DJ Durczok, satyryk Czyż. Tylko w radiu Egida
15.11.2009
, aktualizacja: 15.11.2009 19:23
Marek Czyż, Kamil Durczok i Henryk Grzonka oglądają kronikę radia, którą 40 lat temu założył Grzonka
Kamil Durczok prowadził w Egidzie audycję z muzyką new romantic, a wspólnie z Markiem Czyżem także program satyryczny, który nikogo nie śmieszył. Henryk Grzonka omal nie puścił studia z dymem. Na gali z okazji 40-lecia studenckiej rozgłośni powróciły wspomnienia.

Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Katowice, kinoteatr Rialto. Gala z okazji 40-lecia studenckiego radia Egida

Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Katowice, kinoteatr Rialto. Gala z okazji 40-lecia studenckiego radia Egida

Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Katowice, kinoteatr Rialto. Gala z okazji 40-lecia studenckiego radia Egida

Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Katowice, kinoteatr Rialto. Gala z okazji 40-lecia studenckiego radia Egida

Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Katowice, kinoteatr Rialto. Gala z okazji 40-lecia studenckiego radia Egida
ZOBACZ TAKŻE
- W tym radiu pracował Durczok. Przyjdź i zobacz (18-11-11, 18:07)
- Nowy szef Radia Katowice (18-06-11, 00:34)
- Radio Katowice pozwało swojego byłego prezesa (18-01-10, 11:10)
- PiS i lewica podzielą się rządami w Radiu Katowice (18-12-09, 20:26)
- Górnik pozował nago. Wybuchnie skandal? (02-12-09, 21:24)
Radio studentów Uniwersytetu Śląskiego jest tylko o rok młodsze od uczelni. Redakcja rozgłośni od początku mieściła się w Domu Studenta nr 1 w Ligocie, a odbierać program mogli tylko mieszkańcy akademików (dziś nadawany jest przez internet na cały świat).
Henryk Grzonka, komentator sportowy i dziennikarz Radia Katowice, a kiedyś student wydziałów radia i telewizji oraz politologii, pamięta, że Egida była dla żaków oknem na świat. - Głośnik był w każdym pokoju. Nie było internetu, a telewizor stał tylko w świetlicy - wspomina.
Przed 30 laty Grzonka został redaktorem naczelnym Egidy. Dwa lata później rozgłośnia dostała pozwolenie na rozbudowę redakcji, która mieściła się dotąd w pięciu pokojach. Do Ligoty przyjechali robotnicy, studenci mieli im pomagać. Prace po czterech dniach wstrzymało ogłoszenie stanu wojennego. Studenci musieli natychmiast wrócić do domów, bo wprowadzono zakaz przebywania poza miejscem zameldowania. - Po Bożym Narodzeniu zezwolono na opuszczanie mieszkań, jeśli miało się delegację. Załatwiłem sobie papier u kolegi z komendy ZHP i przyjechałem na Ligotę. Ku mojemu zdumieniu, spotkałem kolegów, którzy wpadli na podobny pomysł - opowiada Grzonka.
Młodzi zakasali rękawy i zabrali się do pracy. W DS nr 1 zamieszkali nielegalnie, na co kierowniczka osiedla przymykała oko. Strach padł na studentów dopiero wtedy, gdy w sąsiednich akademikach zakwaterowało się ZOMO. Na szczęście zomowcom nie przyszło do głowy, że prawie pod ich nosem ktoś może waletować.
Już po remoncie ściany studia wytłumiono wykładziną nasączoną substancją przeciwogniową. Okazało się, że nieskuteczną. Pewnej nocy dziennikarze Egidy oglądali w studiu film, później rozeszli się do pokojów. Ze snu wyrwała ich koleżanka, która wówczas zastępowała portiera. Wołała, że Egida się pali. Faktycznie, od niedopałków papierosów zajęła się wykładzina. Pożar ugaszono, ale ściana w korytarzu była osmolona. Trzeba było ją szybko odmalować, a w studiu przybić nową wykładzinę. No i rano nikt nawet się nie domyślił, że nocą studio płonęło.
Do pracy w Egidzie Grzonka przyjął młodszych kolegów: Durczoka i Czyża, dziś dziennikarzy telewizyjnych TVN i TVS. Wspominał, że Durczok, obecnie prowadzący "Faktów", od publicystyki wolał wtedy muzykę. - Miałem program "Muzyczka z zębem", w którym grałem new romantic. Publicystyka mnie nudziła. Dopiero Krystyna Bochenek zapytała mnie, kiedy wreszcie zabiorę się za coś poważniejszego - przyznaje Durczok. Jego najpiękniejszym wspomnieniem z Egidy jest... opróżnianie szafy z pustych butelek po coli i oranżadzie, którą młodzi dziennikarze pili, imprezując w studiu. - Sprzedawaliśmy je, a za zarobione pieniądze robiliśmy kolejną imprezę - opowiada Durczok.
- A pamiętasz program satyryczny, który razem prowadziliśmy? - pyta Czyż. - Trudno było go zmontować, bo podczas każdego skeczu parskaliśmy śmiechem. Tylko że one nikogo poza nami nie bawiły.
- Czy mógłby pan pozdrowić nas w "Faktach"? - poprosiła w sobotę Durczoka jedna ze studentek podczas urodzinowej gali w kinoteatrze Rialto. - Obiecuję, że zadedykuję wam uśmiech na koniec poniedziałkowego serwisu - obiecał.
Henryk Grzonka, komentator sportowy i dziennikarz Radia Katowice, a kiedyś student wydziałów radia i telewizji oraz politologii, pamięta, że Egida była dla żaków oknem na świat. - Głośnik był w każdym pokoju. Nie było internetu, a telewizor stał tylko w świetlicy - wspomina.
Przed 30 laty Grzonka został redaktorem naczelnym Egidy. Dwa lata później rozgłośnia dostała pozwolenie na rozbudowę redakcji, która mieściła się dotąd w pięciu pokojach. Do Ligoty przyjechali robotnicy, studenci mieli im pomagać. Prace po czterech dniach wstrzymało ogłoszenie stanu wojennego. Studenci musieli natychmiast wrócić do domów, bo wprowadzono zakaz przebywania poza miejscem zameldowania. - Po Bożym Narodzeniu zezwolono na opuszczanie mieszkań, jeśli miało się delegację. Załatwiłem sobie papier u kolegi z komendy ZHP i przyjechałem na Ligotę. Ku mojemu zdumieniu, spotkałem kolegów, którzy wpadli na podobny pomysł - opowiada Grzonka.
Młodzi zakasali rękawy i zabrali się do pracy. W DS nr 1 zamieszkali nielegalnie, na co kierowniczka osiedla przymykała oko. Strach padł na studentów dopiero wtedy, gdy w sąsiednich akademikach zakwaterowało się ZOMO. Na szczęście zomowcom nie przyszło do głowy, że prawie pod ich nosem ktoś może waletować.
Już po remoncie ściany studia wytłumiono wykładziną nasączoną substancją przeciwogniową. Okazało się, że nieskuteczną. Pewnej nocy dziennikarze Egidy oglądali w studiu film, później rozeszli się do pokojów. Ze snu wyrwała ich koleżanka, która wówczas zastępowała portiera. Wołała, że Egida się pali. Faktycznie, od niedopałków papierosów zajęła się wykładzina. Pożar ugaszono, ale ściana w korytarzu była osmolona. Trzeba było ją szybko odmalować, a w studiu przybić nową wykładzinę. No i rano nikt nawet się nie domyślił, że nocą studio płonęło.
Do pracy w Egidzie Grzonka przyjął młodszych kolegów: Durczoka i Czyża, dziś dziennikarzy telewizyjnych TVN i TVS. Wspominał, że Durczok, obecnie prowadzący "Faktów", od publicystyki wolał wtedy muzykę. - Miałem program "Muzyczka z zębem", w którym grałem new romantic. Publicystyka mnie nudziła. Dopiero Krystyna Bochenek zapytała mnie, kiedy wreszcie zabiorę się za coś poważniejszego - przyznaje Durczok. Jego najpiękniejszym wspomnieniem z Egidy jest... opróżnianie szafy z pustych butelek po coli i oranżadzie, którą młodzi dziennikarze pili, imprezując w studiu. - Sprzedawaliśmy je, a za zarobione pieniądze robiliśmy kolejną imprezę - opowiada Durczok.
- A pamiętasz program satyryczny, który razem prowadziliśmy? - pyta Czyż. - Trudno było go zmontować, bo podczas każdego skeczu parskaliśmy śmiechem. Tylko że one nikogo poza nami nie bawiły.
- Czy mógłby pan pozdrowić nas w "Faktach"? - poprosiła w sobotę Durczoka jedna ze studentek podczas urodzinowej gali w kinoteatrze Rialto. - Obiecuję, że zadedykuję wam uśmiech na koniec poniedziałkowego serwisu - obiecał.
Polecamy: Wojciech Poczachowski wraca po Polskiego Radia
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
DJ Durczok, satyryk Czyż. Tylko w radiu Egida
habrama
15.11.09, 20:15
Tia pamiętam Pana De - butelki po coli:-) i ja mam w to uwierzyć....jedna wielka, nieustająca impreza, radiowcy przez małe r:-) w stanie wskazującym na częste spożycie z tzw. końskim »



więcej zdjęć

