ROW zepchnął Zagłębie na dno tabeli. Dlaczego koledzy nie lubią Mójty?

Marcin Fejkiel
13.11.2011 , aktualizacja: 13.11.2011 22:45
A A A Drukuj
Piłkarze Energetyka ROW Rybnik mają się z czego cieszyć Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta Piłkarze Energetyka ROW Rybnik mają się z czego cieszyć
- Robimy głupie błędy, tracimy bramki jak dzieci. Koledzy chyba mnie nie lubią. Dorzucam im precyzyjne piłki ze stałych fragmentów gry, a oni mnie nie dostrzegają. Wszystko gramy prawą stroną, ja na lewej stoję sam. Gardło mnie już boli od krzyczenia - wściekał się po porażce w Rybniku Adam Mójta, lewy obrońca Zagłębia.
ZOBACZ TAKŻE
Niedzielne spotkanie w Rybniku dla obu zespołu miało kluczowe znaczenie w kontekście walki o utrzymanie w II lidze. Każdy punkt zdobyty jeszcze w tym roku, pozwalał nieco spokojniej myśleć o wiośnie, która i tak będzie dla obydwu zespołów oznaczać ratowanie się przed degradacją.

- Do 34. kolejki będziemy walczyć o utrzymanie. Niestety taka jest polska piłka, że nie wiadomo, ile drużyn z I ligi spadnie do naszej grupy. Dlatego musimy jak najszybciej dołączyć do środka tabeli, żeby mieć kontakt z rywalami, którzy są trochę wyżej. Dzisiaj trochę udało się podgonić - mówił z ulgą w głosie Kamil Kostecki, pomocnik rybnickiej drużyny. Gola na wagę trzech punktów strzelił w 93. min meczu.

Zanim do tego doszło, na boisku trwała regularna wymiana ataków. Tak ROW, jak i Zagłebie postawiły na futbol otwarty, a obrońcy po obu stronach boiska prezentowali radosną twórczość.

Na bramkę Patryka Stefańskiego z 7. min, dwukrotnie odpowiedział Jarosław Wieczorek, który najpierw skutecznie wykorzystał rzut wolny, a następnie rzut karny. Gdyby w 57. min był bardziej precyzyjny, rybniccy kibice pewnie ze spokojem oglądaliby to spotkanie do końca.

A tak, wystarczyło, że Marek Krotofil sfaulował w polu karnym Rafała Jankowskiego, którego strzał z "jedenastki" Bartosz Gocyk obronił, ale przed dobitką już skapitulował. I wojna nerwów zaczęła się po przerwie od nowa.

Ostatni kwardans to już istna salwa z obu stron. Na strzał głową Marka Gładkowskiego, głową odpowiada Wojciech Białek. Na petardę Kosteckiego, petardą ripostuje Dawid Ryndak. Potem jeszcze Ołeksij Szlakotin niesamowitymi interwencjami dwukrotnie zatrzymuje Wieczorka. Ten ostatni zamiast samemu próbować zaskoczyć Ukraińca, mógł dogrywać do lepiej ustawionych kolegów. - Jarek polował na hat-tricka. Gdybyśmy nie wygrali tego meczu, pewnie bylibyśmy źli, że nienajlepiej rozwiązywał te sytuacje. Skoro wygraliśmy, nikt nie będzie mu tego wypominał - mówił o Wieczorku Kostecki.

Porażka w Rybniku spowodowała, że sosnowiczanie spadli na ostatnie miejsce w tabeli.- Szkoda straconych punktów. Przyjechaliśmy tu nie przegrać - żałował Jerzy Wyrobek, szkoleniowiec Zagłębia.

- Może nie był to piękny mecz, bo warunki boiskowe nie służyły płynności w grze, ale jak na tę porę roku zobaczyliśmy emocjonujące widowisko. Największa wartość tego zwycięstwa jest taka, że chłopcy pokazali charakter. To nawet istotniejsze niż zdobyte punkty. Za to, że się bardzo postaraliśmy, dostaliśmy nagrodę - cieszył się Ryszard Wieczorek, który życzył Wyrobkowi zdobycia punktów w następnym meczu, nazywając go swoim nauczycielem.

Energetyk ROW Rybnik - Zagłębie Sosnowiec 3:2 (2:1)

Bramka: 0:1 Stefański (7.), 1:1 Wieczorek (14.), 2:1 Wieczorek (28., z karnego), 2:2 Jankowski (60.), 3:2 Kostecki (90.+3.)

ROW: Gocyk - Andraszak, Jary, Gródek (78. Kasprzak),Wrześniak (78. Dzięgielowski) - Gajewski Ż (75. Szatkowski), Krotofil Ż, Kostecki Ż, Mościcki, Wieczorek - Gładkowski.

Zagłębie: Szlakotin - Białek, Madej (77. Koźmiński), Marek, Mójta - Domański (60. Cyganek), Jarczyk Ż, Sierczyński, Ryndak - Jankowski, Stefański Ż.

Sędziował: Robert Hasselbusch (Warszawa). Widzów: 500.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów