Wyzwolenie wiązało się także z wielką tragedią
2011-01-29
, aktualizacja: 31.01.2011 08:07
- Postawmy na placu Wolności bydlęcy wagon. Taki wagon-pomnik pokazałby dwuznaczność rocznicy wyzwolenia Katowic. Wiedzielibyśmy, że to, co nazywamy wyzwoleniem, wiązało się także z wielką tragedią Ślązaków. Ona jednak wtedy wcale się nie rozpoczynała. To był tylko jej dalszy ciąg - mówi prof. Ryszard Kaczmarek, historyk
ZOBACZ TAKŻE
- Rocznica 27 stycznia 1945 roku. Wyzwolenie nie dla wszystkich (27-01-11, 23:49)
- Jak pamiętać o 27 stycznia? Pamiętać, że nikt Rosjan nie witał (20-01-11, 00:35)
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>Przemysław Jedlecki: 66 lat po zakończeniu II wojny ciągle trwa dyskusja, czy wkroczenie wojsk radzieckich do śląskich miast w styczniu 1945 roku było ich wyzwoleniem.
Prof. Ryszard Kaczmarek, historyk z Uniwersytetu Śląskiego: Pierwszy raz takie pytania pojawiły się dziesięć lat temu. Nie będę specjalnie odkrywczy w tej sprawie. Wydaje mi się, że najbliżsi prawdy są ci, którzy mówią, że tak jak w 1939 roku trudno było oczekiwać jednolitych postaw wobec wkraczających tu Niemców, tak i w roku 1945 mamy do czynienia z kilkoma grupami ludności, które różnie reagowały na to, co się działo. Absolutnie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że ludzie, którzy znaleźli się w szczególnie trudnej sytuacji w czasie wojny, czyli ci, którzy byli eksterminowani, żyli w ciągłym strachu, musieli widzieć w Armii Czerwonej oswobodzicieli.
A jak wyglądało życie codzienne mieszkańców Górnego Śląska podczas wojny?
- Była spora grupa ludzi, którzy okupację niemiecką przeżyli w sposób w miarę spokojny. Nie groziła im śmierć, ale musieli wysyłać swoich mężów czy synów do niemieckiej armii i na wojenne fronty, żyli też w niedostatku. Dla nich również to wyzwolenie oznaczało jakieś niebezpieczeństwo. Strach brał się stąd, że propaganda niemiecka przedstawiła Armię Czerwoną w odpowiednio negatywnym świetle, a również polskie władze w czasach II RP nie pokazywały Rosji sowieckiej jako najlepszego sąsiada Polski. Trudno zatem było oczekiwać jakiegokolwiek poczucia radości z wkroczenia wojsk radzieckich. Tak było w tej części Górnego Śląska, która przed wojną należała do Polski, a już np. w niemieckich Gliwicach nie można w ogóle mówić o żadnym wyzwoleniu.
Katowiczanin Andrzej Rożanowicz opowiada, że ludzie po prostu bali się Rosjan. Wspomina, że ich widok odstraszał. Mieli byle jakie płaszcze, pepesze na sznurkach, a zamiast plecaków worki. Może jednak warto pamiętać, że często byli to prości żołnierze wyrwani z rodzinnej wioski czy oderwani od warsztatu w fabryce, ale bez względu na to, jak wyglądali i się zachowywali, to przegnali okupanta?
- Wygląd Rosjan i ich zachowanie miały wpływ na to, jak ludzie reagowali na ich wkroczenie na Śląsk. Proszę pamiętać, że wbrew pozorom sporo osób z naszego regionu miało kontakt z Kresami, dużo Ślązaków studiowało we Lwowie. Radziecka Rosja nie była zatem dla nich czymś bardzo odległym i zupełnie nieznanym. Ludzie wiedzieli, czego po Rosjanach mogą się spodziewać. Prawda jest też taka, że my bardzo mało wiemy o zwykłych żołnierzach Armii Czerwonej. Dostępność materiałów dotyczących zdyscyplinowania żołnierzy czy ich zachowań jest bardzo słaba. W gruncie rzeczy mamy tylko opisy beletrystyczne, które niestety nie oddają do końca prawdziwego postępowania tych żołnierzy i nie mówią nam o rozkazach, jakie im wydano.
Kilka lat temu katowiccy radni chcieli przenieść pomnik żołnierzy Armii Czerwonej z placu Wolności na cmentarz, ale nie zdecydowali się do dziś na tę operację. Co pan doradziłby radnym?
- Pomniki to bardzo delikatna kwestia. Na placu Wolności wcześniej był pomnik cesarzy niemieckich, potem pomnik powstań śląskich, a w czasie wojny pomnik z prochami członków Selbstschutzu. Mam w tej sprawie własne, podkreślam, prywatne zdanie. Obecnego pomnika bym nie ruszał. Bardzo za to podoba mi się trochę już zapomniany pomysł, który pojawił się przed kilku laty, żeby postawić obok bydlęcy wagon, który symbolizowałby deportacje Górnoślązaków w głąb Związku Radzieckiego wczesną wiosną 1945 roku. To byłoby coś w rodzaju kontrapunktu pokazującego to, co działo się wówczas naprawdę.
To lepsze niż przemianowanie ulicy Wojewódzkiej ponownie na 27 stycznia?
- Taki wagon-pomnik z pewnością pokazałby wszystkim dwuznaczność tej daty. Wiedzielibyśmy, że to, co nazywamy wyzwoleniem, wiązało się także z wielką tragedią Ślązaków. Chcę jednak podkreślić, że ona wtedy wcale się nie rozpoczynała. To był tylko jej dalszy ciąg.
Dziś jednak nie brakuje głosów, że dopiero po 1945 roku Ślązacy zaczęli być prześladowani, że traktowano ich jak Niemców, których trzeba wywieźć albo zamknąć w obozach.
- To stwierdzenie idzie o wiele za daleko. Mieszkańcom regionu równie źle działo się w czasie wojny! Tylko że Ślązacy na początku myśleli, że jak zwykle uda im się jakoś przetrwać. Tym razem się jednak nie udało. Nie ominęła ich tragedia II wojny światowej i nie ominęły nieszczęścia, które przyniósł rok 1945. Znam mnóstwo Ślązaków, dla których 1945 rok był wyzwoleniem, i wiem, że jest grupa, która nigdy nie przyjmie do wiadomości, że to, co się wtedy wydarzyło, tak można nazwać. I wcale nie różnimy się zbytnio pod tym względem od innych części Polski, gdzie wyzwolenie wyglądało dla Polaków równie dramatycznie. Historia stale jest pisana na nowo. Zmieniamy się i inaczej postrzegamy pewne wydarzenia z przeszłości, chociażby z racji dystansu, który nas od nich dzieli, i wiedzy, którą mamy, a nie mieli bezpośredni świadkowie. Wielkie rocznice jak ta zawsze będą budziły emocje i będą różnie oceniane. To jednak już rola polityków lub dziennikarzy. Zadaniem historyków jest zgodne z prawdą opisanie tego, co się działo, oraz wyjaśnienie przyczyn i skutków wydarzeń z przeszłości.
Ostatnio jednak częściej mówi się o wydarzeniach po 1945 roku niż o tym, co się działo w czasie wojny.
- Wynika to z tego, że przez wiele lat w powszechnej świadomości próbowano utrwalić obraz 1945 roku rodem z "Czterech pancernych i psa", gdzie rzucano kwiaty na czołgi i świętowano razem z żołnierzami. Jeszcze niedawno mało kto wiedział, że tak naprawdę siedziało się w piwnicy i czekało na to, co będzie. Na Śląsku sytuację komplikował dodatkowo fakt, że tu trudniej było o kompromis w ocenie tamtych wydarzeń. W zależności od niej ludziom zarzucano proniemieckie lub prosowieckie poglądy, a obydwie strony odsądzały się nawzajem od czci i wiary. Pewnie to jednak nieuniknione, gdy żyje się na niedawnym jeszcze pograniczu.
- 177 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
51 głosów
-
Wyzwolenie wiązało się także z wielką tragedią
piniorekxx
30.01.11, 11:06
Mamę wyzwolenie zastało w Bytomiu ze mną w wózeczku dziecięcym.Opowiadała mi ,że w Bytomiu (przed wojną Rzesza) Rosjanie dostali zezwolenie na inne postępowanie niż na terenach Generalnej »
-
Re: Wyzwolenie wiązało się także z wielką tragedi
erka-4
30.01.11, 19:21
W świetle tego co nam przyniósł wspólny tragiczny los,gdyż podobnie wożono nas takimi bydlęcymi bryczkami winniśmy uczynić w stosunku do siebie znak pokoju bo jeżeli nadal będziemy »
-
Wyzwolenie wiązało się także z wielką tragedią
firiduri
31.01.11, 09:14
Polska po 1945 r. nie stała się suwerennym państwem. Jest nim dopiero od dwudziestu lat i wykazuje dużo dobrej woli, aby wyjaśnić sprawy okryte milczeniem i nadrobić "skradziony" czas. »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



