Nie musisz znać sąsiada by posłać dziecko do gimnazjum
18.07.2010
, aktualizacja: 18.07.2010 21:25
Rodzice uczniów, którzy czasowo zameldowali się w rejonie katowickiego Gimnazjum nr 20, nie muszą już spowiadać się z tego, gdzie sypiają, i udowadniać, że znają sąsiadów. Ich dzieci zostaną przyjęte do szkoły bez tych wyjaśnień
ZOBACZ TAKŻE
- W przedszkolu remont. Szef firmy nie odbierał telefonu (06-09-10, 20:30)
Awantura w Gimnazjum nr 20 w Piotrowicach wybuchła na początku wakacji, gdy urzędnicy zażądali od dyrektorki Joanny Mateusik, by zobowiązała rodziców do podpisania kontrowersyjnego oświadczenia. Te osoby, które w ostatnim czasie zameldowały swoje dzieci w dzielnicy, miały zadeklarować m.in., że pod wskazanym adresem faktycznie mieszkają, nocują, jedzą posiłki, przechowują odzież, żywność, meble, przyjmują wizyty i utrzymują choćby okazjonalne kontakty z sąsiadami.
Powód? Walka z fikcyjnymi przeprowadzkami uczniów, którzy meldując się u krewnych lub znajomych, zyskiwali gwarancję przyjęcia do wymarzonej szkoły. - W dzielnicach, gdzie są najpopularniejsze gimnazja, to już plaga. Ale przy rekrutacji nie liczy się meldunek, tylko faktyczne miejsce zamieszkania, stąd pomysł na oświadczenia - wyjaśniała Grażyna Burek z wydziału edukacji.
Dociekliwość urzędników rodzice potraktowali jak zamach na prywatność i zatrudnili prawnika. Domagali się otwarcia od września czterech, a nie trzech klas pierwszych, tak by miejsca wystarczyło dla wszystkich 110 dzieci zameldowanych w rejonie (w tym 14 czasowo) oraz dla 10 kandydatów spoza rejonu, starających się dostać do szkoły na podstawie dobrych ocen.
Wiceprezydent Krystyna Siejna przekonywała najpierw, że otwarcie dodatkowej klasy w jednej szkole oznacza likwidację klasy w innej. Obiecała jednak sprawę przemyśleć i odpowiedzieć w ciągu dwóch tygodni. Ale już po tygodniu przysłała do Gimnazjum nr 20 zgodę na otwarcie kolejnej klasy. - Jestem bardzo zadowolona, że mogę przyjąć wszystkie chętne dzieci i że nie muszę zadawać ich rodzicom krępujących pytań. Szkoda jednak, że wszyscy musieli się wcześniej niepotrzebnie stresować - mówi Mateusik.
Cieszy się też Edyta Łozowska, mama drugoklasisty i przewodnicząca rady rodziców. - Cieszymy się, że wiceprezydent Siejna tak szybko podjęła korzystną dla nas decyzję i wycofała się ze zbierania oświadczeń. Wiele rodzin odwlekało wakacyjne wyjazdy, czekając, czy w szkole znajdzie się miejsce dla ich dziecka, czy też trzeba będzie na gwałt szukać innego gimnazjum. Teraz mogą spokojnie jechać na urlopy - mówi Łozowska.
Sami zainteresowani wzdychają z ulgą, ale podkreślają, że dopóki nie zostanie zniesiona rejonizacja, problem nie zniknie. - Wywalczyliśmy przyjęcie naszych dzieci, ale oprócz syna mam młodszą córkę i boję się, że za rok czeka ją to samo. Zaczyna obowiązywać nowa podstawa programowa i w liceum nie będzie się powtarzało materiału z gimnazjum, choć będzie on wymagany na maturze, więc walka o dobre gimnazja na pewno się zaostrzy - martwi się jedna z matek.
Powód? Walka z fikcyjnymi przeprowadzkami uczniów, którzy meldując się u krewnych lub znajomych, zyskiwali gwarancję przyjęcia do wymarzonej szkoły. - W dzielnicach, gdzie są najpopularniejsze gimnazja, to już plaga. Ale przy rekrutacji nie liczy się meldunek, tylko faktyczne miejsce zamieszkania, stąd pomysł na oświadczenia - wyjaśniała Grażyna Burek z wydziału edukacji.
Dociekliwość urzędników rodzice potraktowali jak zamach na prywatność i zatrudnili prawnika. Domagali się otwarcia od września czterech, a nie trzech klas pierwszych, tak by miejsca wystarczyło dla wszystkich 110 dzieci zameldowanych w rejonie (w tym 14 czasowo) oraz dla 10 kandydatów spoza rejonu, starających się dostać do szkoły na podstawie dobrych ocen.
Wiceprezydent Krystyna Siejna przekonywała najpierw, że otwarcie dodatkowej klasy w jednej szkole oznacza likwidację klasy w innej. Obiecała jednak sprawę przemyśleć i odpowiedzieć w ciągu dwóch tygodni. Ale już po tygodniu przysłała do Gimnazjum nr 20 zgodę na otwarcie kolejnej klasy. - Jestem bardzo zadowolona, że mogę przyjąć wszystkie chętne dzieci i że nie muszę zadawać ich rodzicom krępujących pytań. Szkoda jednak, że wszyscy musieli się wcześniej niepotrzebnie stresować - mówi Mateusik.
Cieszy się też Edyta Łozowska, mama drugoklasisty i przewodnicząca rady rodziców. - Cieszymy się, że wiceprezydent Siejna tak szybko podjęła korzystną dla nas decyzję i wycofała się ze zbierania oświadczeń. Wiele rodzin odwlekało wakacyjne wyjazdy, czekając, czy w szkole znajdzie się miejsce dla ich dziecka, czy też trzeba będzie na gwałt szukać innego gimnazjum. Teraz mogą spokojnie jechać na urlopy - mówi Łozowska.
Sami zainteresowani wzdychają z ulgą, ale podkreślają, że dopóki nie zostanie zniesiona rejonizacja, problem nie zniknie. - Wywalczyliśmy przyjęcie naszych dzieci, ale oprócz syna mam młodszą córkę i boję się, że za rok czeka ją to samo. Zaczyna obowiązywać nowa podstawa programowa i w liceum nie będzie się powtarzało materiału z gimnazjum, choć będzie on wymagany na maturze, więc walka o dobre gimnazja na pewno się zaostrzy - martwi się jedna z matek.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

