Na tropach Alfreda Szklarskiego. Odkurzyć "Tomki" jak skarb
20.01.2012
, aktualizacja: 20.01.2012 14:48
- Pamiętaj córeczko, że kryminał potrafi machnąć byle głupek! Ale napisać taką książkę, która ma w sobie wartość, to jest sztuka dostępna bardzo niewielu - mówił Alfred Szklarski swojej córce. - Gdyby ojciec dożył tych stu lat, cieszyłby się jak dziecko, że ktoś na urodziny robi mu taki prezent! - mówi córka pisarza o poświęconym mu Festiwalu Ciekawych Świata
Fetę przez weekend (20-22 stycznia) w chorzowskim parku przygotowują dorośli mężczyźni, którzy od lat 60. - jak wszyscy chłopcy w Polsce - zaczytywali się w przygodach Tomka Wilmowskiego. - I mimo upływu lat wciąż wyciągamy te książki z półki jak wartościowy skarb - wyznają, dodając przy tym, że w sobotę musieli jakoś uczcić równo sto lat od dnia, gdy w Chicago urodził się Alfred Szklarski, który w książkach rozpalał ich wyobraźnię chłopięcymi marzeniami o podróżach do dalekich lądów i o bohaterskim nastolatku z Polski, który przemierzał je z ojcem.
- Pamiętam szok, gdy po latach dowiedziałem się, że namacalne opisy, które tak wciągały, Szklarski tworzył, nie ruszając się zza biurka w Katowicach. Bodaj raz w życiu wyprawił się do Egiptu, tam się czymś zatruł, wrócił niezadowolony i nigdy więcej nie wyjechał aż do śmierci w 1992 roku - mówi Dariusz Zalega z klubokawiarni Rebel Garden przy bramie do chorzowskiego zoo, gdzie odbędą się festiwalowe atrakcje tropami książkowego bohatera (m.in. muzyka etniczna, spotkania z podróżnikami, panele rozmów o pisarzu, filmy dokumentalne i syberyjska noc, którą na mrozie w namiotach rozstawionych przez katowickich harcerzy spędzić chce już 20 zapisanych śmiałków).
Z tułaczki do Katowic
Biurko, lampa, tapczan, regały z książkami (skromny redaktor wydawnictwa Śląsk zgromadził ich bez liku) i ostatnia maszyna do pisania w katowickiej kamienicy przy ul. Jordana stoją tak, jakby Alfred Szklarski na chwilę wyszedł na ulubiony spacer z córeczką i synem do parku Kościuszki. Czasem odkurza je wdowa Krystyna (razem pisali trylogię "Złoto Gór Czarnych"), niekiedy z osiedla Gwiazdy do domu zachodzi córka, by powspominać tatę.
W 1945 roku z tobołkiem wysiada na dworcu w Katowicach (przez Kraków z Warszawy, gdzie walczył w powstaniu). Nie ma nic prócz rzadkiego daru: niezwykłej łatwości pisania. Tym talentem w 1954 roku 42-latek wydreptuje sobie w końcu stałą posadę w wydawnictwie Śląsk (zostanie do emerytury). Ale w stolicy pod okupacją także zarabiał piórem, w gadzinówce, i ma już za sobą więzienie, z którego wyszedł po śmierci Stalina. Przymus pisania prześladuje go już w Chicago (rodzice wyemigrowali tam za chlebem). Ma osiem lat, gdy w zeszycie gryzmoli powieść o wojnach gangów, które toczą się na ulicy. Ma tylko 14 lat, kiedy matka umiera i bezrobotny ojciec odprawia chłopca ze starszą siostrą na statek z USA do Polski. - Za młodu tata natułał się i zszargał zdrowie. Schorowany nie wyjeżdżał z Katowic. To była przystań, bardzo lubił to miasto, był domatorem - wspomina córka Bożena.
Mantra jak u Tomka
- Tak mnie korciło, że w końcu sam postanowiłem sprawdzić, czy szczegółowe opisy Szklarskiego - przepiękną, bogatą sienkiewiczowską polszczyzną - zgadzają się z rzeczywistością. Śladem "Tomka na tropach Yeti" stanąłem w połowie lat 90. przed tybetańskim klasztorem w Ladakhu i po prostu wbiło mnie w śnieg Nawet niski dźwięk mantry mnichów był jak żywcem wyjęty z kart powieści, którą niosłem w plecaku! To niesamowite, skąd ten człowiek czerpał tak detaliczną wiedzę w środku PRL-u, w epoce bez telewizji, z cenzurą listów z Zachodu, gdy w jedynej katowickiej księgarni z wydawnictwami z zagranicy 99,9 proc. stanowiła na półkach radziecka propaganda - mówi Przemysław Fabjański, dyrektor chorzowskiego liceum im. Słowackiego. Niedawno znów go zamurowało, bo zszedł do szkolnej biblioteki, żeby - szykując festiwal - przewertować jednego z "Tomków", który był tam od lat. Ale egzemplarz wyparował. Fabjański nie kryje zdziwienia: - Zaczytali go współcześni licealiści!
W latach 50. i 60. Szklarski codziennie odwiedza zaufanych antykwariuszy. Zna niemiecki, angielski, francuski, etnografię, geografię, historię. Przed wojną w Warszawie studiował nie byle co, bo dyplomację na Akademii Nauk Politycznych (ojciec, siostra i on sam ciężko zarabiali na te studia). Potrafi w miesiąc z samouczka opanować włoski lub dowolny język, w którym akurat napisano podróżniczą książkę, jaka wpadła mu w ręce. Część publikacji przemyca ojciec w przesyłkach z USA.
Fabjański: - Pisanie o dalekich krajach było dla Szklarskiego ucieczką z zamkniętej Polski. Takim ersatzem wolności.
Jak u Himilsbacha
Córka: - PRL bardzo uwierał tatę, lecz mówił, że walka nie ma sensu. Trzeba brać rzeczywistość taką, jaka jest. Ale gdy szliśmy wolniutko na Równicę i nikt nie słyszał, tatuś intonował na całe gardło "Pierwszą Brygadę"! Po prostu wielbił Piłsudskiego. Przed śmiercią powiesił w gabinecie jego portret, a obok kasztankę
Fabjański: - Szklarski zmarł w 1992 roku, kiedy myśmy już mieli wolność i świat na dłoni. Nareszcie bilety, prawdziwe pieniądze, paszporty. Możemy wyjeżdżać, dokąd dusza zapragnie. Wtedy zostawił nas i odszedł.
Swoje "Tomki" odkurzył Zalega (rocznik 1974) i przeczytał od nowa, żeby zrobić wypisy. - Nie ukrywam, że niekiedy już trąciło myszką. Bóg i Ojczyzna, anachroniczny dydaktyzm, patriotyzm rodem z XIX wieku. No i przecież żaden nastolatek nie mówi już do taty "tatusiu" jak Tomek - ocenia Darek.
- Ale na coś innego, ukrytego głębiej, byłem w dzieciństwie ślepy. A teraz odkryłem. Cytaty z ironią jakby z Himilsbacha! Na przykład: "Mała to strata, szanowny panie. Nie miałem nic i nie mam nic. Tym samym nic nie straciłem - odparł Smudze bosman" - Darek z rosnącym entuzjazmem przebiegł też rozbudowane przypisy, którymi Szklarski objaśniał młodym Polakom obce zjawiska. Na przykład przypis o tapecie z "Tajemniczej wyprawy Tomka": "Tapeta - wzorzysty papier do klejenia na ścianach, obecnie wychodzący z użytku". Darek z zapałem: - No jak? Czy to nie rozwala?!
Od pierwszego "Tomka w krainie kangurów" w 1957 roku po lata 90. cykl dziewięciu powieści miał rekordowe nakłady, choć Szklarski w Śląsku ciągle musiał użerać się z za małymi przydziałami papieru na dodruk, bo w PRL-u papier był deficytowy. Władze nagradzają pisarza i eksploatują na niezliczonych spotkaniach autorskich w szkołach. Był szczęśliwy i spełniony, tymczasem rodzina czuła, że właściwie klepią biedę. - Nie potrzeba nam więcej. Po co zmieniać mieszkanie? Przecież mamy dwa pokoje i nam wystarczą - przekonuje bliskich Szklarski, który w Katowicach staje się znany ze swojej skromności. Odmawia, gdy władze chcą, by przeprowadził się do domku na osiedlu dla elit w Brynowie. W 1982 roku po stanie wojennym ambasada USA proponuje Szklarskiemu ewakuację, bo od urodzenia jest obywatelem amerykańskim. Odmawia. - Przywilej był tylko dla taty, mama go już nie miała. Pocieszał żonę i zniechęcał: "Nie chciej jechać. Ty nie znasz, Krysiu, Ameryki" - przypomina sobie córka.
Kolacja zawsze o godz. 20
- Wszystkie chłopaki w familokach przed kopalnią znały na pamięć przygody Wilmowskiego. Ja też. I od Tomka zaczęły się moje marzenia o podróżowaniu - mówi Mieczysław Bieniek, górnik dołowy i śląski globtroter. Na urlopach przemierza świat w pojedynkę, autostopem, na własną rękę. Ostatnio podstępem przedarł się do Sudanu, gdzie pod karabinem wpuszcza się tylko oficjalne grupy. - Lubię ryzyko, bo najważniejsze są w podróżach emocje! Nie zrozumiem ludzi i świata, jadąc z biurem podróży. Muszę jeść z nimi i spać tam z nimi w jednej chacie! - mówi Bieniek, któremu Szklarski kojarzy się z Karolem Mayem. - Siedząc w pierdlu, pisał o Indianach, których w życiu nie widział na oczy! Są tacy ludzie z niesamowitą wyobraźnią i oni to potrafią Turysta z podróży przywozi dziś tysiąc zdjęć, ale w nich nie ma uczuć. Żeby naprawdę przeżyć podróż, muszę ją opowiedzieć. Dlatego zacząłem sam pisać książki - tłumaczy dołowy Bieniek.
Córka: - Gdy brakowało pieniędzy, namawiałam: "Tato, a machnąłbyś jakiś kryminał, co to dla ciebie?". Ojciec tylko się uśmiechnął. "Pamiętaj, córeczko, że kryminał potrafi machnąć byle głupek! Ale napisać taką książkę, która ma w sobie wartość, to jest sztuka dostępna bardzo niewielu ".
Bożena Szklarska pamięta, jak w młodych latach okropnie niecierpiała tego, że w domu do kolacji trzeba usiąść codziennie punkt dwudziesta. - Dla taty rodzina, spacer z dziećmi, kościółek w niedzielę, wspólne obiady i kolacje to było coś bardzo ważnego. Dopiero dziś go rozumiem - mówi córka i dodaje, że jej syn nieprzypadkowo ma na imię Tomek. Ciężko pracowała i Tomek przez siedem lat wychowywał się przy ul. Jordana. "Mamo, ja nie mam pretensji, bo gdyśmy szli z dziadkiem za rękę, mogłem z nim dyskutować o całym świecie. Z dziadkiem ja miałem najszczęśliwsze dzieciństwo!" - zwierzył się po latach wnuczek pisarza.
Indianin i Polak cierpiał tak samo
Dyrektor Fabjański: - Alfred Szklarski nauczył mnie tolerancji. W czasach, gdy Afrykanin był "murzynkiem Bambo", a Indianin - żądnym krwi dzikusem, on opisywał ich jak myślących, godnych ludzi. Widział ich prawa i tradycje. Jestem pewien, że gdyby wielcy tego świata więcej czytali Szklarskiego, nie katowaliby nas bredniami o nieuchronnej wojnie kultur. Nie straszyliby islamem. I nie musiałbym na ulicy w Chorzowie słuchać obelg typu "Ty Żydzie!"
Bożena Szklarska: - Ojciec był Indianami po prostu zauroczony. Godzinami wpatrywał się w stare ryciny pióropuszy, znał w nich każdy rzemyk i piórko! Powtarzał, że to są właśnie prawdziwi ludzie. Tata uważał, że historyczne losy Indian i Polaków są tożsame, że podobnie musieliśmy cierpieć.
W kręgach katowickiej socjety w PRL-u Alfred Szklarki u szczytu sławy uchodzi za podejrzanego dziwaka. Sam trzyma się z dala i nie lubi blichtru. Mają mu za złe, że w mieszkaniu przy ul. Jordana spotkać można zbyt pospolitych gości. Szklarski zaprasza najprostszych sąsiadów i z nimi godzinami ma czas na rozmowy.
- Zawód, tytuły, zarobki - to nie miało znaczenia. Tatę obchodził tylko człowiek w środku. Nie wiem, dlaczego był w tym tak zasadniczy. Prawie obsesyjnie wracał wspomnieniami do młodości w Chicago, gdzie w kryzysie musiał imać się jako chłopiec prostych robót w najpodlejszych miejscach. Prawie ze łzami powtarzał, że nieludzko upadlano wtedy Murzynów. Nie wiem, co widział, trzymał to dla siebie - wspomina córka.
Zdaniem krytyków literackich indiańską beletrystykę Szklarskiego można czytać z kluczem, który odsłania ukryte przed cenzurą PRL-u wątki niepodległościowe (szczególnie w trylogii "Złoto Gór Czarnych" z lat 70. o straceńczym bohaterstwie podbijanego plemienia Lakotów).
Cykl o przygodach Tomka pod fabularną powierzchnią awantury przemyca stanowcze potępienia autora dla wszelkiej przemocy i dyskryminacji ze względu na kolor skóry, wyznawane poglądy, religię, nację i rasę. A Wilmowski (alter ego Szklarskiego) u boku opiekuńczego ojca, bosmana Nowickiego (z nieodłączną butelką), przez filtr wyobraźni spełnia młodzieńcze tęsknoty i leczy traumy mężczyzny, który jako uczestnik i obserwator doświadczył przygniatających cierpień.
"Czyż mógł kiedyś marzyć, że kiedyś sam będzie przemierzał dziewicze lądy, często nietknięte jeszcze stopą białego człowieka? A jednak spełniły się jego najgorętsze pragnienia!
Jako chłopiec sądził, że dalekie podróże po nieznanych krajach stanowią pasmo pasjonujących przygód. ( ) Teraz wszakże Tomek już znał gorzki smak wielkiej przygody " ("Tomek w Gran Chaco").
Katowice przy ul. Jordana w latach 60. Po powrocie ze szkoły córka odrabia lekcje z polskiego, a tata pisarz dobrotliwie przedrzeźnia nauczycieli: "Co poeta chciał nam powiedzieć?". Tu robi pauzę i nagle wypala z poczuciem kompletnego absurdu: "A skąd oni, córciu, mogą to wiedzieć?!".
- Pamiętam szok, gdy po latach dowiedziałem się, że namacalne opisy, które tak wciągały, Szklarski tworzył, nie ruszając się zza biurka w Katowicach. Bodaj raz w życiu wyprawił się do Egiptu, tam się czymś zatruł, wrócił niezadowolony i nigdy więcej nie wyjechał aż do śmierci w 1992 roku - mówi Dariusz Zalega z klubokawiarni Rebel Garden przy bramie do chorzowskiego zoo, gdzie odbędą się festiwalowe atrakcje tropami książkowego bohatera (m.in. muzyka etniczna, spotkania z podróżnikami, panele rozmów o pisarzu, filmy dokumentalne i syberyjska noc, którą na mrozie w namiotach rozstawionych przez katowickich harcerzy spędzić chce już 20 zapisanych śmiałków).
Z tułaczki do Katowic
Biurko, lampa, tapczan, regały z książkami (skromny redaktor wydawnictwa Śląsk zgromadził ich bez liku) i ostatnia maszyna do pisania w katowickiej kamienicy przy ul. Jordana stoją tak, jakby Alfred Szklarski na chwilę wyszedł na ulubiony spacer z córeczką i synem do parku Kościuszki. Czasem odkurza je wdowa Krystyna (razem pisali trylogię "Złoto Gór Czarnych"), niekiedy z osiedla Gwiazdy do domu zachodzi córka, by powspominać tatę.
W 1945 roku z tobołkiem wysiada na dworcu w Katowicach (przez Kraków z Warszawy, gdzie walczył w powstaniu). Nie ma nic prócz rzadkiego daru: niezwykłej łatwości pisania. Tym talentem w 1954 roku 42-latek wydreptuje sobie w końcu stałą posadę w wydawnictwie Śląsk (zostanie do emerytury). Ale w stolicy pod okupacją także zarabiał piórem, w gadzinówce, i ma już za sobą więzienie, z którego wyszedł po śmierci Stalina. Przymus pisania prześladuje go już w Chicago (rodzice wyemigrowali tam za chlebem). Ma osiem lat, gdy w zeszycie gryzmoli powieść o wojnach gangów, które toczą się na ulicy. Ma tylko 14 lat, kiedy matka umiera i bezrobotny ojciec odprawia chłopca ze starszą siostrą na statek z USA do Polski. - Za młodu tata natułał się i zszargał zdrowie. Schorowany nie wyjeżdżał z Katowic. To była przystań, bardzo lubił to miasto, był domatorem - wspomina córka Bożena.
Mantra jak u Tomka
- Tak mnie korciło, że w końcu sam postanowiłem sprawdzić, czy szczegółowe opisy Szklarskiego - przepiękną, bogatą sienkiewiczowską polszczyzną - zgadzają się z rzeczywistością. Śladem "Tomka na tropach Yeti" stanąłem w połowie lat 90. przed tybetańskim klasztorem w Ladakhu i po prostu wbiło mnie w śnieg Nawet niski dźwięk mantry mnichów był jak żywcem wyjęty z kart powieści, którą niosłem w plecaku! To niesamowite, skąd ten człowiek czerpał tak detaliczną wiedzę w środku PRL-u, w epoce bez telewizji, z cenzurą listów z Zachodu, gdy w jedynej katowickiej księgarni z wydawnictwami z zagranicy 99,9 proc. stanowiła na półkach radziecka propaganda - mówi Przemysław Fabjański, dyrektor chorzowskiego liceum im. Słowackiego. Niedawno znów go zamurowało, bo zszedł do szkolnej biblioteki, żeby - szykując festiwal - przewertować jednego z "Tomków", który był tam od lat. Ale egzemplarz wyparował. Fabjański nie kryje zdziwienia: - Zaczytali go współcześni licealiści!
W latach 50. i 60. Szklarski codziennie odwiedza zaufanych antykwariuszy. Zna niemiecki, angielski, francuski, etnografię, geografię, historię. Przed wojną w Warszawie studiował nie byle co, bo dyplomację na Akademii Nauk Politycznych (ojciec, siostra i on sam ciężko zarabiali na te studia). Potrafi w miesiąc z samouczka opanować włoski lub dowolny język, w którym akurat napisano podróżniczą książkę, jaka wpadła mu w ręce. Część publikacji przemyca ojciec w przesyłkach z USA.
Fabjański: - Pisanie o dalekich krajach było dla Szklarskiego ucieczką z zamkniętej Polski. Takim ersatzem wolności.
Jak u Himilsbacha
Córka: - PRL bardzo uwierał tatę, lecz mówił, że walka nie ma sensu. Trzeba brać rzeczywistość taką, jaka jest. Ale gdy szliśmy wolniutko na Równicę i nikt nie słyszał, tatuś intonował na całe gardło "Pierwszą Brygadę"! Po prostu wielbił Piłsudskiego. Przed śmiercią powiesił w gabinecie jego portret, a obok kasztankę
Fabjański: - Szklarski zmarł w 1992 roku, kiedy myśmy już mieli wolność i świat na dłoni. Nareszcie bilety, prawdziwe pieniądze, paszporty. Możemy wyjeżdżać, dokąd dusza zapragnie. Wtedy zostawił nas i odszedł.
Swoje "Tomki" odkurzył Zalega (rocznik 1974) i przeczytał od nowa, żeby zrobić wypisy. - Nie ukrywam, że niekiedy już trąciło myszką. Bóg i Ojczyzna, anachroniczny dydaktyzm, patriotyzm rodem z XIX wieku. No i przecież żaden nastolatek nie mówi już do taty "tatusiu" jak Tomek - ocenia Darek.
- Ale na coś innego, ukrytego głębiej, byłem w dzieciństwie ślepy. A teraz odkryłem. Cytaty z ironią jakby z Himilsbacha! Na przykład: "Mała to strata, szanowny panie. Nie miałem nic i nie mam nic. Tym samym nic nie straciłem - odparł Smudze bosman" - Darek z rosnącym entuzjazmem przebiegł też rozbudowane przypisy, którymi Szklarski objaśniał młodym Polakom obce zjawiska. Na przykład przypis o tapecie z "Tajemniczej wyprawy Tomka": "Tapeta - wzorzysty papier do klejenia na ścianach, obecnie wychodzący z użytku". Darek z zapałem: - No jak? Czy to nie rozwala?!
Od pierwszego "Tomka w krainie kangurów" w 1957 roku po lata 90. cykl dziewięciu powieści miał rekordowe nakłady, choć Szklarski w Śląsku ciągle musiał użerać się z za małymi przydziałami papieru na dodruk, bo w PRL-u papier był deficytowy. Władze nagradzają pisarza i eksploatują na niezliczonych spotkaniach autorskich w szkołach. Był szczęśliwy i spełniony, tymczasem rodzina czuła, że właściwie klepią biedę. - Nie potrzeba nam więcej. Po co zmieniać mieszkanie? Przecież mamy dwa pokoje i nam wystarczą - przekonuje bliskich Szklarski, który w Katowicach staje się znany ze swojej skromności. Odmawia, gdy władze chcą, by przeprowadził się do domku na osiedlu dla elit w Brynowie. W 1982 roku po stanie wojennym ambasada USA proponuje Szklarskiemu ewakuację, bo od urodzenia jest obywatelem amerykańskim. Odmawia. - Przywilej był tylko dla taty, mama go już nie miała. Pocieszał żonę i zniechęcał: "Nie chciej jechać. Ty nie znasz, Krysiu, Ameryki" - przypomina sobie córka.
Kolacja zawsze o godz. 20
- Wszystkie chłopaki w familokach przed kopalnią znały na pamięć przygody Wilmowskiego. Ja też. I od Tomka zaczęły się moje marzenia o podróżowaniu - mówi Mieczysław Bieniek, górnik dołowy i śląski globtroter. Na urlopach przemierza świat w pojedynkę, autostopem, na własną rękę. Ostatnio podstępem przedarł się do Sudanu, gdzie pod karabinem wpuszcza się tylko oficjalne grupy. - Lubię ryzyko, bo najważniejsze są w podróżach emocje! Nie zrozumiem ludzi i świata, jadąc z biurem podróży. Muszę jeść z nimi i spać tam z nimi w jednej chacie! - mówi Bieniek, któremu Szklarski kojarzy się z Karolem Mayem. - Siedząc w pierdlu, pisał o Indianach, których w życiu nie widział na oczy! Są tacy ludzie z niesamowitą wyobraźnią i oni to potrafią Turysta z podróży przywozi dziś tysiąc zdjęć, ale w nich nie ma uczuć. Żeby naprawdę przeżyć podróż, muszę ją opowiedzieć. Dlatego zacząłem sam pisać książki - tłumaczy dołowy Bieniek.
Córka: - Gdy brakowało pieniędzy, namawiałam: "Tato, a machnąłbyś jakiś kryminał, co to dla ciebie?". Ojciec tylko się uśmiechnął. "Pamiętaj, córeczko, że kryminał potrafi machnąć byle głupek! Ale napisać taką książkę, która ma w sobie wartość, to jest sztuka dostępna bardzo niewielu ".
Bożena Szklarska pamięta, jak w młodych latach okropnie niecierpiała tego, że w domu do kolacji trzeba usiąść codziennie punkt dwudziesta. - Dla taty rodzina, spacer z dziećmi, kościółek w niedzielę, wspólne obiady i kolacje to było coś bardzo ważnego. Dopiero dziś go rozumiem - mówi córka i dodaje, że jej syn nieprzypadkowo ma na imię Tomek. Ciężko pracowała i Tomek przez siedem lat wychowywał się przy ul. Jordana. "Mamo, ja nie mam pretensji, bo gdyśmy szli z dziadkiem za rękę, mogłem z nim dyskutować o całym świecie. Z dziadkiem ja miałem najszczęśliwsze dzieciństwo!" - zwierzył się po latach wnuczek pisarza.
Indianin i Polak cierpiał tak samo
Dyrektor Fabjański: - Alfred Szklarski nauczył mnie tolerancji. W czasach, gdy Afrykanin był "murzynkiem Bambo", a Indianin - żądnym krwi dzikusem, on opisywał ich jak myślących, godnych ludzi. Widział ich prawa i tradycje. Jestem pewien, że gdyby wielcy tego świata więcej czytali Szklarskiego, nie katowaliby nas bredniami o nieuchronnej wojnie kultur. Nie straszyliby islamem. I nie musiałbym na ulicy w Chorzowie słuchać obelg typu "Ty Żydzie!"
Bożena Szklarska: - Ojciec był Indianami po prostu zauroczony. Godzinami wpatrywał się w stare ryciny pióropuszy, znał w nich każdy rzemyk i piórko! Powtarzał, że to są właśnie prawdziwi ludzie. Tata uważał, że historyczne losy Indian i Polaków są tożsame, że podobnie musieliśmy cierpieć.
W kręgach katowickiej socjety w PRL-u Alfred Szklarki u szczytu sławy uchodzi za podejrzanego dziwaka. Sam trzyma się z dala i nie lubi blichtru. Mają mu za złe, że w mieszkaniu przy ul. Jordana spotkać można zbyt pospolitych gości. Szklarski zaprasza najprostszych sąsiadów i z nimi godzinami ma czas na rozmowy.
- Zawód, tytuły, zarobki - to nie miało znaczenia. Tatę obchodził tylko człowiek w środku. Nie wiem, dlaczego był w tym tak zasadniczy. Prawie obsesyjnie wracał wspomnieniami do młodości w Chicago, gdzie w kryzysie musiał imać się jako chłopiec prostych robót w najpodlejszych miejscach. Prawie ze łzami powtarzał, że nieludzko upadlano wtedy Murzynów. Nie wiem, co widział, trzymał to dla siebie - wspomina córka.
Zdaniem krytyków literackich indiańską beletrystykę Szklarskiego można czytać z kluczem, który odsłania ukryte przed cenzurą PRL-u wątki niepodległościowe (szczególnie w trylogii "Złoto Gór Czarnych" z lat 70. o straceńczym bohaterstwie podbijanego plemienia Lakotów).
Cykl o przygodach Tomka pod fabularną powierzchnią awantury przemyca stanowcze potępienia autora dla wszelkiej przemocy i dyskryminacji ze względu na kolor skóry, wyznawane poglądy, religię, nację i rasę. A Wilmowski (alter ego Szklarskiego) u boku opiekuńczego ojca, bosmana Nowickiego (z nieodłączną butelką), przez filtr wyobraźni spełnia młodzieńcze tęsknoty i leczy traumy mężczyzny, który jako uczestnik i obserwator doświadczył przygniatających cierpień.
"Czyż mógł kiedyś marzyć, że kiedyś sam będzie przemierzał dziewicze lądy, często nietknięte jeszcze stopą białego człowieka? A jednak spełniły się jego najgorętsze pragnienia!
Jako chłopiec sądził, że dalekie podróże po nieznanych krajach stanowią pasmo pasjonujących przygód. ( ) Teraz wszakże Tomek już znał gorzki smak wielkiej przygody " ("Tomek w Gran Chaco").
Katowice przy ul. Jordana w latach 60. Po powrocie ze szkoły córka odrabia lekcje z polskiego, a tata pisarz dobrotliwie przedrzeźnia nauczycieli: "Co poeta chciał nam powiedzieć?". Tu robi pauzę i nagle wypala z poczuciem kompletnego absurdu: "A skąd oni, córciu, mogą to wiedzieć?!".
- 174 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
95 głosów
-
Analogie
kamyk39
21.01.12, 01:07
Mnie przygody Tomka kojarza sie z przygodami Tin-tin - jakby w takim samym klimacie + bosman.»
-
pamietam z dziecinstwa
rzekiprzeplynelem
21.01.12, 09:13
ksiazki o Tomku ale pamietam tez trylogie o indianach Złoto Gor Czarnych czytałem po kilka razy co za czasy :)»
-
Na tropach Alfreda Szklarskiego. Odkurzyć "Tomk...
mmassive
21.01.12, 14:00
Na taką okazję... to może przetłumaczyć Trylogię Indiańską na angielski??? Dakotowie z pewnością nie mają pojęcia, że ktoś w dalekiej Polsce napisał dla nich książkę "ku pokrzepieniu serc" »







