Szmaragdowy jubileusz beskidzkich ratowników
2007-11-18
, aktualizacja: 18.11.2007 00:00
Bez względu na porę roku, dnia i pogodę są gotowi wyruszyć w góry, żeby nieść pomoc turystom. W sobotę Beskidzka Grupa GOPR-u świętowała 55-lecie powstania.
Wszystko zaczęło w listopadzie 1952 roku w Domu Wczasowym PTTK "Goplana" w Szczyrku. Zorganizowano tam kurs ratownictwa górskiego, który ukończyły 32 osoby. Tuż potem powstało Beskidzkie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, które dało początek Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Po Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym jest ona najstarszą grupą regionalną GOPR-u - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik beskidzkich goprowców.
To niejedyne "naj" ratowników z Beskidów. Ich grupa jest też najliczniejsza (ponad 450 członków) oraz zajmuje się terenem o największej powierzchni. Co roku najczęściej też interweniuje.
W sobotę kilkuset ratowników w czerwonych polarach z błękitnym krzyżem na piersi najpierw modliło się w kościele w Szczyrku, a potem zgromadziło się w hotelu Klimczok, żeby świętować 55-lecie istnienia grupy. Były odznaczenia, gratulacje i życzenia.
Nie zabrakło wspomnień. Ratownicy opowiadali o pierwszych akcjach, przygodach i początkach grupy, gdy nie mieli nawet potrzebnego sprzętu. Na własną rękę szyli skafandry z przedwojennego popelinowego prochowca, mieli tylko dwa rowery i wysłużony motocykl. Dziś jeżdżą nowoczesnymi terenówkami, skuterami, używają goreteksowych ubrań i GPS. - Nie zmieniło się tylko jedno: chęć niesienia pomocy w górach - mówili.
W sobotę przyjęli do swojego grona 14 nowych ratowników. Otrzymując oznakę, ślubowali oni, że bez względu na porę roku, dnia i stan pogody udadzą się w góry, aby nieść pomoc potrzebującym. - Z górami jestem związany od dziecka, ale pomysł, żeby zostać ratownikiem, to było nagłe natchnienie. Próbowałem dwa razy, przygotowywałem się i wreszcie się udało - cieszył się 27-letni Mariusz Jędrzejas.
To niejedyne "naj" ratowników z Beskidów. Ich grupa jest też najliczniejsza (ponad 450 członków) oraz zajmuje się terenem o największej powierzchni. Co roku najczęściej też interweniuje.
W sobotę kilkuset ratowników w czerwonych polarach z błękitnym krzyżem na piersi najpierw modliło się w kościele w Szczyrku, a potem zgromadziło się w hotelu Klimczok, żeby świętować 55-lecie istnienia grupy. Były odznaczenia, gratulacje i życzenia.
Nie zabrakło wspomnień. Ratownicy opowiadali o pierwszych akcjach, przygodach i początkach grupy, gdy nie mieli nawet potrzebnego sprzętu. Na własną rękę szyli skafandry z przedwojennego popelinowego prochowca, mieli tylko dwa rowery i wysłużony motocykl. Dziś jeżdżą nowoczesnymi terenówkami, skuterami, używają goreteksowych ubrań i GPS. - Nie zmieniło się tylko jedno: chęć niesienia pomocy w górach - mówili.
W sobotę przyjęli do swojego grona 14 nowych ratowników. Otrzymując oznakę, ślubowali oni, że bez względu na porę roku, dnia i stan pogody udadzą się w góry, aby nieść pomoc potrzebującym. - Z górami jestem związany od dziecka, ale pomysł, żeby zostać ratownikiem, to było nagłe natchnienie. Próbowałem dwa razy, przygotowywałem się i wreszcie się udało - cieszył się 27-letni Mariusz Jędrzejas.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów



