Marcin ma akordeon i wielki talent

Magdalena Warchala
11.12.2009 , aktualizacja: 11.12.2009 14:40
A A A Drukuj
Kiedy ze łzami w oczach zagrał "Zimę" Vivaldiego, oczarowany był nawet zgryźliwy Kuba Wojewódzki. Gdy siedem miesięcy później, już jako finalista programu "Mam talent", zacinał ogniste tango, pokochało go kilka milionów Polaków
Marcin Wyrostek, zwycięzca drugiej edycji programu ''Mam talent''
Fot. Alina Gajdamowicz/Agencja Gazeta
Marcin Wyrostek, zwycięzca drugiej edycji programu ''Mam talent''
Na zabrzański casting do programu TVN "Mam talent" 27-letni Marcin Wyrostek przyszedł, bo uznał, że jest jeszcze na tyle młody, by przeżyć przygodę. - Kilka lat później już by nie wypadało, ryzykowałbym kompromitację przed swoimi studentami - żartuje. Serio dodaje, że chciał pokazać publiczności muzykę inną niż ta, od której media wprost pękają.

- Programów dla melomanów w telewizji nie ma w ogóle, a jeśli już, to nadawane są po północy. A tu taka okazja, żeby pokazać milionom ludzi akordeon od innej strony niż weselno-chałturnicza, z której głównie jest znany - wspomina.

Przed występem w Domu Muzyki i Tańca skonsultował się jeszcze z rodziną, swym mistrzem prof. Joachimem Pichurą oraz przyjacielem Januszem Kurkiem. - Żona bała się chyba najbardziej, ale tata powiedział: "Idź, co ci szkodzi". I nie wahałem się dłużej - dodaje.

Wątpliwości minęły za kulisami Teatru Śląskiego, gdzie odbył się drugi etap castingu, pojawił się natomiast stres. - Obawiałem się jurorów. Agnieszka Chylińska i Kuba Wojewódzki znają się na muzyce, Małgorzata Foremniak ma z kolei dużą wrażliwość, jest bardzo emocjonalna. Gdyby mnie źle ocenili, nie szczędziliby mi ostrych komentarzy - mówi Marcin.

Stres minął wraz z wejściem na scenę. Muzyka poniosła go jak zwykle i, nie ma co ukrywać, w oczach Marcina pojawiły się łzy. Publiczność w teatrze zerwała się z miejsc. Po występie Kuba Wojewódzki, najbardziej zgryźliwy z jurorów, powiedział: "Twoje miejsce jest w finale". To były prorocze słowa.

Decyzją jurorów i dzięki SMS-om telewidzów Marcin dostał się do półfinału. Tym razem zagrał Bacha. O uznanie publiczności w tym samym odcinku rywalizowały dwie grupy breakdancerów, drag queen, chłopak robiący sztuczki z piłką do nogi, wokalistka, akrobaci i mieszkający w Siemianowicach Śląskich filipiński piosenkarz Alexander Martinez, który również zakwalifikował się do finału.

Ostatecznie triumfował Marcin, pokonując w finale Martineza (trzecie miejsce) i nastoletnich śpiewaków Marcela i Nikodema Legunów. Zdobył 300 tys. zł i nagłą sławę, która skromnego wykładowcę katowickiej Akademii Muzycznej mocno oszołomiła. - Bez przerwy dzwonią dziennikarze z pytaniami, znajomi i nieznajomi z gratulacjami. Moja żona jest przerażona, ale mówię jej, że to minie. Przyjdzie moment, gdy znów będziemy żyć spokojnie, jak dawniej. Nie zależy mi na gwiazdorstwie. Cieszę się tylko, że dzięki zwycięstwu będę mógł grać więcej koncertów, łatwiej będzie mi też nagrać płyty, do których przymierzam się od dawna - mówi Marcin.

Zobacz finałowy występ Marcina Wyrostka



Najważniejsze, jak podkreśla, jest dla niego odczarowanie akordeonu. - Ludzie wreszcie zobaczyli, jaki to wspaniały instrument. Chciałbym, żeby wreszcie klasa akordeonu w szkole muzycznej przestała być karą dla dzieci, które nie dostały się na fortepian, trąbkę czy gitarę - mówi Marcin.

Dla niego akordeon nigdy nie był karą. To tata Zdzisław, kiedy Marcin był jeszcze w przedszkolu, wybrał dla niego ten instrument. Pewnie dlatego, że sam na nim grywał, choć w szkole muzycznej, której nie ukończył, był w klasie klarnetu. Zamiast zawodowym muzykiem, został technikiem mechanikiem i pracował przy instalacjach centralnego ogrzewania. Syna postanowił jednak wykształcić na artystę.

Marcin poszedł do Państwowej Szkoły Muzycznej I, a potem II stopnia w Jeleniej Górze, gdzie mieszkał z tatą i mamą Alicją. Jako 13-latek zaczął jeździć też na prywatne lekcje do prof. Pichury, wykładowcy katowickiej Akademii Muzycznej. Po liceum o profilu matematyczno-informatycznym, w którym uczył się równolegle ze szkołą muzyczną, dostał się na studia do Katowic, choć bliżej miał akademię we Wrocławiu. - Katowicka cieszy się lepszą renomą - wyjaśnia. Początkowo planował też studiowanie drugiego kierunku na politechnice, ale nie było go stać na czesne, by uczyć się zaocznie.

- Na początku interesowała go tylko klasyka - wspomina prof. Pichura. - Potem zaczął skłaniać się w stronę jazzu i muzyki rozrywkowej. Namawiałem go, by rozwijał się dwutorowo, bo w obu stylistykach czuł się świetnie. I posłuchał mnie.

Po dyplomie Marcin został na uczelni jako wykładowca. Studenci od razu go polubili, bo nie stwarza dystansu. Ba! Każe nawet mówić sobie po imieniu. - To nie znaczy, że nie jest wymagający. Czasem nie mamy już sił ćwiczyć, a on zachęca: "jeszcze, jeszcze". Rzadko protestujemy. Ma w sobie taki zapał, że potrafi nim zarazić każdego - mówi Łukasz Jaworski, student IV roku.

Łukasz dodaje, że dla Marcina muzyka jest idealnym sposobem komunikacji. - Czasem nie potrafi nam czegoś wyjaśnić na zajęciach, ubrać w słowa tego, co chce przekazać. Wtedy po prostu bierze akordeon i gra.

Marcin uczy też w Kolegium Nauczycielskim w Bytomiu i w Państwowej Szkole Muzycznej w Zabrzu. Udziela się w kilku projektach, m.in. w Śląskim Kwintecie Akordeonowym katowickiej Akademii Muzycznej, Tango Corazon Quintet i zespole Joanny Słowińskiej. Nagrał z nimi kilka płyt, ale marzy o wydaniu solowych albumów, odpowiadających jego muzycznym zamiłowaniom. Jednego z muzyką klasyczną, drugiego z rozrywkową: standardami jazzowymi i własnymi kompozycjami. Chciałby też koncertować w filharmoniach, które obecnie niechętnie zapraszają akordeonistów ze względu na niewielką publiczność słuchającą ich muzyki. - Może po "Mam talent" coś drgnie? - mówi z nadzieją Marcin.

Aby jednak grać w filharmonii, potrzebuje profesjonalnego, koncertowego instrumentu, który zamierza kupić za część nagrody. - Kosztuje 50-60 tys. zł, ale ma głębsze brzmienie, więcej guzików, pojemniejszy miech. Jest ręcznie robiony z najlepszych materiałów - rozmarza się muzyk.

Na co wydać resztę pieniędzy, zastanowi się z żoną Alicją. - Może kupimy własne mieszkanie? Co prawda to, które wynajmujemy, jest przytulne, ale na swoim jednak łatwiej myśleć o powiększeniu rodziny - mówi.

Zaraz po finale Marcin ruszył w minitournee wraz z innymi finalistami obecnej i poprzedniej edycji "Mam talent". We wtorek grał w Lublinie, w środę w Poznaniu, wczoraj we Wrocławiu, w niedzielę wystąpi w Warszawie. Jeszcze przed świętami wybiera się do Niemiec na wcześniej zaplanowane występy. Do września przyszłego roku zarezerwowanych ma 12 koncertów, ale to rezerwacje robione jeszcze przed finałem. Teraz propozycje dopiero się posypią.

- Muszę z nim przeprowadzić poważną rozmowę, żeby rozsądnie selekcjonował te oferty. Sława sławą, a doktorat czeka - studzi emocje prof. Pichura. Przyznaje jednak, że Marcin to rozważny facet. - Woda sodowa do głowy mu nie uderzy. W komercję też na pewno nie pójdzie. Bałem się, że do telewizji wybierze mniej ambitny repertuar, żeby przypodobać się publiczności. Jednak postawił na klasykę i przyszedł do mnie nawet po radę, czy dobrze robi. Jestem z niego dumny - cieszy się profesor Pichura, który jako jeden z pierwszych dzwonił do Marcina z gratulacjami. - Powiedziałem, że świetnie się spisał, ale Bacha grał za szybko. Nic dziwnego, kto to widział, żeby grać na akordeonie na stojąco?!

Prof. Pichura wie, że Marcin wybaczy mu krytyczne uwagi. Zdaje sobie dobrze sprawę, że to takie ojcowskie marudzenie. A Marcin i tak jest świetny. Profesor wysłał na niego dwa SMS-y.

Za to Łukasz kilkanaście, choć dopiero w samym finale. Wcześniejsze występy Marcina oglądał tylko w internecie. Na finał zaprosił do domu kolegów z uczelni i innych znajomych. Wszyscy głosowali, aż telefony się im grzały.

Konrad Merta, student II roku, na wspólne oglądanie do swojego domu zaprosił natomiast sąsiadów z Kęt. - Nie mogli wyjść z podziwu, że mój wykładowca tak gra, i razem ze mną wysyłali SMS-y - cieszy się Konrad. Teraz wspólnie z Łukaszem i innymi studentami oraz z wykładowcami szykują dla Marcina królewskie powitanie. - To będzie niespodzianka, więc nie zdradzimy na razie nic a nic - zapowiadają.

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów