Mistrz wszechwag KL Auschwitz. Historia pewnego boksera
23.01.2012
, aktualizacja: 23.01.2012 17:57
Rodzaj walki: pojedynek bokserski. Uczestnicy: oprawcy kontra numer obozowy 77. Miejsce: obóz koncentracyjny w Auschwitz. Stawka: życie.
ZOBACZ TAKŻE
- Klub z Rudy Śląskiej najlepszy w Polsce. Sławny prezes ma powody do dumy (22-01-12, 11:00)
- Bohater meczu z Danią rozpoczynał karierę w Zabrzu (19-01-12, 20:36)
- Kenia i Australia mają już swoich reprezentantów w Silesia Marathonie 2012 (19-01-12, 11:59)
- Nie żyje Edmund Szewczyk, były więzień Auschwitz (10-04-12, 23:19)
- Spór o barak z Birkenau (02-03-12, 11:17)
- "Hardcorowy Koksu" zadebiutuje w MMA. Rywal dla "Pudziana"? (31-01-12, 18:37)
- Kiedyś w śląskim sporcie: publika szalała na Torkacie (24-01-12, 08:38)
- Popularny komentator sportowy wrócił do Radia Katowice (22-01-12, 17:08)
Zbigniewa Pietrzykowskiego zna cała Polska, a w Bielsku-Białej chyba każde dziecko. Bokser, trzykrotny medalista olimpijski, legenda ringów. To jednak opowieść o innym Pietrzykowskim. Też bokserze, też z wielkimi sukcesami, ale nie na igrzyskach i mistrzostwach Europy. Bohater tej historii był mistrzem wszechwag obozu koncentracyjnego w Auschwitz.
Pierwszy transport
Tadeusz Pietrzykowski urodził się w Warszawie w 1917 roku. Sport zafascynował go w stołeczny m gimnazjum. Najpierw próbował sił jako piłkarz w WKS-ie Warszawianka. Uznał jednak, że futbol zbytnio naraża go na kontuzje i przerzucił się na... boks. Jako 16-latek rozpoczął regularne treningi pod okiem trenera Feliksa Stamma, najsłynniejszego szkoleniowca w dziejach polskiego boksu. "Chcesz być dobrym, musisz trenować. Dużo trenować" - głosiła dewiza Stamma. Kiedy Tadek zapisał się do sekcji Legii, jednocześnie stracił miejsce w szkole. W tamtych latach nie tolerowano uczniów-sportowców, którzy się pojedynkują. Musiał więc wybierać. "Chodziłem od szkoły do szkoły, nigdzie mnie nie chcieli. Dopiero w gimnazjum imienia Batorego zmieniłem taktykę. Dyrektorowi powiedziałem, że to mój brat boksuje, nie ja. Dzięki temu mogłem spokojnie ukończyć szkołę, a jednocześnie - pod pseudonimem Teddy - kontynuować bokserskie zajęcie" - opowiadał w jednym z wywiadów. W 1938 roku "Przegląd Sportowy" uznał Teddy'ego za najlepszego boksera Warszawy w wadze koguciej.
Po wybuchu wojny Teddy postanowił uciec do Francji. Chciał tam walczyć z hitlerowcami w tworzonej właśnie Armii Polskiej. W lutym 1940 roku pojechał do Zakopanego, by stamtąd - przez Węgry i Jugosławię - dostać się na Zachód. By nie wzbudzać podejrzeń po stolicy polskich Tatr ostentacyjnie poruszał się w tyrolskim kapeluszu z piórkiem i czytał niemieckie gazety (świetnie znał ten język). Mimo to, nie udało się. Wpadł na granicy węgiersko-jugosłowiańskiej. Odtransportowano go do Polski, a tu - wyrokiem sądu - został osadzony w więzieniu w Nowym Sączu, skąd po pewnym czasie przeniesiono go do Tarnowa. 14 czerwca 1940 roku Niemcy zapakowali więźniów w wagony i wywieźli w nieznanym kierunku. Jak się potem okazało był to pierwszy transport do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.
Niemożliwe staje się rzeczywistością
Obóz w Auschwitz, barak numer 24. Obecnie mieści się tam Dział Dokumentacji Archiwalnej. Właśnie w tym baraku mieszkał Pietrzykowski. Pracownice muzeum świetnie znają jego historię. Dostarczają nam grube tomiska, w których jest mnóstwo informacji o pobycie Teddy'ego w obozie śmierci. Dla nas najcenniejsze wydają się osobiste zapiski więźnia numer 77. Niesamowita historia Teddy'ego rozpoczyna się pod koniec marca 1941 roku. Wtedy do obozu przybył niejaki Walter Dünning, który przed wojną był w Niemczech zawodowym mistrzem wagi średniej. W obozie błyskawicznie został kapo, wyżywał się na słabszych więźniach.
"Wśród codziennych zajęć bicia więźniów, kapo i blokowi (w większości niemieccy kryminaliści) wpadli na pomysł urządzenia sobie rozrywki" - wspomina w oświęcimskich kronikach Tadeusz Sobolewicz, numer obozowy 23053.
"Więźniowie Polacy, którzy znali Teddy'ego z dużej odporności na ciosy (bo nieraz mimo tęgiego lania od blokowych czy kapo nie załamywał się), zasugerowali mu, czy nie stanąłby do walki z Walterem. Podchwycili to niemieccy kapo i zaproponowali, że dostanie pół bochenka chleba i kostkę margaryny za rozegranie walki z Walterem. Rechotali z zadowolenia, gdy ten propozycję przyjął, bo pewni byli lania, jakie sprawi Polakowi silniejszy i lepiej zbudowany niemiecki kapo. Teddy ważył wtedy 45 kg, a Walter około 70 kg" - pisał Sobolewicz.
Czytamy wspomnienie, które napisał w latach 70. Pietrzykowski:
"Bolek Kupiec nie chciał mnie puścić, mówiąc, że Walter połamał już dwóm więźniom szczęki. Przy rogu kuchni obozowej więźniowie utworzyli czworobok, w środku którego znajdował się "ring", na którym walczono. W ringu stał Dünning z łapawicami na rękach. Był to blondyn doskonale zbudowany, o potężnej masie mięśni, malutkich oczach i porozbijanych łukach brwiowych. W tym czasie nie było jeszcze w obozie rękawic bokserskich, tylko łapawice. Takież mi podano, więc je założyłem. Wokół dosłyszałem ostrzeżenia, połączone z pukaniem się w głowę: ty, zabije cię, zje cię. Ale nie było czasu na myślenie. Towarzyszyła mi jedna natrętna myśl: za walkę dają chleb. Byłem głodny. (...) Dünning wyciągnął jedną rękę, a następnie przyjęliśmy postawę bokserską. Rozpoczęła się walka. Zanim to nastąpiło, w umyśle jak błyskawica przewinęła mi się moja uprzednia kariera bokserska: sylwetka trenera Stamma, pierwsza i ostatnia walka. Wiedziałem jedno - że muszę walkę wygrać. Nie wiem, kto z nas był lepszym bokserem. Są jednak takie chwile, gdy rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością. (...) Kiedy Walter poszedł na mnie z wpół opuszczonymi rękami, uderzyłem go lewym prostym. Zdublowałem cios jeszcze raz i jeszcze raz. Dünning oganiał się ode mnie jak od muchy. Później skontrowałem go prawą ręką na szczękę. Cios doszedł celu, aż Walterowi odskoczyła głowa (...) Tak minęła pierwsza runda (...). Odezwał się gong (uderzono w dzwon na placu apelowym). Walter znów poszedł do przodu, tym razem bardziej energicznie. Musiałem więc użyć wszystkich umiejętności technicznych, aby się nie nadziać na cios przeciwnika. (...) Uderzyłem jak zwykle kilka razy lewym prostym, potem poszedłem prawym prostym, następnie lewym sierpem. I o dziwo cios doszedł, Walter nie zdołał go uniknąć. Czy nos, czy warga została uszkodzona, w każdym razie pod nosem ukazała się krew nad górną wargą".
Znokautował z przyjemnością
Po tych ciosach Dünning skapitulował, a Teddy zdobył upragniony chleb. Pietrzykowski stał się w obozie znany, a w niedzielne popołudnia regularnie zaczęły się odbywać walki bokserskie. Rywalami byli uznani bokserzy, ale także zwykli zabijacy.
Teddy opowiadał, że podczas jednej z walk z niejakim "Polakobójcą" po raz pierwszy i ostatni w życiu znokautował przeciwnika nie tylko świadomie, ale i z pełną przyjemnością. W latach 1941-1942 walki odbywały się w bloku nr 2, w łaźni oraz na placu obok kuchni, na prowizorycznym ringu, specjalnie przygotowanym przez obozowych stolarzy. W późniejszym okresie w Oświęcimiu stanął profesjonalny ring z linami, a walki prowadzili sędziowie. Latem 1942 roku Pietrzykowski doznał pierwszej porażki. Jego pogromcą okazał się mistrz Europy w wadze półśredniej Leu Sanders. Rewanż odbył się trzy tygodnie później. Teddy wygrał w trzeciej rundzie przez techniczny nokaut.
Przez trzy lata pobytu w Auschwitz Teddy stoczył ponad czterdzieści pojedynków pięściarskich, większość zdecydowanie wygrał.
W archiwach oświęcimskiego muzeum odnajdujemy napisany przez Teddy'ego gryps, który trafił do jego matki: "Jestem dziś mistrzem wszechwag KL Auschwitz po zwycięstwach poprzednich nad Janowczykiem, Dexponko, itd. Tak Mateńko, dostałem za to 10 bochenków chleba i 10 kostek margaryny - rozdałem na gwiazdkę biednym, niech i oni mają. Widzisz, przydał mi się box".
Odczep się, jeśli nie chcesz dostać
Poszliśmy na ulicę Jaskółczą w Bielsku-Białej, gdzie przez wiele lat po wojnie mieszkał Teddy. W jego domu w ręce wpada nam prawdziwy skarb - kronika, do której Pietrzykowski wklejał swoje wszystkie zdjęcia oraz wycinki ze starych gazet, odnoszące się do jego sportowej kariery, a potem wojennych i powojennych losów. Sporą część zajmują artykuły dotyczące KL Auschwitz.
- Temat obozu cały czas powracał w naszym życiu - przyznała wtedy Maria, trzecia żona Pietrzykowskiego.
- Podchodził do niego z czarnym humorem. Ojciec często spotykał się z kolegami z obozu i licytowali się, kto opowie bardziej makabryczną historię - wspominała Eleonora, córka Teddy'ego.
Miał duży talent plastyczny. W kronice jednak największe wrażenie robią rysunki dotyczące obozowego życia. Kilka stron autor poświęcił też ojcu Maksymilianowi Kolbe, którego kilkakrotnie spotykał w obozie.
Pierwszy transport
Tadeusz Pietrzykowski urodził się w Warszawie w 1917 roku. Sport zafascynował go w stołeczny m gimnazjum. Najpierw próbował sił jako piłkarz w WKS-ie Warszawianka. Uznał jednak, że futbol zbytnio naraża go na kontuzje i przerzucił się na... boks. Jako 16-latek rozpoczął regularne treningi pod okiem trenera Feliksa Stamma, najsłynniejszego szkoleniowca w dziejach polskiego boksu. "Chcesz być dobrym, musisz trenować. Dużo trenować" - głosiła dewiza Stamma. Kiedy Tadek zapisał się do sekcji Legii, jednocześnie stracił miejsce w szkole. W tamtych latach nie tolerowano uczniów-sportowców, którzy się pojedynkują. Musiał więc wybierać. "Chodziłem od szkoły do szkoły, nigdzie mnie nie chcieli. Dopiero w gimnazjum imienia Batorego zmieniłem taktykę. Dyrektorowi powiedziałem, że to mój brat boksuje, nie ja. Dzięki temu mogłem spokojnie ukończyć szkołę, a jednocześnie - pod pseudonimem Teddy - kontynuować bokserskie zajęcie" - opowiadał w jednym z wywiadów. W 1938 roku "Przegląd Sportowy" uznał Teddy'ego za najlepszego boksera Warszawy w wadze koguciej.
Po wybuchu wojny Teddy postanowił uciec do Francji. Chciał tam walczyć z hitlerowcami w tworzonej właśnie Armii Polskiej. W lutym 1940 roku pojechał do Zakopanego, by stamtąd - przez Węgry i Jugosławię - dostać się na Zachód. By nie wzbudzać podejrzeń po stolicy polskich Tatr ostentacyjnie poruszał się w tyrolskim kapeluszu z piórkiem i czytał niemieckie gazety (świetnie znał ten język). Mimo to, nie udało się. Wpadł na granicy węgiersko-jugosłowiańskiej. Odtransportowano go do Polski, a tu - wyrokiem sądu - został osadzony w więzieniu w Nowym Sączu, skąd po pewnym czasie przeniesiono go do Tarnowa. 14 czerwca 1940 roku Niemcy zapakowali więźniów w wagony i wywieźli w nieznanym kierunku. Jak się potem okazało był to pierwszy transport do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.
Niemożliwe staje się rzeczywistością
Obóz w Auschwitz, barak numer 24. Obecnie mieści się tam Dział Dokumentacji Archiwalnej. Właśnie w tym baraku mieszkał Pietrzykowski. Pracownice muzeum świetnie znają jego historię. Dostarczają nam grube tomiska, w których jest mnóstwo informacji o pobycie Teddy'ego w obozie śmierci. Dla nas najcenniejsze wydają się osobiste zapiski więźnia numer 77. Niesamowita historia Teddy'ego rozpoczyna się pod koniec marca 1941 roku. Wtedy do obozu przybył niejaki Walter Dünning, który przed wojną był w Niemczech zawodowym mistrzem wagi średniej. W obozie błyskawicznie został kapo, wyżywał się na słabszych więźniach.
"Wśród codziennych zajęć bicia więźniów, kapo i blokowi (w większości niemieccy kryminaliści) wpadli na pomysł urządzenia sobie rozrywki" - wspomina w oświęcimskich kronikach Tadeusz Sobolewicz, numer obozowy 23053.
"Więźniowie Polacy, którzy znali Teddy'ego z dużej odporności na ciosy (bo nieraz mimo tęgiego lania od blokowych czy kapo nie załamywał się), zasugerowali mu, czy nie stanąłby do walki z Walterem. Podchwycili to niemieccy kapo i zaproponowali, że dostanie pół bochenka chleba i kostkę margaryny za rozegranie walki z Walterem. Rechotali z zadowolenia, gdy ten propozycję przyjął, bo pewni byli lania, jakie sprawi Polakowi silniejszy i lepiej zbudowany niemiecki kapo. Teddy ważył wtedy 45 kg, a Walter około 70 kg" - pisał Sobolewicz.
Czytamy wspomnienie, które napisał w latach 70. Pietrzykowski:
"Bolek Kupiec nie chciał mnie puścić, mówiąc, że Walter połamał już dwóm więźniom szczęki. Przy rogu kuchni obozowej więźniowie utworzyli czworobok, w środku którego znajdował się "ring", na którym walczono. W ringu stał Dünning z łapawicami na rękach. Był to blondyn doskonale zbudowany, o potężnej masie mięśni, malutkich oczach i porozbijanych łukach brwiowych. W tym czasie nie było jeszcze w obozie rękawic bokserskich, tylko łapawice. Takież mi podano, więc je założyłem. Wokół dosłyszałem ostrzeżenia, połączone z pukaniem się w głowę: ty, zabije cię, zje cię. Ale nie było czasu na myślenie. Towarzyszyła mi jedna natrętna myśl: za walkę dają chleb. Byłem głodny. (...) Dünning wyciągnął jedną rękę, a następnie przyjęliśmy postawę bokserską. Rozpoczęła się walka. Zanim to nastąpiło, w umyśle jak błyskawica przewinęła mi się moja uprzednia kariera bokserska: sylwetka trenera Stamma, pierwsza i ostatnia walka. Wiedziałem jedno - że muszę walkę wygrać. Nie wiem, kto z nas był lepszym bokserem. Są jednak takie chwile, gdy rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością. (...) Kiedy Walter poszedł na mnie z wpół opuszczonymi rękami, uderzyłem go lewym prostym. Zdublowałem cios jeszcze raz i jeszcze raz. Dünning oganiał się ode mnie jak od muchy. Później skontrowałem go prawą ręką na szczękę. Cios doszedł celu, aż Walterowi odskoczyła głowa (...) Tak minęła pierwsza runda (...). Odezwał się gong (uderzono w dzwon na placu apelowym). Walter znów poszedł do przodu, tym razem bardziej energicznie. Musiałem więc użyć wszystkich umiejętności technicznych, aby się nie nadziać na cios przeciwnika. (...) Uderzyłem jak zwykle kilka razy lewym prostym, potem poszedłem prawym prostym, następnie lewym sierpem. I o dziwo cios doszedł, Walter nie zdołał go uniknąć. Czy nos, czy warga została uszkodzona, w każdym razie pod nosem ukazała się krew nad górną wargą".
Znokautował z przyjemnością
Po tych ciosach Dünning skapitulował, a Teddy zdobył upragniony chleb. Pietrzykowski stał się w obozie znany, a w niedzielne popołudnia regularnie zaczęły się odbywać walki bokserskie. Rywalami byli uznani bokserzy, ale także zwykli zabijacy.
Teddy opowiadał, że podczas jednej z walk z niejakim "Polakobójcą" po raz pierwszy i ostatni w życiu znokautował przeciwnika nie tylko świadomie, ale i z pełną przyjemnością. W latach 1941-1942 walki odbywały się w bloku nr 2, w łaźni oraz na placu obok kuchni, na prowizorycznym ringu, specjalnie przygotowanym przez obozowych stolarzy. W późniejszym okresie w Oświęcimiu stanął profesjonalny ring z linami, a walki prowadzili sędziowie. Latem 1942 roku Pietrzykowski doznał pierwszej porażki. Jego pogromcą okazał się mistrz Europy w wadze półśredniej Leu Sanders. Rewanż odbył się trzy tygodnie później. Teddy wygrał w trzeciej rundzie przez techniczny nokaut.
Przez trzy lata pobytu w Auschwitz Teddy stoczył ponad czterdzieści pojedynków pięściarskich, większość zdecydowanie wygrał.
W archiwach oświęcimskiego muzeum odnajdujemy napisany przez Teddy'ego gryps, który trafił do jego matki: "Jestem dziś mistrzem wszechwag KL Auschwitz po zwycięstwach poprzednich nad Janowczykiem, Dexponko, itd. Tak Mateńko, dostałem za to 10 bochenków chleba i 10 kostek margaryny - rozdałem na gwiazdkę biednym, niech i oni mają. Widzisz, przydał mi się box".
Odczep się, jeśli nie chcesz dostać
Poszliśmy na ulicę Jaskółczą w Bielsku-Białej, gdzie przez wiele lat po wojnie mieszkał Teddy. W jego domu w ręce wpada nam prawdziwy skarb - kronika, do której Pietrzykowski wklejał swoje wszystkie zdjęcia oraz wycinki ze starych gazet, odnoszące się do jego sportowej kariery, a potem wojennych i powojennych losów. Sporą część zajmują artykuły dotyczące KL Auschwitz.
- Temat obozu cały czas powracał w naszym życiu - przyznała wtedy Maria, trzecia żona Pietrzykowskiego.
- Podchodził do niego z czarnym humorem. Ojciec często spotykał się z kolegami z obozu i licytowali się, kto opowie bardziej makabryczną historię - wspominała Eleonora, córka Teddy'ego.
Miał duży talent plastyczny. W kronice jednak największe wrażenie robią rysunki dotyczące obozowego życia. Kilka stron autor poświęcił też ojcu Maksymilianowi Kolbe, którego kilkakrotnie spotykał w obozie.
1
2
następne »
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter






więcej zdjęć