Nowoczesność kontra Żydzi
02.06.2011
, aktualizacja: 02.06.2011 12:36
Drogę do Huty Katowice planiści PRL-u prowadzą przez Będzin, przez pożydowskie domy. A po co nam takie stare domy? Żeby przypominały tamtą historię miasta? Historię Żydów?!

fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Zew Londner przed wojną mieszkał w kamienicy przy ul. Modrzejowskiej w Będzinie. To jedna z nielicznych, które nie zostały rozebrane

fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Zew Londner z żoną Niną

fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Zew Londner przed wojną mieszkał w kamienicy przy ul. Modrzejowskiej w Będzinie. To jedna z nielicznych, które nie zostały rozebrane
ZOBACZ TAKŻE
- Tajemnicza Biała Dama (05-06-11, 14:25)
- Pająki pomogły uratować polichromie w bożnicy (01-01-12, 16:27)
- Każdy może pomóc odnowić zabrzański kirkut (30-10-11, 22:54)
- Stadion zagłady (04-04-11, 13:10)
SERWISY
Zew Londner odwiedza Będzin. Ostatni raz był tu ponad 50 lat temu. To stąd Niemcy zabrali go do Auschwitz. Przeżył, uciekł z marszu śmierci, po wojnie zamieszkał w Izraelu.
Przejazd z lotniska w Pyrzowicach do Będzina zajmuje 30 minut, Londner czuje napięcie, zanim zjadą z "gierkówki" nerwowo ściska palce. Za chwilę wyłoni się znajomy obraz: wzgórze z zamkiem górującym nad miastem i zboczem pokrytym dachami kamienic. U jego stóp swoje wody rozlewa Przemsza, za nią rynek. Dobrze pamięta te sklepiki, cukiernie, warsztaty, które okalały główny plac starego miasta. Wjeżdżają do Będzina. Londner nie odzywa się słowem, wygląda przez okno.
- Gdzie my jesteśmy?! - nie wytrzymuje. Rozpoznaje tylko wzgórze z zamkiem. Nic nie jest takie, jak było. Nie wierzy własnym oczom.
Dobrzy sąsiedzi
Będzin przed wojną był nazywany małą Jerozolimą. Obok kościoła Świętej Trójcy - bożnica. Obok cmentarza katolickiego - kirkut. Obok Domu Katolickiego - żydowska szkoła Furstenbergów. U podnóża góry, na ul. Zawale, Modrzejowskiej, Kołłątaja, Podgórskiej, Podzamczu i nad Czarną Przemszą ciasno i gwarno. Kwitnie handel. 14 młynów, 11 restauracji i 7 banków. Szymon Furstenberg ma Zakłady Przemysłu Cynkowego, działają fabryki: Meyerholda, olejów i tłuszczów J.D. Potok i synowie, bieli cynkowej Leontyna, Huta Feniks, browar Gambrinus. Kino Corso jest w posiadaniu J. Kaufmana, a Nowości - J. Winera.
Poza biedotą (w 1928 r. jest 2954 najtańszych, dwuizbowych mieszkań, żyje w nich 11538 osób) milionerzy. W 1924 r. na będzińskich tablicach rejestracyjnych jeździ 30 samochodów. Po odliczeniu ciężarówek firmowych i karetki sanitarnej sześć aut ma prywatnych właścicieli: G. Weinzieher, S. Furstenberg, J. Gutman (2 auta), Juda Kriegsztajn i Jan Szperling, właściciel cegielni. Żydzi to byli najbiedniejsi, ale i najbogatsi ludzie w Będzinie. Genowefa Balińska była małą dziewczynką, ale pamięta: - Wszyscy Żydzi, których znałam, byli niesamowicie religijni. Bardzo przestrzegali, żeby w soboty nie pracować. Prosili mnie wtedy, żebym zapaliła im w piecu. Wszystko już było naszykowane, wystarczyło przyłożyć zapałkę. Dostawałam za to zawsze pół macy. Polacy i Żydzi żyją w zgodzie. Tomasz Żak po latach znalazł dziennik swojego pradziadka Franciszka Przybylskiego. - Był działaczem Akcji Katolickiej, żyrował kredyt na budowę Domu Katolickiego, ale nie przeszkadzało mu to chodzić na lekcje tańca z piękną Salą Grorfeld.
W mieście przyjmuje doktor Tadeusz Kosibowicz (podczas wojny za leczenie Żydów trafi do Auschwitz). Sława najlepszej dentystki należy do Racheli Cyglerowej.
Polacy szanują święta żydowskie, a Żydzi - katolickie. Przybylski w swoim dzienniczku opisuje święto 11 listopada: "Cały Będzin udekorowany barwnymi światełkami i iluminacjami. Świąteczne lampki palą się we wszystkich domach, także w żydowskich".
To było piękne miasto
Wrzesień 1939 roku. Niemcy puszczają z dymem synagogę, ryglują drzwi, w środku smażą się ludzie. Niemcy idą od domu do domu. Wrzucają do środka granaty. Wrzaski kobiet, płacz dzieci, huk wystrzałów, krzyki mordowanych. Ofiary uciekają w stronę kościoła. Z daleka wołają: "ratunku!". Ksiądz Mieczysław Zawadzki, proboszcz będzińskiej parafii Świętej Trójcy, otwiera bramę kościelnych ogrodów. Przeprowadza ludzi na drugą stronę Góry Zamkowej, tam Niemców nie ma. Semach Wolbromski w latach 60. przyśle księdzu Zawadzkiemu list z Montrealu, z podziękowaniem za uratowanie życia.
Oprócz bożnicy i kilku kamienic Niemcy zniszczyli też pomnik Nike. Getto urządzili w dzielnicy Warpie. Nie było otoczone murem, ale ucieczki były rzadkie. Nie ma dokąd pójść, nie sposób się ukryć. Szczęście ma córka Cyglerów, bo wygląda jak aryjka i może przeżyć wojnę u rodziny Pająków.
W sierpniu 1943 roku Niemcy likwidują getto, wszyscy do Auschwitz. Po będzińskich Żydach została jedna walizka pamiątek. Ktoś z komanda, które selekcjonowało rzeczy więźniów, upchnął do niej 2400 fotografii i ukrył. Na zdjęciach: uczniowie i nauczyciele szkoły Furstenberga, muzycy z orkiestry Rapaporta, Josef Rosenfelt pozujący na tle ruin zamku. Śluby, ulice i wakacje w Krynicy. Przystojny brunet dedykuje: "sympatycznej Andzi w dowód pamięci - Karolek, 10.1932". Przylizana dziewczynka w marynarskim kołnierzyku i okrągłych okularach na nosie. Róźka Kupferberger. Zdjęcie ofiarowała "na wieczną pamiątkę" koleżance poznanej w Będzinie. Cały plik zdjęć rodziny Broderów. Mieszkali przy Małachowskiego 52, prowadzili sklep z materiałami piśmiennymi i drogeryjno-tytoniowy. Rodzina matki, Fajgli Broder z domu Erlich, mieszkała w Będzinie od 300 lat. Z licznej familii przeżył tylko Eli Border, autor większości zdjęć z walizki.
A ta platynowa blondynka o intrygującej twarzy to Fela Roze, uczennica Furstenberga. Musiała się podobać kolegom, bo na każdym zdjęciu otacza ją wianuszek adoratorów. Rodzice Feli mieli fabrykę świec przy Sączewskiego 7. Fela przeżyła Holocaust, sporo jeździła po świecie, w końcu wybudowała w Australii wielki dom. Obsadziła go szczelnie drzewami i nikogo nie wpuszczała do środka. Popełniła samobójstwo, zagazowała się we własnym garażu.
A tu piękne panny Koplowiczówny, trzy siostry, których ojciec Aron Koplowicz, właściciel sklepu tekstylnego przy starym rynku, był bardzo pobożnym chasydem. Córki to kobiety eleganckie, może nawet trochę wyzwolone? Róża Koplowicz pozuje w kostiumie kąpielowym. Takie to było miasto.
Kogo obchodzą kamienice?
Po wojnie do Będzina wróciło nie więcej niż 200 Żydów. - Ale to już było inne miasto. Pozbawione dawnego gwaru, otwartych cukierni, spacerującej młodzieży, rozbawionych dzieci, kupców i ich sklepów, adwokatów, handlarzy. W pustych pożydowskich mieszkaniach głucha cisza - wspomina Zofia Rydlowa, córka doktora Kosibowicza.
Nie trwa to długo, do kamienic wprowadzają się nowi lokatorzy. "Powojenne Zagłębie to nowe kopalnie i huty. Przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Węgiel wybierany pod miastem powoduje obniżanie terenu. Pękają domy. Komisja szkód górniczych ma pełne ręce roboty. W Będzinie rosną nowe bloki na osiedlach Syberka i Małobądz. Nie dba się o stare, zwłaszcza pożydowskie kamienice śródmieścia. Nikogo już nie obchodzą" - notuje w kronice parafialnej ks. Tadeusz Matras, nowy wikary kościoła Świętej Trójcy.
Kto by nie chciał mieszkać w bloku z wielkiej płyty, gdzie winda, centralne ogrzewanie i łazienka? Nikt nie protestuje, gdy kamienice po Żydach są rozbierane jedna po drugiej.
Ludzie jak hieny, szukają w ruinach
Po tragicznych wydarzeniach grudnia 1970 r. zmienia się kierownictwo PZPR. Osobą numer jeden w państwie staje się pochodzący z Zagłębia Edward Gierek. Polsce potrzebna naprawa gospodarcza. W głowie nowego I sekretarza kiełkują wizje potężnych konglomeratów przemysłowych. Jeden z nich - Huta Katowice - ma powstać w ukochanym Zagłębiu. Na VI zjeździe PZPR zapada decyzja o budowie największego i najnowocześniejszego kombinatu metalurgicznego między Gołonogiem, Ząbkowicami Będzińskimi, Łośniem i Strzemieszycami.
Przejazd z lotniska w Pyrzowicach do Będzina zajmuje 30 minut, Londner czuje napięcie, zanim zjadą z "gierkówki" nerwowo ściska palce. Za chwilę wyłoni się znajomy obraz: wzgórze z zamkiem górującym nad miastem i zboczem pokrytym dachami kamienic. U jego stóp swoje wody rozlewa Przemsza, za nią rynek. Dobrze pamięta te sklepiki, cukiernie, warsztaty, które okalały główny plac starego miasta. Wjeżdżają do Będzina. Londner nie odzywa się słowem, wygląda przez okno.
- Gdzie my jesteśmy?! - nie wytrzymuje. Rozpoznaje tylko wzgórze z zamkiem. Nic nie jest takie, jak było. Nie wierzy własnym oczom.
Dobrzy sąsiedzi
Będzin przed wojną był nazywany małą Jerozolimą. Obok kościoła Świętej Trójcy - bożnica. Obok cmentarza katolickiego - kirkut. Obok Domu Katolickiego - żydowska szkoła Furstenbergów. U podnóża góry, na ul. Zawale, Modrzejowskiej, Kołłątaja, Podgórskiej, Podzamczu i nad Czarną Przemszą ciasno i gwarno. Kwitnie handel. 14 młynów, 11 restauracji i 7 banków. Szymon Furstenberg ma Zakłady Przemysłu Cynkowego, działają fabryki: Meyerholda, olejów i tłuszczów J.D. Potok i synowie, bieli cynkowej Leontyna, Huta Feniks, browar Gambrinus. Kino Corso jest w posiadaniu J. Kaufmana, a Nowości - J. Winera.
Poza biedotą (w 1928 r. jest 2954 najtańszych, dwuizbowych mieszkań, żyje w nich 11538 osób) milionerzy. W 1924 r. na będzińskich tablicach rejestracyjnych jeździ 30 samochodów. Po odliczeniu ciężarówek firmowych i karetki sanitarnej sześć aut ma prywatnych właścicieli: G. Weinzieher, S. Furstenberg, J. Gutman (2 auta), Juda Kriegsztajn i Jan Szperling, właściciel cegielni. Żydzi to byli najbiedniejsi, ale i najbogatsi ludzie w Będzinie. Genowefa Balińska była małą dziewczynką, ale pamięta: - Wszyscy Żydzi, których znałam, byli niesamowicie religijni. Bardzo przestrzegali, żeby w soboty nie pracować. Prosili mnie wtedy, żebym zapaliła im w piecu. Wszystko już było naszykowane, wystarczyło przyłożyć zapałkę. Dostawałam za to zawsze pół macy. Polacy i Żydzi żyją w zgodzie. Tomasz Żak po latach znalazł dziennik swojego pradziadka Franciszka Przybylskiego. - Był działaczem Akcji Katolickiej, żyrował kredyt na budowę Domu Katolickiego, ale nie przeszkadzało mu to chodzić na lekcje tańca z piękną Salą Grorfeld.
W mieście przyjmuje doktor Tadeusz Kosibowicz (podczas wojny za leczenie Żydów trafi do Auschwitz). Sława najlepszej dentystki należy do Racheli Cyglerowej.
Polacy szanują święta żydowskie, a Żydzi - katolickie. Przybylski w swoim dzienniczku opisuje święto 11 listopada: "Cały Będzin udekorowany barwnymi światełkami i iluminacjami. Świąteczne lampki palą się we wszystkich domach, także w żydowskich".
To było piękne miasto
Wrzesień 1939 roku. Niemcy puszczają z dymem synagogę, ryglują drzwi, w środku smażą się ludzie. Niemcy idą od domu do domu. Wrzucają do środka granaty. Wrzaski kobiet, płacz dzieci, huk wystrzałów, krzyki mordowanych. Ofiary uciekają w stronę kościoła. Z daleka wołają: "ratunku!". Ksiądz Mieczysław Zawadzki, proboszcz będzińskiej parafii Świętej Trójcy, otwiera bramę kościelnych ogrodów. Przeprowadza ludzi na drugą stronę Góry Zamkowej, tam Niemców nie ma. Semach Wolbromski w latach 60. przyśle księdzu Zawadzkiemu list z Montrealu, z podziękowaniem za uratowanie życia.
Oprócz bożnicy i kilku kamienic Niemcy zniszczyli też pomnik Nike. Getto urządzili w dzielnicy Warpie. Nie było otoczone murem, ale ucieczki były rzadkie. Nie ma dokąd pójść, nie sposób się ukryć. Szczęście ma córka Cyglerów, bo wygląda jak aryjka i może przeżyć wojnę u rodziny Pająków.
W sierpniu 1943 roku Niemcy likwidują getto, wszyscy do Auschwitz. Po będzińskich Żydach została jedna walizka pamiątek. Ktoś z komanda, które selekcjonowało rzeczy więźniów, upchnął do niej 2400 fotografii i ukrył. Na zdjęciach: uczniowie i nauczyciele szkoły Furstenberga, muzycy z orkiestry Rapaporta, Josef Rosenfelt pozujący na tle ruin zamku. Śluby, ulice i wakacje w Krynicy. Przystojny brunet dedykuje: "sympatycznej Andzi w dowód pamięci - Karolek, 10.1932". Przylizana dziewczynka w marynarskim kołnierzyku i okrągłych okularach na nosie. Róźka Kupferberger. Zdjęcie ofiarowała "na wieczną pamiątkę" koleżance poznanej w Będzinie. Cały plik zdjęć rodziny Broderów. Mieszkali przy Małachowskiego 52, prowadzili sklep z materiałami piśmiennymi i drogeryjno-tytoniowy. Rodzina matki, Fajgli Broder z domu Erlich, mieszkała w Będzinie od 300 lat. Z licznej familii przeżył tylko Eli Border, autor większości zdjęć z walizki.
A ta platynowa blondynka o intrygującej twarzy to Fela Roze, uczennica Furstenberga. Musiała się podobać kolegom, bo na każdym zdjęciu otacza ją wianuszek adoratorów. Rodzice Feli mieli fabrykę świec przy Sączewskiego 7. Fela przeżyła Holocaust, sporo jeździła po świecie, w końcu wybudowała w Australii wielki dom. Obsadziła go szczelnie drzewami i nikogo nie wpuszczała do środka. Popełniła samobójstwo, zagazowała się we własnym garażu.
A tu piękne panny Koplowiczówny, trzy siostry, których ojciec Aron Koplowicz, właściciel sklepu tekstylnego przy starym rynku, był bardzo pobożnym chasydem. Córki to kobiety eleganckie, może nawet trochę wyzwolone? Róża Koplowicz pozuje w kostiumie kąpielowym. Takie to było miasto.
Kogo obchodzą kamienice?
Po wojnie do Będzina wróciło nie więcej niż 200 Żydów. - Ale to już było inne miasto. Pozbawione dawnego gwaru, otwartych cukierni, spacerującej młodzieży, rozbawionych dzieci, kupców i ich sklepów, adwokatów, handlarzy. W pustych pożydowskich mieszkaniach głucha cisza - wspomina Zofia Rydlowa, córka doktora Kosibowicza.
Nie trwa to długo, do kamienic wprowadzają się nowi lokatorzy. "Powojenne Zagłębie to nowe kopalnie i huty. Przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Węgiel wybierany pod miastem powoduje obniżanie terenu. Pękają domy. Komisja szkód górniczych ma pełne ręce roboty. W Będzinie rosną nowe bloki na osiedlach Syberka i Małobądz. Nie dba się o stare, zwłaszcza pożydowskie kamienice śródmieścia. Nikogo już nie obchodzą" - notuje w kronice parafialnej ks. Tadeusz Matras, nowy wikary kościoła Świętej Trójcy.
Kto by nie chciał mieszkać w bloku z wielkiej płyty, gdzie winda, centralne ogrzewanie i łazienka? Nikt nie protestuje, gdy kamienice po Żydach są rozbierane jedna po drugiej.
Ludzie jak hieny, szukają w ruinach
Po tragicznych wydarzeniach grudnia 1970 r. zmienia się kierownictwo PZPR. Osobą numer jeden w państwie staje się pochodzący z Zagłębia Edward Gierek. Polsce potrzebna naprawa gospodarcza. W głowie nowego I sekretarza kiełkują wizje potężnych konglomeratów przemysłowych. Jeden z nich - Huta Katowice - ma powstać w ukochanym Zagłębiu. Na VI zjeździe PZPR zapada decyzja o budowie największego i najnowocześniejszego kombinatu metalurgicznego między Gołonogiem, Ząbkowicami Będzińskimi, Łośniem i Strzemieszycami.
1
2
następne »
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Nowoczesność kontra Żydzi
firiduri
02.06.11, 20:39
Ta huta "Katowice" od początku była nieszczęściem. Na dodatek w każdej chwili potomkowie tow. Breżniewa mogą upomnieć się o zaległe wypłaty i wyrównanie za niewykorzystane urlopy. Breżniew »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


