Ruch blisko inwestora. Już nie HKS, tylko... GKS?!

Rozmawiał Wojciech Todur
14.12.2011 , aktualizacja: 14.12.2011 22:10
A A A Drukuj
Andrzej Kotala i Dariusz Smagorowicz, czyli prezydent Chorzowa i właściciel Ruchu Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Andrzej Kotala i Dariusz Smagorowicz, czyli prezydent Chorzowa i właściciel Ruchu
Andrzej Kotala, prezydent Chorzowa, potwierdza, że prowadzi rozmowy z firmą z branży górniczej zainteresowaną wsparciem niebieskich. Dariusz Smagorowicz, główny udziałowiec piłkarskiej spółki, chce się podzielić władzą.
Prezydent Chorzowa i szef rady nadzorczej Ruchu powiedzieli w ostatnich tygodniach wiele słów, które były dla drugiej strony zaskoczeniem. Można było odnieść wrażenie, że tak nie rozmawiają partnerzy, którym zależy na dobru klubu, tylko dwa szukające swoich słabych punktów ośrodki. Komentowano, że to gra na słowa i emocje. Postanowiliśmy więc porozmawiać z obydwoma "graczami" i rozwiać wątpliwości.

Wojciech Todur: Też odniosłem wrażenie, że w ostatnich tygodniach panowie nie tyle ze sobą rozmawiali, co starali wbić sobie szpileczkę. Jakie wnioski wyciągają panowie z tego medialnego dialogu?

Andrzej Kotala, prezydent Chorzowa: Konferencja prasowa, podczas której komentowałem słowa działaczy Ruchu, mówiąc, że jestem "zdziwiony" czy "zaskoczony", była odpowiedzią na serie artykułów prasowych, które stawiały miasto w roli niewdzięcznego partnera dla klubu. Zaskoczenie było tym większe, że mamy bardzo dobry kontakt i często ze sobą rozmawiamy.

Dariusz Smagorowicz, główny udziałowiec Ruchu: Rozmawiam z prezydentem Kotalą zdecydowanie częściej niż z jego poprzednikiem Markiem Koplem. Moją intencją nie było wbijanie - jak to pan ujął - szpileczek. Więcej, nie zwoływaliśmy konferencji, żeby wytykać błędy miasta, tylko żeby omówić nasz raport finansowy.

Niektórzy dziennikarze z dziesiątek informacji wybrali jednak te, które niosły ze sobą najwięcej kontrowersji, i taki był tego efekt.

Przyzna pan jednak, że pana tezy: "nie stać nas na grę na Stadionie Śląskim" nikt nie musiał medialnie podkręcać. M.in. to zdanie zaskoczyło pana prezydenta.

A.K.: Zgadza się. Wcześniej nieraz dyskutowaliśmy o warunkach gry na Śląskim. Opłaty nie wydawały się wygórowane: złotówka za stadion plus opłaty za media. Klub wtedy nie protestował...

D.S.: Te opłaty rzeczywiście nie są problemem. Za decyzją o przeprowadzce na Śląski ciągną się jednak inne finansowe obciążenia.

Porównam to z prowadzeniem sklepu. Teraz, gdy gramy na Cichej, zarządzamy magazynem o powierzchni stu metrów kwadratowych. Na Śląskim będziemy mieć do dyspozycji metraż 10 razy większy. By nim zagospodarować, potrzebujemy ludzi, a co za tym idzie - pieniędzy.

A.K.: Gra na Śląskim daje też przecież możliwość większego zysku. Także na biletach. Bardzo żałuję, że otwarcie tego obiektu po remoncie jest wciąż odkładane w czasie. Zyskalibyśmy wtedy podpowiedź, jaki jest potencjał chorzowskich fanów.

Czy warto w przyszłości wybudować na Cichej obiekt na 20 tysięcy osób, czy może wystarczy stadion o połowę mniejszy?

D.S.: Śląski to dla nas ogromna szansa na rozwój. Na skok cywilizacyjny. Moje słowa zabrzmiały tak, jakbym nie chciał grać na Śląskim. Jest zupełnie odwrotnie. To obawy o to, czy sobie poradzimy, sprawiają, że mówię, że nas na to nie stać. Bo to prawda. W dzisiejszych realiach, bez sponsora strategicznego, bez większej pomocy miasta, nas na to nie stać.

Żeby być sprawiedliwym, pan prezydent też ostatnio zaskakiwał działaczy Ruchu. Chociażby zdaniem, że klub w rękach jednego, prywatnego właściciela nie jest magnesem dla sponsorów.

A.K.: Już ponad rok prowadzę rozmowy z firmami lub biznesmenami, którzy mogą zainwestować w Ruch. I to właśnie oni stawiają taką tezę - "Dlaczego mam inwestować w prywatne przedsięwzięcie?". Chcą płacić, ale oczekują też, że będą współzarządzać klubem.

D.S.: To nie jest żaden problem. Proszę spojrzeć na to krzesło. Stanie na jednej nodze? Pewnie tak, ale będzie się chybotać na wszystkie strony. Ruch nie może stać na jednej nodze.

Chciałbym, żeby klub stał na minimum trzech, a już najlepiej czterech nogach. Miasto też może być taką nogą.

Jaki musi być udział miasta, żeby tak się stało?

D.S.: Każda noga musi utrzymać podobny ciężar...

Przy założeniu, że roczny budżet klubu to 20 milionów złotych...

A.K.: Słyszałem, że 16 milionów. Jeżeli prawie połowę tej kwoty klub ma zagwarantowaną, to do podziału byłoby osiem milionów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów