Pole walki w Jaworznie. Korki szlifowały piszczele

Wojciech Todur
12.11.2011 , aktualizacja: 12.11.2011 15:08
A A A Drukuj
Tym razem tyszanom (w zielonych strojach) nie udało się odnieść zwycięstwa w Jaworznie (na zdjęciu w wygranym 3:0 meczu z Energetykiem ROW Rybnik) Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Tym razem tyszanom (w zielonych strojach) nie udało się odnieść zwycięstwa w Jaworznie (na zdjęciu w wygranym 3:0 meczu z Energetykiem ROW Rybnik)
W pojedynku na drugoligowym szczycie GKS Tychy podzielił się punktami z Bytovią. Piłkarze nie oszczędzali swoich kości i aż dziw, że nikt nie przypłacił tego kontuzją.
Piotr Mandrysz, trener gospodarzy podkreślał przed meczem, że Bytovia to jedna z rewelacji rozgrywek. - Co prawda zaliczyli falstart (0:2 z Rakowem i 0:4 z tyszanami w dwóch pierwszych spotkaniach sezonu - przyp. red), potem jednak spisywali się jak na beniaminka bardzo dobrze - ocenił tyski szkoleniowiec. Zespół, którego sukcesy napędzają pieniądze producenta okien, tak jak GKS liczy się w walce o awans do pierwszej ligi.

Piłkarze obu drużyn wyszli na boisko zadziorni i zmobilizowani. Kilka akcji obronnych pasowałoby raczej do filmów promujących azjatyckie sztuki walki.

- Panie sędzio! Przecież to było na żółtą kartkę! Mało co mu głowy nie urwał! - denerwował się trener Waldemar Walkusz, który aż syknął, gdy Łukasz Kopczyk, obrońca tyskiej drużyny, ściągnął piłkę z głowy zawodnika z Bytowa.

Walki było dużo. Niestety, składnych akcji i strzałów zdecydowanie mniej. W pierwszej połowie tyszanie byli najbliżsi gola po indywidualnej akcji Damiana Szczęsnego. Napastnik GKS-u serią zwodów zmylił defensywę, ale piłka po jego strzale przeszła tuż obok słupka. Mateusz Oszmaniec, bramkarz Bytovii miał też problemy z obroną strzału Bartłomieja Babiarza.

Druga połowa potwierdziła, że sędzia Leszek Gawron jest zwolennikiem ostrej gry. Po starciach zawodników, co chwilę było słychać szczęk korków ześlizgujących się po plastikowych ochraniaczach.

W końcu jednak pole walki zamieniło się w piłkarskie boisko. Zaczęło się od krzyku trenera Mandrysza "Dawaj Strusiu!". Mateusz Struski popisał się wykopem przez całe boisko. Damian Furczyk z wielkim trudem opanował piłkę, która trafiała potem kolejno do Babiarza, Pawła Lesika i w końcu Szczęsnego, który z kilku metrów wpakował ją do siatki.

Goście odpowiedzieli szybko i skutecznie. Błąd defensywy GKS-u wykorzystał Jakub Zejglic, który celnie przymierzył z linii pola karnego.

W ostatnich minutach tyszanie musieli sobie radzić bez Babiarza. Najbardziej waleczny piłkarz GKS-u po kolejnym faulu został ukarany drugą żółtą kartką, po której musiał zejść z boiska.

Goście przycisnęli, ale w bramce tyskiej drużyny znakomicie spisywał się Struski, który trzy razy uratował swój zespół przed stratą gola.

GKS Tychy 1 (0)

Bytovia Bytów 1 (0)

Bramki: 1:0 Szczęsny (61.), 1:1 Zejglic (67.).

GKS Tychy: Struski - Odrobiński Ż, Masternak, Kopczyk, Lesik - Małkowski (76. Folc), Kupczak, Babiarz Ż, CZ (86.), Łączek (46. Furczyk) - Szczęsny, Malicki (90. Pęczak).

Bytovia: Oszmaniec - J. Szałek, Wróbel, Łapigrowski Ż, Szmidke - Zejglic Ż, Pietrzyk, Ambroziak (90. Cierson), Waleszczyk Ż (80. Bryndal Ż), Kłos (57. Pufelski) - Retlewski.

Sędzia: Leszek Gawron (Mielec).

Widzów: 200.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów