Na Śląsku powstała pierwsza drużyna futbolu amerykańskiego
2006-05-15
, aktualizacja: 15.05.2006 00:00
Na pierwszy trening w Katowicach przyszło czternaście osób. Niektóre nigdy nie miały w rękach jajowatej piłki. Na początku było nieprzyjemnie, bo ?Stachu? (ponad 100 kilogramów czystych mięśni), zakładając krótkie spodenki, postraszył innych, że na boisku ?wszystkich pozabija?.
O futbolu amerykańskim jest w naszym kraju głośno zazwyczaj raz do roku: na przełomie stycznia i lutego, gdy kończą się rozgrywki ligi NFL, których zwieńczeniem jest mecz o Super Bowl.
Dzień, gdy naprzeciw siebie stają dwie najlepsze drużyny, jest dla Amerykanów nieformalnym świętem narodowym. Transmisje telewizyjne przyciągają przed telewizory wiele milionów widzów. Wielkie firmy są gotowe zapłacić miliony dolarów za każdą minutę czasu reklamowego w przerwach meczu.
Rodi wróć!
Fanatyków tej dyscypliny nie brakuje na całym świecie, a od kilkunastu dni pierwszy zespół futbolu amerykańskiego trenuje też na Górnym Śląsku. Z zawodnikami Silesia Miners (Śląscy Górnicy) spotykam się na zdewastowanym stadionie Kolejarza w Katowicach Piotrowicach. Do niedawna to miejsce odwiedzali głównie zbieracze złomu, którzy kawałek po kawałku zacierają ślady po stalowej trybunie.
Trafiłem akurat na dzień malowania linii. Linie są niezwykle istotne, bo dzięki nim można precyzyjnie określić tak ważne w futbolu rekordy. Amerykanie, którzy mają na tym punkcie fioła, rekordy mierzą w jardach, a mogą one dotyczyć odległości, na jaką została kopnięta piłka, jak daleko przebiegł z piłką skrzydłowy czy wreszcie, jak daleko rzucił nią quarterback, czyli rozgrywający.
Rekordy "Minersów" dopiero się kształtują. Najdłuższy bieg z piłką należy do "Rodiego". "Rodi" pojawił się do tej pory tylko na jednym treningu. Niewysoki, czarnowłosy chłopak wyskoczył do piłki niczym z katapulty, a potem mimo prób ataków kolegów przebiegł z nią ponad 70 jardów. - Rodi wróć! - apeluje Szymon Widera, jeden z czterech założycieli drużyny. Połączył ich internet. Doskonałą skrzynką kontaktową okazała się strona internetowa polskiego związku futbolu amerykańskiego oraz działające przy niej forum.
Przed świętami wielkanocnymi spotkali się w centrum Katowic. Sławek Szymuś (lat 23), Szymon Widera (22), Adam Kłos (21) i Kamil Plewnia (18). - Zaczęło się od burzy mózgów. Gdzie grać, jak nazwać zespół, kto poprowadzi trening? - wylicza Sławek. Ostatecznie Szymuś będzie pełnił w drużynie rolę rozgrywającego. Silny, dobrze zbudowany w przeszłości grał w koszykówkę. Potrafi rzucić piłkę na odległość ponad 40 jardów. Zaczął się fascynować futbolem podczas pobytu w Ameryce, gdzie na czas wakacji wyjechał do pracy.
Szymuś studiuje na Politechnice i mieszka na Ligocie skąd ma pięć minut drogi na boisko Kolejarza. - Poszedłem do urzędu miejskiego zapytać, czy możemy tu trenować. Jeden z urzędników był pełen entuzjazmu dla naszego pomysłu. Proponował, że w przyszłości możemy się przenieść na boisko Rozwoju, gdy powstanie tam sztuczna nawierzchnia - opowiada Sławek.
Potrenuje i pospawa bramki
Kolejnym problemem była nazwa. - Spieraliśmy się dosyć długo. Na początku ustaliliśmy, że musi być angielska. Była propozycją, by przyjąć nazwę Warriors (Wojownicy). Ostatecznie przegłosowano jednak Silesia Miners. Tak, by nawiązywała do regionu - wyjaśnia Szymek, który akurat Ślązakiem się nie czuje, bo pochodzi z Dąbrowy Górniczej.
- Zaczęliśmy drukować plakaty. Zachęcaliśmy - "Przyjdź na trening!". Każdy zrobił ksero i powiesił je w swojej okolicy, na uczelni. Plakaty wisiały od Częstochowy po Cieszyn - mówi Szymek, na co dzień student prawa na Uniwersytecie Śląskim.
Na pierwszy trening przyszło czternaście osób. Niektórzy nigdy nie mieli w rękach jajowatej piłki. Na początku było nieprzyjemnie, bo "Stachu", czyli Stanisław Paszek (25 l.) z Dąbrowy Górniczej (ponad 100 kilogramów czystych mięśni), zakładając krótkie spodenki, postraszył innych, że na boisku "wszystkich pozabija". - Tylko żartował. To normalny chłopak - wyjaśnia Szymek.
Zaraz na początku pojawił się problem, kto poprowadzi trening? I wtedy zjawił się E. TEE ("nie mylić z E.T. - zastrzega").
E. TEE czyli Wojciech Grzybek (28 l.) pochodzi z Rudy Śląskiej. Gdy miał 12 lat, ojciec przywiózł mu z Francji jajowatą piłkę. - Wtedy zakochałem się w tym sporcie - wyjaśnia i, by podkreślić wagę słów, podciąga prawą skarpetkę i odsłania tatuaż groźnego Wikinga. - To symbol Minnesota Vikings - tej drużynie kibicuję już od 12 lat - mówi z dumą.
Grzybek nie wygląda na Wikinga. Szczupły, niepozorny. By wyglądać groźniej pod oczami wymalował sobie czarne pasy niczym Arnold Schwarzenegger w "Commando". E. TEE zna podstawy treningu futbolu amerykańskiego, bo ukończył dwa kursy internetowe. - Jeden z nich na poziomie high school [szkoły wyższej - przyp. red.] - zaznacza.
E. TEE ma jeszcze jedną zaletę: jest architektem konstrukcji stalowych i zapewnił, że pospawa specjalne, wysokie na dziewięć metrów bramki.
Szymek i Sławek mają nadzieję, że już wkrótce Grzybkowi pomoże kolejny chętny. - Robert Zieliński skontaktował się z nami pocztą elektroniczną. Twierdzi, że przez cztery lata trenował futbol na jednej z amerykańskich uczelni. Niestety, na razie też przebywa w Stanach - wzdycha Szymek. W sobotnich zajęciach bierze udział 20 osób. Są mali i wysocy, chudzi i z nadwagę. Posturą wyróżnia się Ijon, czyli Borys Harasimowicz z Rudy Śląskiej (28 l.), który na co dzień prowadzi firmę zajmującą się sprzedażą sprzętu sportowego.
Ijon przy wzroście około 180 cm waży 115 kilogramów. Zdradza, że do tej pory pasjonowały go głównie gry bitewne i karciane. Niektóre gry - tzw. RPG, czyli Real Play Games - odgrywał razem ze znajomymi w terenie. - Tak było m.in z "Pucharem Krwi", który zawierał też elementy futbolu amerykańskiego. Co roku spotykaliśmy się w Mirowie i graliśmy pięciu na pięciu - wspomina. Teraz Borys gra już na poważnie. Na boisku jest obrońcą, jego najważniejsze zadanie to zatrzymać szarżującego rywala. - Za wiele się nie nabiegam. W jednej akcji wykonuję od dwóch do trzech kroków - śmieje się.
Gotowi na sprzedaż
"Górnicy" liczą, że za kilka miesięcy będą grać na tyle dobrze, że bez wstydu będą mogli zgłosić się do powstającej w Polsce ligi futbolu amerykańskiego (jest start zaplanowano na wiosnę przyszłego roku).
Dzień, gdy naprzeciw siebie stają dwie najlepsze drużyny, jest dla Amerykanów nieformalnym świętem narodowym. Transmisje telewizyjne przyciągają przed telewizory wiele milionów widzów. Wielkie firmy są gotowe zapłacić miliony dolarów za każdą minutę czasu reklamowego w przerwach meczu.
Rodi wróć!
Fanatyków tej dyscypliny nie brakuje na całym świecie, a od kilkunastu dni pierwszy zespół futbolu amerykańskiego trenuje też na Górnym Śląsku. Z zawodnikami Silesia Miners (Śląscy Górnicy) spotykam się na zdewastowanym stadionie Kolejarza w Katowicach Piotrowicach. Do niedawna to miejsce odwiedzali głównie zbieracze złomu, którzy kawałek po kawałku zacierają ślady po stalowej trybunie.
Trafiłem akurat na dzień malowania linii. Linie są niezwykle istotne, bo dzięki nim można precyzyjnie określić tak ważne w futbolu rekordy. Amerykanie, którzy mają na tym punkcie fioła, rekordy mierzą w jardach, a mogą one dotyczyć odległości, na jaką została kopnięta piłka, jak daleko przebiegł z piłką skrzydłowy czy wreszcie, jak daleko rzucił nią quarterback, czyli rozgrywający.
Rekordy "Minersów" dopiero się kształtują. Najdłuższy bieg z piłką należy do "Rodiego". "Rodi" pojawił się do tej pory tylko na jednym treningu. Niewysoki, czarnowłosy chłopak wyskoczył do piłki niczym z katapulty, a potem mimo prób ataków kolegów przebiegł z nią ponad 70 jardów. - Rodi wróć! - apeluje Szymon Widera, jeden z czterech założycieli drużyny. Połączył ich internet. Doskonałą skrzynką kontaktową okazała się strona internetowa polskiego związku futbolu amerykańskiego oraz działające przy niej forum.
Przed świętami wielkanocnymi spotkali się w centrum Katowic. Sławek Szymuś (lat 23), Szymon Widera (22), Adam Kłos (21) i Kamil Plewnia (18). - Zaczęło się od burzy mózgów. Gdzie grać, jak nazwać zespół, kto poprowadzi trening? - wylicza Sławek. Ostatecznie Szymuś będzie pełnił w drużynie rolę rozgrywającego. Silny, dobrze zbudowany w przeszłości grał w koszykówkę. Potrafi rzucić piłkę na odległość ponad 40 jardów. Zaczął się fascynować futbolem podczas pobytu w Ameryce, gdzie na czas wakacji wyjechał do pracy.
Szymuś studiuje na Politechnice i mieszka na Ligocie skąd ma pięć minut drogi na boisko Kolejarza. - Poszedłem do urzędu miejskiego zapytać, czy możemy tu trenować. Jeden z urzędników był pełen entuzjazmu dla naszego pomysłu. Proponował, że w przyszłości możemy się przenieść na boisko Rozwoju, gdy powstanie tam sztuczna nawierzchnia - opowiada Sławek.
Potrenuje i pospawa bramki
Kolejnym problemem była nazwa. - Spieraliśmy się dosyć długo. Na początku ustaliliśmy, że musi być angielska. Była propozycją, by przyjąć nazwę Warriors (Wojownicy). Ostatecznie przegłosowano jednak Silesia Miners. Tak, by nawiązywała do regionu - wyjaśnia Szymek, który akurat Ślązakiem się nie czuje, bo pochodzi z Dąbrowy Górniczej.
- Zaczęliśmy drukować plakaty. Zachęcaliśmy - "Przyjdź na trening!". Każdy zrobił ksero i powiesił je w swojej okolicy, na uczelni. Plakaty wisiały od Częstochowy po Cieszyn - mówi Szymek, na co dzień student prawa na Uniwersytecie Śląskim.
Na pierwszy trening przyszło czternaście osób. Niektórzy nigdy nie mieli w rękach jajowatej piłki. Na początku było nieprzyjemnie, bo "Stachu", czyli Stanisław Paszek (25 l.) z Dąbrowy Górniczej (ponad 100 kilogramów czystych mięśni), zakładając krótkie spodenki, postraszył innych, że na boisku "wszystkich pozabija". - Tylko żartował. To normalny chłopak - wyjaśnia Szymek.
Zaraz na początku pojawił się problem, kto poprowadzi trening? I wtedy zjawił się E. TEE ("nie mylić z E.T. - zastrzega").
E. TEE czyli Wojciech Grzybek (28 l.) pochodzi z Rudy Śląskiej. Gdy miał 12 lat, ojciec przywiózł mu z Francji jajowatą piłkę. - Wtedy zakochałem się w tym sporcie - wyjaśnia i, by podkreślić wagę słów, podciąga prawą skarpetkę i odsłania tatuaż groźnego Wikinga. - To symbol Minnesota Vikings - tej drużynie kibicuję już od 12 lat - mówi z dumą.
Grzybek nie wygląda na Wikinga. Szczupły, niepozorny. By wyglądać groźniej pod oczami wymalował sobie czarne pasy niczym Arnold Schwarzenegger w "Commando". E. TEE zna podstawy treningu futbolu amerykańskiego, bo ukończył dwa kursy internetowe. - Jeden z nich na poziomie high school [szkoły wyższej - przyp. red.] - zaznacza.
E. TEE ma jeszcze jedną zaletę: jest architektem konstrukcji stalowych i zapewnił, że pospawa specjalne, wysokie na dziewięć metrów bramki.
Szymek i Sławek mają nadzieję, że już wkrótce Grzybkowi pomoże kolejny chętny. - Robert Zieliński skontaktował się z nami pocztą elektroniczną. Twierdzi, że przez cztery lata trenował futbol na jednej z amerykańskich uczelni. Niestety, na razie też przebywa w Stanach - wzdycha Szymek. W sobotnich zajęciach bierze udział 20 osób. Są mali i wysocy, chudzi i z nadwagę. Posturą wyróżnia się Ijon, czyli Borys Harasimowicz z Rudy Śląskiej (28 l.), który na co dzień prowadzi firmę zajmującą się sprzedażą sprzętu sportowego.
Ijon przy wzroście około 180 cm waży 115 kilogramów. Zdradza, że do tej pory pasjonowały go głównie gry bitewne i karciane. Niektóre gry - tzw. RPG, czyli Real Play Games - odgrywał razem ze znajomymi w terenie. - Tak było m.in z "Pucharem Krwi", który zawierał też elementy futbolu amerykańskiego. Co roku spotykaliśmy się w Mirowie i graliśmy pięciu na pięciu - wspomina. Teraz Borys gra już na poważnie. Na boisku jest obrońcą, jego najważniejsze zadanie to zatrzymać szarżującego rywala. - Za wiele się nie nabiegam. W jednej akcji wykonuję od dwóch do trzech kroków - śmieje się.
Gotowi na sprzedaż
"Górnicy" liczą, że za kilka miesięcy będą grać na tyle dobrze, że bez wstydu będą mogli zgłosić się do powstającej w Polsce ligi futbolu amerykańskiego (jest start zaplanowano na wiosnę przyszłego roku).
W naszym kraju najsilniejszą drużynę ma Wrocław, tamtejsi Go Crew, lada dzień rozpoczną rywalizację w lidze czeskiej. W futbol grają też m.in. w Warszawie i Poznaniu. Kolejne zespoły powstają w Krakowie, Łomży, Gdyni, Pionkach.
"Minersi" to na razie zupełni amatorzy. Składki (20 zł miesięcznie) wystarczają co najwyżej na zakup wapna do wytyczenia linii i wody mineralnej. - Najważniejsza sprawa to kupić ochraniacze i stroje. Bardzo liczmy na pomóc polskiego związku. Szukamy też sponsorów. Mówiąc brzydko, jesteśmy gotowi się sprzedać - mówi Szymek, który dodaje, że liczy też na pomoc Unii Europejskiej. - Wystąpimy o dotację na walkę z patologiami - śmieje się.
Spróbuj swoich sił
Chcesz zostać zawodnikiem Silesia Miners? Nic prostszego! Szczegółowe informacje o treningach "Górników" znajdziesz na stronie - http://silesiaminers.ovh.org/
"Minersi" to na razie zupełni amatorzy. Składki (20 zł miesięcznie) wystarczają co najwyżej na zakup wapna do wytyczenia linii i wody mineralnej. - Najważniejsza sprawa to kupić ochraniacze i stroje. Bardzo liczmy na pomóc polskiego związku. Szukamy też sponsorów. Mówiąc brzydko, jesteśmy gotowi się sprzedać - mówi Szymek, który dodaje, że liczy też na pomoc Unii Europejskiej. - Wystąpimy o dotację na walkę z patologiami - śmieje się.
Spróbuj swoich sił
Chcesz zostać zawodnikiem Silesia Miners? Nic prostszego! Szczegółowe informacje o treningach "Górników" znajdziesz na stronie - http://silesiaminers.ovh.org/
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




