Balkan woził za darmo i na czas

Anna Malinowska
2008-02-17 , aktualizacja: 17.02.2008 19:51
A A A Drukuj
W noc sylwestrową 1976 r. szef kolejki napisał kredą na ostatnim wagonie: "Do likwidacji". Nie wiadomo, ilu było wówczas pasażerów. Źródła niewiele mówią o tym ostatnim kursie. Krąży legenda, że maszynista zmarł na zawał serca, gdy dojechał do ostatniej stacji.
Przez lata kolejka Balkan łączyła mieszkańców Giszowca i Nikiszowca
fot. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Katowicach
Przez lata kolejka Balkan łączyła mieszkańców Giszowca i Nikiszowca
- Zośka piskej! Trza odjeżdżać! - śmiali się górnicy do konduktorki, która z gwizdkiem czekała na peronie, aż wszyscy wsiądą do Balkanu. Za moich czasów wagony były podzielone: dla pracowników kopalni, którzy jechali w roboczych, brudnych ubraniach, dla matek z dziećmi i dla cywilów, takich jak ja, kiedy w odświętnej sukience jechałam z Nikisza na Giszowiec z mamą albo babcią odwiedzić rodzinę - wspomina Joanna Gołomb.

Połączył je wąski tor

Giszowiec i Nikiszowiec zawsze żyły ze sobą w symbiozie. Mężczyźni z obu dzielnic pracowali w kopalni Giesche. Tworzyły się przyjaźnie, rodziny się mieszały. Przez długie lata na Giszowcu nie było kościoła. Wszyscy spotykali się co niedzielę w nikszowieckiej św. Annie.

W Giszowcu było za to więcej miejsc do spacerów, na pikniki czy festyny. Ludzie z Nikisza chętnie spędzali majówki w otaczających osiedle lasach. Nie byłoby tej wspólnoty bez wąskotorówki. Nazywano ją Balkan. Nie wiadomo, skąd się ta nazwa wzięła. Być może kolejkę żartobliwie porównywano z "Balkan Ekspresem" kursującym między Paryżem a Konstantynopolem?

W każdym razie kolejka kursowała. - Pod koniec XIX w. na Górnym Śląsku wokół dużych zakładów powstawała sieć kolejowa. Początkowo Balkanem jeździli tylko górnicy, ale zaraz do wagonów zaczęli się dosiadać zwykli mieszkańcy - mówi Krzysztof Soida, główny specjalista w PKP Cargo w Katowicach, miłośnik transportu szynowego. Wagoniki sunęły po torach o szerokości 785 mm. W pierwszej połowie XX w. Balkan był jedną z najnowocześniejszych kolejek w Europie. W latach 30. napędzała ją już elektryczność. - Dla porównania: w tym samym czasie państwowe kolejnictwo przemysłowe w Warszawie dopiero się elektryfikowało - dodaje Soida.

Trzy kilometry, sześć przystanków bez żadnego grosza

Wagony Balkanu były proste, ale wygodne. Drewniane siedzenia ustawiono wzdłuż ścian, w których były niewielkie okienka. Po zmroku w wagonach było ciemno. Gdy było ciepło, nikt nie zamykał rozsuwanych drzwi. Dla bezpieczeństwa między jedno a drugie skrzydło zakładano łańcuch.

Trasa miała około 3 km długości. Pierwszy przystanek - Giszowiec. Dziś jest tu skrzyżowanie ulic Mysłowickiej i Szopienickiej, obok sklep Plusa. Przystanek drugi - naprzeciwko domków Korei, a następny przy szybie Pułaski. Potem dyrekcja kopalni, szyb Wilson i ostatnia stacja przy szybie św. Jerzy, gdzie dziś są korty tenisowe. Maksymalna prędkość - 20 km/godz. Balkan odjeżdżał z Giszowca co godzinę i pokonywał trasę w 20 min. I najważniejsze: podróżowało się za darmo!

Rozkład jazdy w ciągu lat się zmieniał. Zwyczajowo jednak pierwszy kurs był tuż po godz. 4. rano, by górnicy mogli zdążyć na pierwszą szychtę. Ostatni - około godz. 22. Ludzie pamiętają, że po wojnie ostatni Balkan odjeżdżał z Giszowca około północy. - Pamiętam to, bo ostatnim pociągiem wracałem do domu od kolegów z Nikiszowca. Wiadomo, zbierało się towarzystwo, człowiek chciał jak najdłużej posiedzieć. I na ten ostatni pociąg nie można się było spóźnić ani sekundy. Balkan chodził jak w zegarku! Od zawsze tak było, bo ja kolejką zacząłem jeździć już za bajtla. Razem z kolegami robiliśmy zawody, kto najdłużej wyciągnie się za łańcuch przy otwartych drzwiach. Trzeba było uważać na konduktorów, bo łapali. My się nie baliśmy, bo zabawa była bezpieczna. Wagoniki sunęły powoli, jakby się na rowerze jechało - śmieje się Jan Goebel urodzony w Giszowcu w 1941 r.

Jazda bez wypadków

Balkan był bezpieczny. Nigdy nie odnotowano żadnego wypadku. Znany jest właściwie tylko jeden incydent, ale kto wie, czy był to wypadek, czy też maszyniście puściły nerwy. - W 1947 r.. Rosjanie wywozili węgiel z kopalni. Ich tory, oczywiście te szerokie, biegły od szybu Wilson w poprzek Szopienickiej, niedaleko dzisiejszego szpitala. I właśnie w bok radzieckiego pociągu wjechał dużo mniejszy Balkan. Nikomu nic się nie stało. Radziecki pociąg się wykoleił, a Balkan ani drgnął - mówi Soida.

Po wojnie między dzielnicami zaczęły kursować autobusy. - Ja wolałam jeździć Balkanem. Nawet gdy już byłam dorosła, korzystałam z kolejki. Atmosfera była miła, pasażerowie żartowali. Nieraz usmolony górnik mówił na peronie elegancko ubranej dziewczynie: Proszę się odsunąć! Ubrudzi się sukienka, to mąż pomyśli, że się pani przytulać chciała...

Tłoczno było w niedzielę, bo całe rodziny jeździły z Nikisza na Giszowiec. Jak w Giszowcu nie było jeszcze bloków, to festyn za festynem był tam organizowany. Towarzystwo już rano przyjeżdżało i bawiło się do późnego wieczora - wspomina Gołomb.

Niestety, nie zachowały się oryginalne teksty na temat Balkanu. A ponoć istniały o nim pieśni i anegdoty. Zostały fotografie. Wiele w prywatnych archiwach. Na przedwojennych zdjęciach widać zadbany pociąg z wypucowaną lokomotywą, której komin błyszczy. Zostały też obrazy Ewalda Gawlika. Balkan, wielokrotnie utrwalony na płótnach artysty, udowadnia, że był nierozerwalną częścią tych dzielnic.

Oni kolejkę zarżnęli

Lata 70. to zmierzch Balkanu. - Kopalnia Wieczorek przestała dbać o kolejkę. Nie pasowała do nowych czasów. Wagony przestały być myte, nie konserwowano ich. Ludzie zaczęli kupować samochody, pojawiło się więcej autobusów. Ale myślę, że Balkan został dorżnięty celowo - uważa Soida. Władzy ludowej Balkan źle się kojarzył. Była to kolejka zbudowana przez kapitalistę.

- Ostatni kurs? Nie pamiętam. Dla mnie Balkan to była część życia, tak jak giszowieckie domki. Jak zaczęli je burzyć, zamknęli też kolejkę. Wszystko się zmieniło. Pyta mnie pani o ostatni kurs. To tak, jakby mnie pani pytała o ostatnie wyburzenie. To wszystko zlało się w jedną całość, aż się człowiekowi łza kręci w oku. A tego Balkana to wielu szkoduje. Dobra była rzecz dla ludzi, po co ją zniszczyli? - pyta Jan Goebel z Nikiszowca.

Soida wspomina, że trzy lata po ostatnim kursie Balkana, jeszcze jako świeży pracownik PKP, był w urzędzie miejskim na naradzie. - Miasto chciało wskrzesić kolejkę. Pojawił się argument, że byłoby to kolosalne ułatwienie dla mieszkańców, którzy niedzielę chcieli spędzać poza domami, na łonie przyrody. Na próżno. Wagony Balkana przewoziły już tylko worki z pyłem neutralizującym pył węglowy. Kopalnia powiedziała stanowczo nie. I to już był ostateczny krzyżyk dla kolejki - mówi Soida.

Dziś dwa wagoniki stoją w pobliżu szybu Pułaski. Można je oglądać i fotografować, ale tylko za zgodą dyrekcji kopalni Wieczorek.

Mieszkańcy Nikiszowca nie zapomnieli o Balkanie. Tęsknią za kolejką. Czy jest nadzieja, że Balkan znów zabierze w podróż mieszkańców dzielnicy?

W tekście wykorzystałam informacje z książki Haliny Gerlich „Kopalnia Wieczorek, 1826-2006. Dzieje, tradycje, współczesność”

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy