- Jest zjawiskowa niczym wschód słońca nad Zatoką Perską. Bardziej tajemnicza niż egipski sfinks... - zachwycają się znawcy. O tym, jak taniec związany z kultem bogini Izydy stał się sposobem na życie 26-latki z Rudy Śląskiej - pisze Wojciech Todur
Suraiya to przybrane imię Ewy Szymały, Ślązaczki, która doprowadziła do perfekcji drżenie ciała. Taniec arabski poznaje dzięki lekcjom z największymi mistrzami tej sztuki. Wygrywała międzynarodowe konkursy, m.in. w Pradze i Los Angeles. Na jej stronie internetowej czytamy, że jest jedyną tancerka na Śląsku i jedną z niewielu w Polsce, która może się pochwalić międzynarodowym certyfikatem "The grace and power of the Egyptian Oriental Dance".
Wojciech Todur: Jak to się stało, że Ślązaczka zaczęła zawodowo kręcić brzuchem?
Suraiya: Nie kręcić brzuchem, tylko zajmować się tańcem arabskim. To był przypadek. Podczas warsztatów tanecznych oczarował mnie taniec jednej dziewczyny. Zakochałam się od pierwszego uderzenia biodrem.
Co Panią w tym urzekło?
- Poczułam, że ten ruch, rytm, współgra z moim ciałem. Odkrywa zmysłowość, kobiecość. To uczucie jest tak intensywne, że można się w nim zatracić.
Powiedziała Pani "taniec arabski". Czy określenie taniec brzucha jest obraźliwe?
- Nie, ale jest potoczne. Lepiej powiedzieć taniec arabski, wtedy jest mniejsza szansa, że zostanie mylnie skojarzony z Indiami i Bollywood.
Ten taniec jest tak mocno wpisany w kulturę Orientu, że Europejkom pewnie trudno osiągnąć poziom wtajemniczenia dziewczyn z Egiptu czy Turcji.
- I tak, i nie. Tak - bo jednak dziewczyna, która dorastała w tamtejszej kulturze, rozumie ją i potrafi wyrazić w sposób naturalny. Nie - bo znam tancerki z całego świata, które są lepsze technicznie niż Arabki. Znakomitymi tancerzami są także mężczyźni.
???
- Tak, tak. Panowie też tańczą i mają dla rozwoju tańca arabskiego niemałe zasługi. Wprowadzali taniec do teatrów, na wielkie sceny. Dziś wielu mężczyzn jest cenionymi choreografami, mistrzami, którzy uczą tańca na "orientalnych uniwersytetach".
Uniwersytetach?
- Owszem. Można skończyć roczne czy dwuletnie studia orientalne. Zajęcie odbywają się też w Europie. Arabki również mogą zapisać się na takie wykłady, ale raczej rzadko się na to decydują.
Pani też uczyła się tańca na takich studiach?
- Nie. Postawiłam na różnorodność, czyli na rozmaite seminaria, kursy, festiwale. Nie chciałam zdać się na jednego mistrza. Czerpałam wiedzę i inspirację od wielu osób. W pogoni za najlepszymi nauczycielami zjeździłam kawałek świata. Szkolenie to nie tylko taniec, ale i duża dawka teorii. Ważne, by poznać jego historię, symbolikę, instrumenty muzyczne, rytmikę i szereg innych zagadnień. To naprawdę setki godzin żmudnej pracy.
To jakie były początki tańca arabskiego?
- Tysiące lat temu kobiety tańczyły dla zdrowia. W ten sposób lepiej poznawały swoje ciała, czciły swoją kobiecość. Mężczyźni przeważnie nie byli dopuszczani do takich rytuałów.
Coś jak rodzaj terapii?
- Można tak powiedzieć. Taniec pomaga się rozluźnić, ładnie kształtuje ciało. Ponadto sprawia, że wydzielają się endorfiny, czyli hormony, które odpowiadają za nasze dobre samopoczucie i zadowolenie. Naprawdę warto spróbować.
Lubi Pani arabską muzykę. Czytałem, że jest oparta na obcych Europejczykom ćwierćtonach, a przez to wydaje nam się jakby "fałszywa".
- Nie słucham niczego innego! To z niej płynie inspiracja dla moich ruchów, układów choreograficznych.
Ile ruchów trzeba opanować, żeby potem stanąć przed lustrem i z zadowoleniem powiedzieć: "Tak. Jestem w tym naprawdę dobra"?
- Setki! Setki ruchów, a także kombinacji i wariacji. W ich określeniach i nazwach jest ukryta głęboka symbolika. Chociażby taka "ósemka", którą tancerka zatacza biodrami. Ten ruch symbolizuje nieskończoność i jest kojarzony z tym, że kobiece biodra są źródłem płodności czyli podtrzymania gatunku.
Z tego, co Pani mówi, wynika, że nie jest to taniec dla dziewcząt, tylko kobiet.
- Bo to prawda. 10-latka może się tym tańcem bawić, ale na pewno nie świadomie odczuwać. Dopiero z czasem, gdy oswoi się ze swoją kobiecością, będzie mogła w pełni czerpać z jego piękna.
Na Pani stronie internetowej wyczytałem, że wygrała Pani szereg prestiżowych konkursów tańca. Czy rywalizacja jest ważna dla kobiet, które specjalizują się w tańcu orientalnym?
- To bardzo indywidualna sprawa. Dla mnie to przede wszystkim możliwość weryfikacji umiejętności przez największe autorytety tańca arabskiego, a także okazja do porównania się z tancerkami z innych krajów.
Większości z nas taniec brzucha kojarzy się z wakacjami w Egipcie i występami hotelowych animatorów. Czy są osoby, które chcą go oglądać na co dzień?
- Proszę mi wierzyć, że taniec hotelowej tancerki, niestety, często nie ma nic wspólnego z prawdziwym tańcem arabskim. W Polsce ta sztuka nadal raczkuje. Brakuje dużych festiwali, występów na wielkich scenach. Jesteśmy daleko, daleko w tyle. Co jednak nie oznacza, że w naszym kraju nie ma osób, które pasjonują się tą sztuką i chcą ją podziwiać.
Czy to prawda, że można Panią wynająć i poprosić o występ podczas imprezy firmowej albo wesela?
- To prawda. W ten sposób artyści także zarabiają na życie. Nie zawsze można występować na wielkich scenach. Przyjęcia okolicznościowe, bankiety firmowe - to podczas tego typu imprez wiele osób ogląda taniec arabski pierwszy raz w życiu.
Jakoś nie mogę sobie wyobrazić takiej tancerki na weselu w polskiej remizie.
- O nie! Nikt nie mówi o remizie. Nie decyduję się na występ tylko dlatego, że ktoś zadzwonił i ma pieniądze. To musi być sprawdzone miejsce.
W internecie znalazłem też film, na którym widać, jak tańczy Pani z mieczem. Ciężko odprawić się z taką szablą na lotnisku?
- Nie (śmiech ). Zresztą taki miecz jest częściowo stępiony, a przede wszystkim dokładnie zbalansowany. Inaczej nie udałoby się go utrzymać na przykład na głowie.
Jest Pani magistrem stosunków międzynarodowych i dyplomacji. Gdzie tu miejsce na taniec?
- Tańczyłam, odkąd pamiętam. Na początku to było tylko hobby, a teraz sposób na życie. Zrezygnowałam z wyuczonego zawodu.
Czy z tańca arabskiego można się utrzymać?
- Jeżeli traktuje się to zajęcie w pełni profesjonalnie, a nie jako dodatek do innej pracy, to tak. Dziś mogę powiedzieć, że to mój zawód. Jeżdżę nie tylko po Polsce, ale po całym świecie - uczę, występuję.
Na Śląsku też?
- Oczywiście. Mam na Śląsku sporo uczennic. Ślązaczki są bardzo zdolne, ambitne i pięknie tańczą.
w gronie pań, również zaawansowanych wiekiem, kuracjuszek. Trzeba było przepasać biodra i poruszać się spontanicznie. Po niedługim czasie tego "ruszania biodrami" czuje się niesamowity »