączą mnie z Dublinem. Podróże koleją w Polsce są jak wyjście do bułgarskiego burdelu - przypadek decyduje, jak zostaniesz obsłużony. Tym razem trafiła mi się stara prostytutka, którą odwołano z emerytury, aby mogła dorobić parę dolców na sztuczną szczękę.
Od czego zaczynamy? Nie mam wygórowanych oczekiwań pod adresem ubikacji w pociągu, ale w tej ktoś musiał zamknąć pijanego goryla i trzymać go przez trzy dni. Nie dało się do niej wejść, nie mówiąc już o skorzystaniu. Zapewne dlatego pozostali pasażerowie byli tacy przygnębieni. Wyglądali jak sieroty po rodzicach stratowanych przez spanikowane bizony. Okno naszego wagonu się nie zamykało, a więc byliśmy zdani na łaskę żywiołów. Wkrótce wagon zaczął wypełniać się śniegiem. Zgłosiłem to konduktorowi, ale on po prostu wzruszył ramionami i powiedział: "Klimatyzacja".
Podczas tej podróży zdarzyły się dwa awaryjne postoje: nikt nam nie powiedział, dlaczego pociąg nagle się zatrzymał, a my nieomal rozbiliśmy czaszki, uderzając o półki. Założę się, że jakiś pasażer nie wytrzymał i rzucił się z okna na słup trakcyjny. Drugi postój wzbudził zainteresowanie: złapano gapowicza, który próbował uciekać. Dwóch konduktorów przygniotło go do podłogi. Noga nieszczęśnika wyrwała się z uchwytu i kopnęła hamulec awaryjny. Tym razem byliśmy gotowi, ale zbok tuż mnie udawał, że on nie. Przewrócił się na kobietę naprzeciwko i zaczął obmacywać jej piersi.
Gapowicza przekazano gliniarzom w Jaworznie. Gdy pociąg ruszył, widziałem, jak położyli mu na głowie jabłko i ustawili na linii strzału. Wymierzanie sprawiedliwości na miejscu! Typowo polskie!
Jednak wszystkie te przystanki oznaczały, że miałem teraz godzinę opóźnienia. Pociąg toczył się z prędkością 50 km/godz., z energią właściwą konduktom pogrzebowym. Tak to wyglądało. Koniec. Kaput.
O wy świnie! Przez was się spóźnię. A tam czeka 100 000 ludzi, wśród nich moja matka, do której nigdy nie dzwonię. Tylko w ten sposób może usłyszeć głęboki, zniszczony przez wódkę baryton jej syna. Moje ręce zaczęły latać z wściekłości. Zbliżał się wybuch. Zacząłem mówić głośno do siebie: "Przez was spóźnię się na spotkanie ze 100 000 ludzi! Jeżeli się spóźnię, to ". To co? Co zrobicie? Co takiego możecie zrobić? Przeważnie nic. W podobnych sytuacjach moja wściekłość przekształca się w bezmyślny obłęd. Idę i golę sobie głowę lub zaczynam jeść kaszankę. Ale nie teraz. Teraz mam ujście dla wściekłości. Zacząłem o niej pisać! Terapia instant! Ulga! Jad przelał się na kartkę papieru. Dotarliśmy do Krakowa półtorej godziny po czasie. Pobiegłem do studia. Ledwo zdążyłem. A jakie było pierwsze pytanie? "A zatem, Peadar, opowiedz naszym słuchaczom o polskim systemie komunikacyjnym - będzie gotowy na Euro 2012?" Dobre pytanie...
tłum. A.L.
Peadar de Burca wystąpi w swoim przedstawieniu "Sunshine" w teatrze Korez w Katowicach 7 marca o godz. 19. Więcej informacji na: korez.art.pl
- 11 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Peadar de Burca: Pociągi pod specjalnym nadzorem
poborowy102
12.02.12, 07:19
Myślę, ze to będzie niezłe kuriorum dla kibiców i dziennikarzy zachodnich (i wschodnich też) gdy zobaczą wypasione, drogaśnie, droższe niż w Austrii i Szwajcarii stadiony, a potem wsiądą do »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


