Maturzyści walczą o matematykę. Nauczyciele tłumią bunt
2009-12-01
, aktualizacja: 02.12.2009 02:32
Maturzyści, którzy zdecydowali się na trudniejszy egzamin z matematyki, nie chcą jednego dnia zdawać części podstawowej i rozszerzonej. Przygotowali petycję do Ministerstwa Edukacji i Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, ale - jak twierdzą - nauczyciele utrudniają im zbieranie podpisów
ZOBACZ TAKŻE
- Co czwarty licealista oblał próbną maturę z matematyki (13-12-09, 12:10)
- Co jest lepsze? Matura w czerwcu czy wakacje w maju? (19-11-09, 13:31)
- Licealiści zbojkotowali maturę z matematyki po cichu (03-11-09, 21:46)
- Liceum ich matmy nie nauczyło, więc uczelnie się męczą (29-10-09, 15:14)
- Ministerstwo chce nagrywać ustną maturę (05-10-09, 19:59)
Obowiązkowy egzamin z matematyki wraca na maturę po ćwierćwieczu. Każdy uczeń musi go zdać na poziomie podstawowym, natomiast chętni, np. wybierający się na studia techniczne, mogą dodatkowo wybrać poziom rozszerzony. Kłopot w tym, że CKE oba egzaminy zaplanowała na ten sam dzień - 5 maja. Część podstawową uczniowie będą pisać od godz. 9 do 11.50, a rozszerzoną - od 14 do 17. "Egzamin na poziomie rozszerzonym jest o wiele trudniejszy i wymaga większego skupienia (...). Matura z matematyki to prawie sześć godzin wytężonej pracy w napięciu i stresie. Obniżona wydolność umysłu, który najlepiej pracuje między 9 a 11, uniemożliwi wielu z nas uzyskanie satysfakcjonujących wyników" - piszą w petycji do CKE Michał Wojtyniak i Patrycja Krzesłowska, maturzyści z XXVI LO w Łodzi, którzy postanowili walczyć o rozłożenie egzaminów z matematyki na dwa dni. Treść swego apelu opublikowali na stronie internetowej www.petycjamaturalna.pl , zachęcając rówieśników do zbierania podpisów w swoich liceach. Do akcji przyłączyła się m.in. Magda z Dąbrowy Górniczej. - Chciałam ustawić na korytarzu stolik, gdzie będę zbierać podpisy w trakcie przerw, powiesić jakiś napis, żeby zainteresować kolegów, także tych młodszych. W końcu za rok mogą stanąć przed podobnym problemem - mówi Magda.
Niestety, dyrektorka nie pozwoliła zrealizować jej pomysłu. - Powiedziała, że to nasze fanaberie, bo za jej czasów matura trwała pięć godzin i jakoś nikt nie widział w tym problemu. Tyle że te pięć godzin kończyło się o 14. My o tej porze będziemy dopiero na półmetku, a dziś matura jest ważniejsza niż kiedyś, bo jej wynik zastępuje przecież egzamin na studia - podkreśla Magda, która ostatecznie pozbierała podpisy ukradkiem, tylko w swojej klasie.
Rację przyznaje jej Przemysław Fabjański, dyrektor LO im. Słowackiego w Chorzowie. - Pisanie egzaminu to nie tylko ciężka praca umysłowa, ale i duży stres. Zdawanie dwóch poziomów jednego dnia to zbyt wiele. Zwłaszcza że poziom rozszerzony, znacznie trudniejszy, zaplanowano, gdy uczniowie będą już zmęczeni po części podstawowej - przekonuje.
Wojtyniak żałuje, że nie wszyscy nauczyciele są tak wyrozumiali. Większość rzuca bowiem protestującym maturzystom kłody pod nogi. - Zniechęcają nas do zbierania podpisów, mówiąc, że to i tak nic nie da. Radzą, żebyśmy, zamiast tracić energię na protesty, wzięli się do nauki, choć przecież działamy w czasie wolnym i lekcji nie zaniedbujemy. Nie wiem, dlaczego to robią. Może boją się narazić wysokim urzędnikom? - zastanawia się Michał.
Jego zdaniem dlatego protestującym udało się dotąd zebrać tylko około 2,5 tys. podpisów, choć do końca listopada planowali mieć ich cztery razy więcej - tyle samo, ile w zeszłym roku zebrali uczniowie, skutecznie zapobiegając likwidacji matur dwujęzycznych. - Przedłużamy termin zbierania podpisów do końca grudnia, może połowy stycznia. Chcielibyśmy, żeby petycja dotarła do urzędników przed 8 lutego, kiedy musimy ostatecznie zadeklarować, na jakich poziomach zamierzamy zdawać poszczególne przedmioty - mówi Michał.
CKE zdaje sobie sprawę, że maturzyści mają powód, by się buntować. Na swojej stronie, równocześnie z harmonogramem matur, opublikowała komentarz: "Ceną jest narażenie pewnej (niedającej się w tej chwili przewidzieć) liczby młodzieży na trud dwóch egzaminów w ciągu jednego dnia". Mimo to Krzysztof Konarzewski, dyrektor CKE, póki co nie widzi możliwości zmiany terminów. - Nie można rozciągnąć egzaminów w czasie, by nie sparaliżować pracy szkół - przekonuje.
Niestety, dyrektorka nie pozwoliła zrealizować jej pomysłu. - Powiedziała, że to nasze fanaberie, bo za jej czasów matura trwała pięć godzin i jakoś nikt nie widział w tym problemu. Tyle że te pięć godzin kończyło się o 14. My o tej porze będziemy dopiero na półmetku, a dziś matura jest ważniejsza niż kiedyś, bo jej wynik zastępuje przecież egzamin na studia - podkreśla Magda, która ostatecznie pozbierała podpisy ukradkiem, tylko w swojej klasie.
Rację przyznaje jej Przemysław Fabjański, dyrektor LO im. Słowackiego w Chorzowie. - Pisanie egzaminu to nie tylko ciężka praca umysłowa, ale i duży stres. Zdawanie dwóch poziomów jednego dnia to zbyt wiele. Zwłaszcza że poziom rozszerzony, znacznie trudniejszy, zaplanowano, gdy uczniowie będą już zmęczeni po części podstawowej - przekonuje.
Wojtyniak żałuje, że nie wszyscy nauczyciele są tak wyrozumiali. Większość rzuca bowiem protestującym maturzystom kłody pod nogi. - Zniechęcają nas do zbierania podpisów, mówiąc, że to i tak nic nie da. Radzą, żebyśmy, zamiast tracić energię na protesty, wzięli się do nauki, choć przecież działamy w czasie wolnym i lekcji nie zaniedbujemy. Nie wiem, dlaczego to robią. Może boją się narazić wysokim urzędnikom? - zastanawia się Michał.
Jego zdaniem dlatego protestującym udało się dotąd zebrać tylko około 2,5 tys. podpisów, choć do końca listopada planowali mieć ich cztery razy więcej - tyle samo, ile w zeszłym roku zebrali uczniowie, skutecznie zapobiegając likwidacji matur dwujęzycznych. - Przedłużamy termin zbierania podpisów do końca grudnia, może połowy stycznia. Chcielibyśmy, żeby petycja dotarła do urzędników przed 8 lutego, kiedy musimy ostatecznie zadeklarować, na jakich poziomach zamierzamy zdawać poszczególne przedmioty - mówi Michał.
CKE zdaje sobie sprawę, że maturzyści mają powód, by się buntować. Na swojej stronie, równocześnie z harmonogramem matur, opublikowała komentarz: "Ceną jest narażenie pewnej (niedającej się w tej chwili przewidzieć) liczby młodzieży na trud dwóch egzaminów w ciągu jednego dnia". Mimo to Krzysztof Konarzewski, dyrektor CKE, póki co nie widzi możliwości zmiany terminów. - Nie można rozciągnąć egzaminów w czasie, by nie sparaliżować pracy szkół - przekonuje.
Co jest lepsze? Matura w czerwcu czy wakacje w maju?
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Maturzyści walczą o matematykę. Nauczyciele tłu...
polsz
02.12.09, 11:22
tak, to są fanaberie maturzystów. Obniżona zdolność umysłu? Barany jedne, przez całe życie wyzwani będą na wasczekały przez cały dzień. Co, może marzy wam się praca od 9 do 11 bo »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

