Peadar de Burca: Czy potraficie chodzić po wodzie?
05.02.2012
, aktualizacja: 05.02.2012 10:27
Cóż, czasami podobieństwa pomiędzy Irlandią a Polską są tak oczywiste, że dostrzegasz je dopiero, gdy ockniesz się na samym dnie ciężkiego kaca Kazik, dziadek mojej PRAKTYCZNEJ ŚLĄSKIEJ ŻONY, sprezentował mi uwodzicielską butelkę wódki Śmiercionośny napój. Gdzieś w pobliżu piątego kieliszka schyliłem się, aby zawiązać sznurowadła i wtedy podłoga zaatakowała moją twarz.
ZOBACZ TAKŻE
- Peadar de Burca: Dlaczego Polska polegnie na Euro 2012 (26-02-12, 01:31)
- Peadar de Burca: Jeżeli nic nie zrobicie, wasze dzieci będą następne w kolejności (19-02-12, 01:37)
- Peadar de Burca: Pociągi pod specjalnym nadzorem (11-02-12, 23:06)
- Can You Walk On Water? (05-02-12, 10:22)
- Peadar de Burca: Chude jest nudne - część II (29-01-12, 03:38)
- Peadar de Burca: Chude jest nudne - część I (21-01-12, 15:08)
- Peadar de Burca: Ułomna Polska (15-01-12, 13:26)
SERWISY
Teraz, gdy się już obudziłem, potrzebuję kogoś, kto uwolniłby mnie od owego wszechogarniającego uczucia, które dręczy wszystkich skacowanych: jesteś stwardniałą grudką woskowiny usznej, która wypadła na karalucha, a ten właśnie umiera na gruźlicę. Cholera! Potrzebujesz księdza, a tu jak na złość go nie ma. Ale poważnie - to są właśnie te chwile, gdy niezbędny jest zastrzyk wiary, gdy potrzebujesz pośrednika do Boga, aby przypomniał ci, że jesteś integralną cząstką pięknego kosmosu - czyż nie tego oczekujemy od księży? Zachęty do wytrwałości w wierze? W Polsce księża nie są aktywni w społeczeństwie. Nie widzę ich. Podobnie jest w Irlandii, a mimo to oba nasze kraje uważane są za "dwa spośród najbardziej pobożnych w Europie". Postawmy sprawę jasno: polscy księża i Kościół ruszali do działania jedynie wtedy, gdy trzeba było na coś zareagować: protestanci, prawosławni Rosjanie, Żydzi, naziści, komunizm. A teraz co?
Chodzą sobie i mażą kredą po drzwiach? Świątobliwe graffiti? Albo przed wyborami promują jakiegoś lokalnego polityka? Moi przyjaciele i bliscy w Polsce wierzą w stare fundamentalne złudzenie, wedle którego religia jest niezbędnym spoiwem. Ignorują jednak rzeczywistość. Jest bowiem tak, że Kościół zawodził społeczeństwo, gdy ogarniała go żądza władzy. Bohaterowie Kościoła nie domagali się władzy. Chcieli wydźwignąć ludzi ponad ocean zła i dokonywali tego z odwagą, stając na drodze szwadronom śmierci w Salwadorze, wybijając okna na świat w barakach obozu komunistycznego, karmiąc i troszcząc się o dach nad głową dla biednych, jak robili to Romero, Wojtyła Casey.
Irlandzki biskup Eamon Casey był gwiazdą Kościoła irlandzkiego, ale to on zapoczątkował proces jego destrukcji. W odróżnieniu od bełkoczących, śledziożernych, maminsynkowatych osobników, z których zrobiono księży, bo byli za mało rozgarnięci, aby odziedziczyć rodzinne gospodarstwo, rozumiał doskonale, że jego zadaniem jest wyjście poza oś świata. Wielka szkoda, że zapamiętany zostanie z powodu swojego romansu i dziecka z Amerykanką Annie Murphy. Dzięki jego programowi pomocy dla bezdomnych uratował całe pokolenie Irlandczyków, a jego organizacja pomocy dla Trzeciego Świata, Trócaire, uratowała całe pokolenie ludności afrykańskiej. To właśnie jest Religia - nie władza, ale ruch, zmiana, zachęta - rozpalona do białości odwaga wiary prowadzi cię przez wichry i burze.
Albo jesteś z nami, albo wysiadka. Casey nigdy nie bał się ryzyka, wysiadł z wygodnej łodzi, doprowadził do wściekłości irlandzkich konfratrów, którzy popierali południowoafrykański apartheid. Protestował, gdy międzynarodowy przestępca Ronald Reagan zjawił się w Irlandii, aby odebrać swój doktorat honorowy. Casey był jak lew, ale dzień, w którym uświadomił sobie, że jego kościelnej korporacji wcale nie zależy na obdarzaniu ludzi boską odwagą, był zarazem dniem, w którym irlandzki Kościół otrzymał śmiertelny cios. Kilka lat trwało, zanim się wykrwawił. Była to powolna śmierć, coś jak niskobudżetowy film ostatniego tchnienia. Casey utracił wiarę w watykańskich karierowiczów, a uczciwość nie pozwalała mu zająć się nowym kościelnym hobby, czyli oskubywaniem starych kobiet z ich oszczędności. Więcej prawdy, dobra i wiary było w miłości do kobiety. Cztery dni przed wybuchem skandalu z Annie Murphy Casey odwiedził moją klasę. Był dla nas wsparciem: śmiał się, żartował, uspokoił nasze spięte przed egzaminami nerwy i udzielił nam wiary w siebie.
Po trzynastu latach zobaczyłem go znowu. Było to przy okazji sztuki, którą pisałem na temat wizyty Reagana w Irlandii. Casey powrócił właśnie z dobrowolnego wygnania, a ja chciałem porozmawiać z nim o polityce. Tropiony przez łowców sensacji w całej zachodniej Europie nie był w nastroju do rozmowy. Obecny prezydent Irlandii Michael D. Higgins był naszym wspólnym znajomym i Casey zgodził się ze mną spotkać. Nie miałem zamiaru rozmawiać o seksualnych skandalach księży. Koncentrowałem się raczej na jego roli w kontynuacji dzieła Romero w Ameryce Środkowej. Gdzieś w połowie naszej rozmowy jego oburzenie na Amerykę ustąpiło miejsca mocnemu pragnieniu wyznania win Miał poczucie, że zdradził Boga.
Casey nie zdradził nikogo ani niczego. To on został zdradzony przez system religijny, który przestał wynosić ludzi ponad ich niemożliwe do zniesienia otoczenie, który zabił naszą wiarę, że także i my możemy chodzić po wodzie.
Mój Boże, potrzebuję drinka, czegoś, co przyniesie mi ulgę. Co jeszcze może mi pomóc?
Słudzy Boży w Polsce gdzieś znikli, pozwalając złowrogiemu imperium Ojca z Torunia zagrać w blackjacka pieniędzmi, z których oskubał jakiegoś biednego umierającego staruszka.
Tłum.: A.L. i M.P
Chodzą sobie i mażą kredą po drzwiach? Świątobliwe graffiti? Albo przed wyborami promują jakiegoś lokalnego polityka? Moi przyjaciele i bliscy w Polsce wierzą w stare fundamentalne złudzenie, wedle którego religia jest niezbędnym spoiwem. Ignorują jednak rzeczywistość. Jest bowiem tak, że Kościół zawodził społeczeństwo, gdy ogarniała go żądza władzy. Bohaterowie Kościoła nie domagali się władzy. Chcieli wydźwignąć ludzi ponad ocean zła i dokonywali tego z odwagą, stając na drodze szwadronom śmierci w Salwadorze, wybijając okna na świat w barakach obozu komunistycznego, karmiąc i troszcząc się o dach nad głową dla biednych, jak robili to Romero, Wojtyła Casey.
Irlandzki biskup Eamon Casey był gwiazdą Kościoła irlandzkiego, ale to on zapoczątkował proces jego destrukcji. W odróżnieniu od bełkoczących, śledziożernych, maminsynkowatych osobników, z których zrobiono księży, bo byli za mało rozgarnięci, aby odziedziczyć rodzinne gospodarstwo, rozumiał doskonale, że jego zadaniem jest wyjście poza oś świata. Wielka szkoda, że zapamiętany zostanie z powodu swojego romansu i dziecka z Amerykanką Annie Murphy. Dzięki jego programowi pomocy dla bezdomnych uratował całe pokolenie Irlandczyków, a jego organizacja pomocy dla Trzeciego Świata, Trócaire, uratowała całe pokolenie ludności afrykańskiej. To właśnie jest Religia - nie władza, ale ruch, zmiana, zachęta - rozpalona do białości odwaga wiary prowadzi cię przez wichry i burze.
Albo jesteś z nami, albo wysiadka. Casey nigdy nie bał się ryzyka, wysiadł z wygodnej łodzi, doprowadził do wściekłości irlandzkich konfratrów, którzy popierali południowoafrykański apartheid. Protestował, gdy międzynarodowy przestępca Ronald Reagan zjawił się w Irlandii, aby odebrać swój doktorat honorowy. Casey był jak lew, ale dzień, w którym uświadomił sobie, że jego kościelnej korporacji wcale nie zależy na obdarzaniu ludzi boską odwagą, był zarazem dniem, w którym irlandzki Kościół otrzymał śmiertelny cios. Kilka lat trwało, zanim się wykrwawił. Była to powolna śmierć, coś jak niskobudżetowy film ostatniego tchnienia. Casey utracił wiarę w watykańskich karierowiczów, a uczciwość nie pozwalała mu zająć się nowym kościelnym hobby, czyli oskubywaniem starych kobiet z ich oszczędności. Więcej prawdy, dobra i wiary było w miłości do kobiety. Cztery dni przed wybuchem skandalu z Annie Murphy Casey odwiedził moją klasę. Był dla nas wsparciem: śmiał się, żartował, uspokoił nasze spięte przed egzaminami nerwy i udzielił nam wiary w siebie.
Po trzynastu latach zobaczyłem go znowu. Było to przy okazji sztuki, którą pisałem na temat wizyty Reagana w Irlandii. Casey powrócił właśnie z dobrowolnego wygnania, a ja chciałem porozmawiać z nim o polityce. Tropiony przez łowców sensacji w całej zachodniej Europie nie był w nastroju do rozmowy. Obecny prezydent Irlandii Michael D. Higgins był naszym wspólnym znajomym i Casey zgodził się ze mną spotkać. Nie miałem zamiaru rozmawiać o seksualnych skandalach księży. Koncentrowałem się raczej na jego roli w kontynuacji dzieła Romero w Ameryce Środkowej. Gdzieś w połowie naszej rozmowy jego oburzenie na Amerykę ustąpiło miejsca mocnemu pragnieniu wyznania win Miał poczucie, że zdradził Boga.
Casey nie zdradził nikogo ani niczego. To on został zdradzony przez system religijny, który przestał wynosić ludzi ponad ich niemożliwe do zniesienia otoczenie, który zabił naszą wiarę, że także i my możemy chodzić po wodzie.
Mój Boże, potrzebuję drinka, czegoś, co przyniesie mi ulgę. Co jeszcze może mi pomóc?
Słudzy Boży w Polsce gdzieś znikli, pozwalając złowrogiemu imperium Ojca z Torunia zagrać w blackjacka pieniędzmi, z których oskubał jakiegoś biednego umierającego staruszka.
Tłum.: A.L. i M.P
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Re: Peadar de Burca: Czy potraficie chodzić po wo
vito3
05.02.12, 11:21
burzy pan polski stereotyp regana ktory w rzeczywistosci byl amerykanskim chruszczowem tylko mial wiecej szczescia,za chwile konserwa zacznie po panu jechac jak po starej kobyle,u nas »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


